bobrzanie.pl – to co istotne w Bolcu, Bolesławiec, informacje, blogi, sport, rozrywka, humor, imprezy, wideo

Jak psu w d… podatek

Kto ma w Bolesławcu psa (za wyjątkiem nielicznych zwolnień), ten powinien uiszczać, każdego roku, do budżetu miasta opłatę w wysokości 35,- zł. Taki obowiązek wynika z naszego lokalnego prawa uchwalanego przez Radę Miasta na wniosek Prezydenta Miasta. Sprawdźmy, czy ustanowienie i realizowanie tej opłaty w Bolesławcu ma w ogóle jakiś sens.

Obowiązek podatkowy (opłaty), powinni realizować bolesławianie, a z drugiej strony Urząd Miasta, który winien „walczyć” o każdą złotówkę z tego tytułu. Ustawa o opłatach i podatkach lokalnych daje jednak samorządom wybór, czy taką opłatę wprowadzać, czy nie. Bolesławiecki samorząd się zdecydował. Jednak, czy aby na pewno, po latach funkcjonowania tego zobowiązania,  jest o co i z kim walczyć?

Każdy przymus ze strony administracji względem obywateli powoduje, że podchodzimy do niego niezbyt chętnie. Szczególnie, gdy jest to obowiązek podatkowy, który Urzędowi Miasta ciężko zweryfikować i sprawdzać (nie każdy z psem się ujawnia, a więc nie płaci). No, ale mus, to mus i zgodnie z prawem miejscowym płacić trzeba. Wśród posiadających psy są tacy, którzy płacą za psa w terminie, są tacy, których Urząd Miasta musi upominać; są wreszcie i tacy, którzy mają to w nosie i w ogóle nie płacą. Każda z tych grup ma swego rodzaju dyskomfort związany z płaceniem lub unikaniem płacenia, a co za tym idzie łamaniem prawa. Pytanie, czy „warta skórka wyprawki”?

W 2012 roku wpływy do budżetu miasta z tytułu opłaty za posiadanie psa w Bolesławcu wyniosły raptem 45 tys. zł, piszę „raptem” bo w skali budżetu miasta to kropelka (w 2011 uzyskane wpływy to – 47 tys, w 2010 – 48 tys, w 2009 – 48.050, w 2008 – 60 tys. zł). Jak łatwo obliczyć (z małym błędem), w Bolesławcu w 2012 tę kwotę  uzyskuje się z tytułu ujawnienia wyłącznie ok. 1.280 psów. Według różnych statystyk, w Polsce żyje od 7 do 10 mln psów (błąd związany z niepoliczalnością psów bezdomnych). Przyjmijmy wersję, że w Polsce żyje ok. 7 mln psiaków wśród 40 mln Polaków. W sposób prosty, przekładając to na Bolesławiec, wychodzi, że w mieście możemy mieć statystycznie ok 7 tys. psów. Oczywiście w sposób prosty przeliczać tego nie można, bo Bolesławiec wsią nie jest (zwolnienia). Śmiało możemy zatem przyjąć liczbę psów w Bolesławcu na ok. 5 tys. Jak udało się wyżej policzyć, „zidentyfikowanych podatkowo” psiaków jest (zaokrąglając) 1.300.  Wynika z tego, że około 3.700 właścicieli psów nie uiszcza opłat, a co za tym idzie łamie lokalne prawo. Zapewne niektórych w związku z tym gryzie sumienie, że może powinni płacić, ale z drugiej strony, 35 zł, to też jakiś pieniądz jest i dlatego nie płacą. Czasem jest to efekt braku chęci formalizowania istnienia swojego czworonożnego przyjaciela, albo po prostu zaniedbanie.

Wcześniej wspomniałem o 45 tys. zł, które udało się „ściągnąć” od bolesławian z tytułu opłaty za psa w 2012r. Jednak nie jest to kwota netto. Musimy pamiętać o obsłudze administracyjnej tej opłaty. Musi być urzędnik, który się tym specjalnie zajmuje i pobiera wynagrodzenie. Ze wszystkimi kosztami pracy będzie to około 45 tys. zł rocznie. Urzędnik zajmujący się tą opłatą w swoim zakresie obowiązków ma zapewne inne sprawy. Przyjmijmy zatem pół etatu czyli kwotę ponad 22 tys. zł. (Żeby nie naciągać, nie wliczam kosztów jakie ponosi Straż Miejska z tytułu egzekwowania tej opłaty). Do tego koszty biurowe i dochodzimy spokojnie do 30 tys. zł.

I teraz najlepsze, co natchnęło mnie do napisania tego tekstu o bezsensie istnienia tej opłaty:

Moi znajomi spóźnili się w tym roku z uiszczeniem opłaty, którą należy uregulować do 31 maja br. Otrzymali zatem wezwanie do zapłaty. Wezwanie dotarło do nich ponieważ wcześniej płacili i są w ewidencji. List polecony „za potwierdzeniem odbioru”, (za którym trzeba było stać na naszej poczcie 20 min.), kosztował nas podatników 5,70zł. Znajomi, po wezwaniu, uiścili opłatę, bo groźby w liście były „okrutne”. Niedawno, ci sami znajomi otrzymali ponownie list z UM za kolejne 5,70zł, za którym musieli wystać się na poczcie kolejne 20 minut. Wszystko po to, aby ich poinformować, że w związku z uiszczeniem przez nich opłaty postępowanie zostało umorzone. I tu wkurzyli się do imentu… Ile takich pism trzeba wysłać do bolesławian? Nie wiem. Podejrzewam, że sporo, bo trudno specjalnie bez wezwania pamiętać o dacie.

Liczyć dalej nie ma sensu, bo ewidentnie dochód jaki udaje się uzyskać do budżetu miasta od bolesławian z tego tytułu jest w zasadzie równy kosztom jego uzyskania. Jaki jest zatem sens istnienia tej opłaty? (Jako żywo przypomina się casus abonamentu RTV. Płacą go ci, którzy zarejestrowali odbiorniki. Reszta ma to w nosie, ale też ma poczucie, że łamie jakiś przepis).

Czy ktoś to w mieście policzył? Czy ktoś potrafi stwierdzić, że po latach istnienie obowiązku płacenia przez bolesławian podatku za psa nie ma to sensu? Czy ktoś zastanawiał się, że w ten sposób zupełnie niepotrzebnie wytwarza się wśród części bolesławian poczucie winy z tytułu łamania prawa? Czy tak buduje się zaufanie do obywateli? Wydaje mi się, że nie. Polecam zatem władzom przyjrzeć się temu problemowi i dać sobie spokój z tą bezsensowną opłatą, bo nikomu ona nie służy.

Ps. Nie mam psa, mam kota, ale mieszczę się w  limitach :)

 

Exit mobile version