bobrzanie.pl – to co istotne w Bolcu, Bolesławiec, informacje, blogi, sport, rozrywka, humor, imprezy, wideo

Dlaczego startuję?

Tak jakoś mniej tematu wyborów na „bobrzanach”. Trochę mi tej dyskusji brakuje. A ponieważ nie mogę się „doprosić” debaty kandydatów, w której wziąłby udział obecny prezydent (29 października w „Gardenie” też go ma nie być), postanowiłem wrzucić tekst. Powstał kilka miesięcy temu, ale się nie zestarzał. Tak jak moje motywacje wzięcia udziału w wyborach prezydenckich w naszym mieście. Poczytajcie, porozmawiamy może trochę wieczorami…

PS. A mój program na oficjalnej stronie: www.dariuszkwasniewski.pl

ZAPRASZAM DO LEKTURY!

Bolesławiec – warto dla niego wygrać

Dlaczego startuję w wyborach? Bo Bolesławiec jest moim miastem. Miastem, na którym mi zależy. Bo jestem przekonany, że Bolesławiec może rozwijać się lepiej, że jego potencjał wykorzystać można zdecydowanie efektywniej. Twierdzę, że zarządzanie miastem powinno realizować dłuższą niż tylko obliczoną na kolejną prezydencką kadencję wizję rozwoju. Że wśród realizowanych inwestycji muszą być takie, które zwiększą docelowo dochody miasta. Że promocja służyć ma rozwojowi miasta (a więc mieszkańcom – w tym przedsiębiorcom) a nie miejskiej władzy; że jej celem jest ściągniecie do Bolesławca inwestorów i turystów, nie zaś produkcja promocyjnych długopisów. Twierdzę, że osoba kierująca w naszym imieniu Bolesławcem musi zawsze otwarta na współpracę. Musi cenić ideę partnerstwa jako narzędzia budowania pozycji: partnerstwa z powiatem, innymi gminami, instytucjami i towarzyszeniami. Powinniśmy wielkie cele realizować razem. Bo „Razem – po prostu – można więcej!

Twierdzę, że Bolesławiec zasługuje na to, aby stać się ponadlokalnym centrum. Miastem, które skupia na sobie uwagę inwestorów, turystów czy ludzi kultury. Miastem, które postrzegane jest jako ważny ośrodek edukacyjny. Miastem… przyjaznym, w którym będzie się chciało żyć i które przestanie się wyludniać. NASZYM miastem.

Startuję, bo osiem lat wystarczy

Osiem lat prezydentury to dużo. Czy jest czymś nadzwyczajnym, że w ciągu ostatnich ośmiu lat Bolesławiec się zmienił? Twierdzę, że nie. To standard. Musiał się zmienić. Inna rzecz – czy zmienił się tak, jak powinien? Czy przeprowadzone działania (inwestycje) były najlepsze z możliwych? Fontanna czy rewitalizacja miejskich elewacji ? – oto jest pytanie i obszar do dyskusji. Dlatego musimy pamiętać: prezydent (kim by nie był) – pracując – łaski nam nie robi. Składamy się jako podatnicy solidarnie na jego pensję, to i powinien się starać. Nadchodzi czas podsumowania. Startuję, bo dokonania prezydenta w ciągu ostatnich ośmiu lat nie rzuciły mnie na kolana.

Obecna władza opanowała do perfekcji wygrywanie rankingów i konkursów na „gminę naj…”. Ściany sali rajców pokryte są dyplomami i laurkami. To miłe i może nawet ważne. Ale co z tego mamy my – mieszkańcy? Mamy najlepsze tereny inwestycyjne (dobrze, że strefa jest), ale Toyota buduje się w Wykrotach. Mija kilka lat, a inwestorów w specjalnej strefie ekonomicznej policzyć można na palcach jednej ręki. Mamy przejrzystość i ISO, ale słynny plac „się sprzedał” za mało, chociaż zaraz potem za znacznie więcej. I do dziś stoi pusty. Mamy (właściwie będziemy mieć) basen, ale nie ma miarę (wieloletnich) oczekiwań i nie w tym miejscu. Mamy największy dom kultury w okolicy i marną, małomiasteczkową ofertę kulturalną. Mamy fantastyczny „towar eksportowy”, jakim jest „Blues nad Bobrem”, ale postawa prezydenta sprawiła, że blues jest już nad Kwisą. Prezydent – rzekomo w ramach promocji miasta – „funduje” nam telebim, który informować ma turystów o atrakcjach miasta, jeśli ci najpierw wpadną na to, że warto do nas przyjechać. I oświetla kolejne budynki, mimo że efekty iluminacji widać dopiero po zapadnięciu zmroku, kiedy to w rynku turysty nie uświadczysz… A jest ich – turystów – z każdym rokiem mniej. To fakt, nie emocje.

Nie mamy pieniędzy unijnych na inwestowanie w „kapitał ludzki”. Bo obecny prezydent nie poważa „miękkich projektów”, mimo że na ich realizację uzyskać można stuprocentowe dofinansowanie. Nie trzeba więc do nich dokładać z miejskiej (czytaj: naszej) kasy. Czy milion wydany na naukę języków obcych jest mniej ważny niż milion wydany na chodnik bądź fontannę? Twierdzę, że nie. Nie mamy jednak tysięcy godzin na dodatkowe zajęcia dla uczniów miejskich szkół i pieniędzy, które – rzetelnie pracując – zarobiliby miejscy nauczyciele, by następnie wydać je w bolesławieckich sklepach. Nie sięgnęliśmy po miliony dla przedszkolaków. Dlaczego? Mamy wreszcie osiedla domów jednorodzinnych wybudowanych poza Bolesławcem (w Kruszynie, Łaziskach czy Bożejowicach), bo działka w mieście jest rarytasem. I nie mamy podatków, które bolesławianie płacą do budżetu sąsiedniej gminy (zwanej wiejską). A znam wielu, którzy chcieli – zadłużając się na całe życie – wybudować się w Bolesławcu.

Nie godzę się z faktem, że Bolesławiec – choć pięknieje – w ostatnich kilku latach staje się miastem peryferyjnym. Brak nam określenia ambitnych celów. Wielkich celów, które zrealizować możemy w śmiałych partnerstwach. Odnoszę wrażenie, że zbyt często działania władz skupiają się na sobie samej: apele, akademie, honorowe tytuły, flagi i patroni, relacje w lokalnej telewizji z otwarcia kolejnego chodnika i śmietnika. Szkoda czasu, szkoda pieniędzy, szkoda… Bolesławca. Tak sądzę. Wierzę, że osób, które myślą jak ja, jest więcej. Zrobię wszystko, by przekonać Was, Szanowni Państwo, że warto dla dobra Bolesławca… wygrać z dotychczasowym prezydentem. Sam tego nie dokonam – z Wami mogę wszystko! Bo – powtórzę „Razem można więcej!”

No i tyle – dyskutujemy?

Exit mobile version