bobrzanie.pl – to co istotne w Bolcu, Bolesławiec, informacje, blogi, sport, rozrywka, humor, imprezy, wideo

Historia z roweru…

KOściół ucieczkowy w Twardocicach

Płacz, cierpienie, więzienia,  tortury, egzekucje, wypędzenia, nocne wędrówki egzulantów… To nie opis okropieństw minionej wojny, to nie ogrom cierpień przesiedleńców, wypędzonych, zesłańców czy jeńców wojennych – to metody katolickiej ewangelizacji niepokornych, elementy papistycznej „perswazji” i prób ponownego nawrócenia na łono kościoła katolickiego.

 W tych dniach mija 150 rocznica wybudowania w podlwóweckiej wsi Twardocie pomnika upamiętniającego życie i miejsce pochówku blisko 300 wiernych, ewangelików, członków zboru schwenkfeldystów. Pomnik ufundowany została w 1863 roku przez obywateli amerykańskich, potomków tych, którzy szczęśliwie uszli z życiem.

   Pomnik stoi do dzisiaj, został pięknie wyremontowany w 2001 – 2002 roku, stoi – bo na uboczu, stoi, bo mało kto o nim wie, a może stoi, bo jednak nie jesteśmy aż takimi barbarzyńcami, jak sądzić należałoby po wypowiedzi kierownika jeleniogórskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków we Wrocławiu Wojciecha Kapałczyńskiego, po rozjechaniu buldożerami ewangelickiego cmentarza w sąsiedniej wsi Sobota (powiat lwówecki, lipiec 2013),a  którego fragment wypowiedzi warto zacytować ze względu na szerszy kontekst podejmowanych przez niego decyzji.

(…)”burmistrz nie zasługuje na karę. Przeciwnie, należy mu się pochwała za gospodarskie podejście. Na początku tego nie wiedzieliśmy, ale sprawdziliśmy i okazało się, że cmentarz w Sobocie nie jest ujęty w rejestrze ani w gminnej ewidencji zabytków, więc burmistrz miał pełne prawo zrobić z nim, co uważał za słuszne. Był tam śmietnik, więc wziął i posprzątał. Teraz ci, co najwięcej tam śmiecili, są najbardziej oburzeni.”(…)

Słowa te stawiają Pana Kapałczyńskiego w bardzo dwuznacznym świetle. Jeżeli takimi argumentami posługuje się kierownik organu odpowiedzialnego za ochronę zabytków nie dziwmy się, gdy na każdym kroku natykamy sie na efekty działania tak rozumianej „gospodarskiej ręki”.

Pomnik stoi i jest piękny, jest jak memento przed katolickim terrorem, nietolerancją, odwieczną interesownością oraz coraz powszedniejszym w szeregach duchownych katolickich wszeteczeństwem.

W 1489 w majętnej rodzinie szlacheckiej przychodzi na świat  Kaspar Schwenkfeld. Jedna z bardziej ciekawych i znanych postaci historycznych związanych z Dolnym Śląskiem.

 Kaspar Schwenkfeld znany też jako Eliander, Caspar Greysenecker, Greisenecker, Gryseneggerus, C. Dinopedius, J. Dinopedius von Greiseneck, Konrad Bleckschaff był pierwszym reformatorem w łonie kościoła luterańskiego. Początkowy zwolennik i współpracownik Marcina Lutra i choć sam nigdy duchownym nie był, to doprowadził bodaj do pierwszej secesji w kościele luterańskim. Urodził się w Osieku k/ Lubina, studiował teologię na frankfurckim uniwersytecie ( n/ Odrą). Od 1510 przebywał na dworach książąt śląskich, najdłużej  był radcą dworu Fryderyka II Legnickiego. Od 1519 pod wpływem pism Lutra stał się wyznawcą ewangelicyzmu. Od 1521 zaczął jako kaznodzieja szerzyć luteranizm na Śląsku, a w następnym roku udało mu się nawrócić na to wyznanie księcia legnickiego (który od 1524 uczynił je religią państwową).

Zamieszkał w swoim rodzinnym majątku w Osieku i tam zajął się gruntownym studiowaniem teologii. Odrzucił w 1524 doktrynę Lutra o eucharystii jako sprzeczną z Biblią. Odrzucał rzeczywistą obecność ciała i krwi Jezusa podczas eucharystii i uznawał tylko ich obecność mistyczną.

Polemizował z wybitnymi teologami luteranizmu i samym Lutrem. Doprowadziło to do ostrego sporu, podczas którego zarzucił Lutrowi tworzenie „nowego papizmu (katolicyzmu)”. Głosił całkowitą wolność wyznania, tolerancję religijną i rozdział Kościoła od państwa. Był zwolennikiem dualizmu, t.j. całkowitej odrębności ducha i materii (także w osobie Jezusa, który jego zdaniem stopniowo porzucał swoją naturę ludzką na rzecz natury boskiej, jako Istota Wieczna, nigdy nie stworzona.

Schwenkfeldyści odrzucali chrzest dzieci jako sakrament, propagowali wolność wyrażania poglądów, uznawali równość praw kobiet i mężczyzn, postulowali oddzielenie władzy świeckiej od duchowej, wzbraniali się przed udziałem w wojnie i noszeniu broni, a także składania przysięgi. Odrzucali pojęcie „religii państwowej”.

W wyniku tego grupa Schwenkfelda oderwała się od luterańskiej doktryny i zaczęła realizować ideał „pierwotnego Kościoła chrześcijańskiego”. Nasilający się konflikt z Kościołem luterańskim oraz z księciem legnickim spowodował, żeK. Schwenkfeld wraz z wyznawcami organizował liturgię potajemnie.

Intencją Schwenkfelda nie było stworzenie sekty czy wspólnoty, to represje doprowadziły do silnego scalenia grupy. Swych wyznawców znajdował na ogół wśród bogatych mieszczan i szlachty. Na skutek konfliktu z kościołem luterańskim i księciem legnickim schwenkfeldyści musieli praktykować w konspiracji. Ich duchowy przywódca wkrótce powierzył pieczę nad wyznawcami swemu przyjacielowi Valentinowi Krautwaldowi i ruszył z misją ewangelizacyjną do Strasburga. Głoszone przez niego wolnościowe zasady – całkowita swoboda wyznania, tolerancja religijna i rozdział kościoła od państwa wkrótce stały się nie do strawienia dla władz i zmuszono go do opuszczenia miasta. Od 1533 roku podróżował jako wędrowny kaznodzieja po Palatynacie i Szwabii.

W latach późniejszych Schwenkfeld kilkakrotnie uchodził przed i protestanckimi szykanami i katolickim terrorem. Wielokrotnie też ukrywał się pod różnymi imionami, jak choćby jako brat Eliander w klasztorze franciszkanów w Esslingen am Neckar.

Napisał około 50 rozpraw teologicznych i ponad 200 listów do współwyznawców.

Zmarł i został pochowany w tajemnicy, miejsce pochówku nie jest znane.

 Po Schwenckfeldzie pozostały dwa ośrodki szerzenia jego nauki – południowe Niemcy oraz Dolny Śląsk, z tym że to właśnie Śląsk jest uważany za matecznik tego ruchu. Do roku 1700 liczba jego wyznawców utrzymywała się na stałym poziomie od 1300 do 1500 osób zamieszkujących we wsiach Twardocice, Proboszczów, Czaple, Rochów i Bielanka. Właściwie przez blisko 200 lat swej obecności na Śląsku ludzie ci doznawali religijnych represji, upokorzeń i prześladowań ze strony luteran, katolików jak i władz świeckich. Karano ich grzywnami, zabraniano praktyk religijnych, zakuwano w dyby, przetrzymywano w więzieniach, odbierano dzieci… . Najtrudniejszym jednak okresem dla wspólnoty było panowanie (od 1711 roku) cesarza Karola VI, który siłą zamierzał osiągnąć „jedność religijną kościoła katolickiego” i zaciekle zwalczał odszczepieńców.

W 1719 roku do Twardocic, głównej siedziby schwenkfeldystów przybyło dwóch jezuitów z misją „nawrócenia” renegatów. Gdy okazało się, że perswazja nic nie daje, zakonnicy nałożyli na wspólnotę ograniczenia i zakazy. Wprowadzono obowiązkowe nauki katolicyzmu dla wiernych, a uchylających się karano grzywnami. Zakazano małżeństw mieszanych z luteranami, a małżeństwa w duchu schwenkfeldystów uznano za nieważne. Chrzest dopuszczalny był jedynie katolicki, a dzieci do chrztu doprowadzało siłą cesarskie wojsko. Sieroty poddawano katolickiej indoktrynacji i rygorystycznemu wychowaniu. Zakazano obrotu nieruchomościami, zakazano sprzedaży i zakupu mienia i domostw, w końcu zakazano im opuszczania miejsca zamieszkania bez specjalnych zezwoleń. Opornych karano karą pręgierza, lub więzienia w lochach zamków w Legnicy, Jaworze i pobliskim Grodźcu.

Katoliccy prześladowcy nie poprzestawali jednak na karach doczesnych, bardziej dotkliwe dla głęboko wierzących schwenkfelderów były kary wieczyste. Jezuici w swym katolickim wyrafinowaniu, w swym „miłosierdziu” i równości wobec stwórcy zakazali schwenkfelderom jakiejkolwiek formy godnego chrześcijańskiego pochówku.

W ówczesnych czasach powszechnym było, iż osoby popełniające ciężki grzech samobójstwa, jak i wszyscy skazani na śmierć za zabójstwo chowani byli w niepoświęconej ziemi, odmawiano im chrześcijańskiego pochówku na cmentarzach.

Jezuici z Harpersdorf (Twardocic) odmawiali tego prawa wszystkim schwenkfelderom ( do przybycia jezuitów chowano na ewangelickich cmentarzach, ostatni taki pochówek w 1722).

Jezuici dla członków sekty mieli specjalne miejsce! – Viehweg – Bydlecą Drogę, a raczej przydrożne rowy wzdłuż bydlęcego traktu.

W 1704 roku ścięto i pochowano na skraju wsi, przy drodze, którą zwyczajowo pędzono bydło na pastwiska, niejaką Sybillę Adolf – dzieciobójczynię. Kobietę stracono za utopienie swego dziecka, a w 1715 roku przy bydlęcej ścieżce pochowano samobójczynię. Było to miejsce dość odległe od wsi, na niewielkim wzgórku, może ładne, bo z widokiem na Ostrzycę, ale niepoświęcone i obarczone klątwą, która miała spadać na imię pochowanych i wszystkich ich potomków po wsze czasy.

Miejsce w sam raz dobre, jako miejsce wiecznego spoczynku dla chrześcijan, głęboko wierzących  i bogobojnych schwenkfeldystów!

Grób Hrabiego Nicolausa i groby członków rodziny von Zinzendorf auf Gottesacker w Herrnhut

Członkowie sekty z czasem poddali się, nie byli już w stanie podołać trudom i szykanom katolickiego terroru. Gdy schwenkfelderom całkowicie uniemożliwiono prowadzenie normalnego życia, ich przywódcy potajemnie skontaktowali się z saksońskim hrabią  Nicholasem Ludwigiem von Zinzendorf ( o Zinzendorfie później napiszę, bo gdyby nie On, nie byłoby Kruszyna Gnadenbergu), który zdecydował się udzielić im schronienia. W okresie od lutego do maja 1726 roku, w kilku grupach, łącznie 179 osób nocami, przez Sobotę, Lwówek, niosąc tylko to, co najpotrzebniejsze, schwenkfelderzy uciekli do dóbr hrabiego von Zinzendorfa w Górnych Łużycach. Otrzymali do dyspozycji domy i ziemię w Berthelsdorf koło Herrnhut i w Goerlitz. Na Śląsku pozostało już tylko  około 25 rodzin.

Przybycie schwenkfeldystów do Filadelfii

 Niestety już osiem lat później, w 1734 roku hrabia von Zinzendorf  zmuszony został przestać udzielać ochrony schwenkfelderom, a ci, mimo zakazu emigracji, w wielkanocny, zimny poniedziałek, grupą 176 osób spławili się Łabą i dalej przez Danię,  dotarli 17 maja do holenderskiego Harleem. Tutaj zajęli się nimi menonici (odłam również prześladowanych anabaptystów), którzy przyjęli ich do swych domów, zaopatrzyli w żywność, a wreszcie opłacili podróż statkiem do Ameryki. W dniu 19 czerwca 1734 roku wygnańcy i uciekinierzy zaokrętowali się w Rotterdamie na pokład wyczarterowanego statku ST. Andrew i przez Plymouth w dniu 22 września przypłynęli do Filadelfii.   Pozostali schwenkfelderzy powoli emigrowali w ślad za pierwszą grupą bądź padali ofiarami represji.

Ostatni na Dolnym Śląsku szwenkfelder zmarł w 1826 roku.

 W późniejszych latach do Nowego Świata przybyły kolejne grupy twardocickich egzulantów.

 Schwenkfelderzy osiedlili się w południowo-wschodniej części stanu – głównie w miejscowościach Salford, Towamencin i Worcester. Zgodnie z naukami Kaspara Schwenkfelda ich wspólnota nie miała ścisłej, sformalizowanej struktury. Dopiero w 1782 roku powołano Zrzeszenie Schwenkfelderów (Society of Schwenkfelders), które w 1909 zastąpił Kościół Schwenkfelderów (Schwenkfelder Church). Obecnie liczbę wiernych, skupionych wokół sześciu świątyń, szacuje się na około 2 800 osób – chociaż liczbę potomków 209 śląskich uciekinierów z XVIII stulecia szacuje się na ok. 500 000 osób. Członkowie kościoła nie wyróżniają się swym ubiorem czy też zbytnim rygoryzmem jeśli chodzi o życie świeckie. Natomiast przywiązują wagę do swych tradycji. Powołane przez nich „Stowarzyszenie Potomków Schwenkfelderowskich Uchodźców” (Society of the Descendants of the Schwenkfeldian Exiles) jest bardzo wpływową – również politycznie – organizacją.

 Gehenna ewangelików z Harpersdorf dobiegła końca.

 Amerykańscy potomkowie pierwszych egzulantów nigdy nie zapomnieli o Twardocicach i swoich przodkach. Już w 1772 roku amerykański już, schwenkfelderski pastor Christopher Schulz wspominał o potrzebie upamiętnienia miejsca pochówku  schwenkfeldystów, pisał o konieczności ogrodzenia Bydlęcej Drogi i potrzebie postawienia pomnika,  tym bardziej, że tzw Viehweg traktowany był jako wysypisko odpadków i śmieci.

 W 1861 roku amerykański lekarz dr Salomon Schultz , potomek schwenkfeldystów, podczas swojej podróży po europejskich szpitalach przed objęciem funkcji superintendenta Szpitala Miejskiego w Danville w Pensylwanii, odwiedził Twardocice i spotkał się z miejscowym pastorem Oswaldem Kandelbachem. W porozumieniu z Pastorem i dzięki zebranym funduszom udało się doktorowi Schulzowi wykupić teren Bydlęcej Drogi  i w 1863 roku ufundować pomnik upamiętniający blisko 300 pochowanych tam ewangelików.

Wybuch wojny secesyjnej, zaangażowanie doktora Schulza jako chirurga wojennego, kłopoty z wymianą walut i ich zbiórką spowodowały odsuniecie planów budowy muru cmentarnego do dalszej, jak się okazało nigdy nie zrealizowanej przyszłości.

 Do wybuchu II Wojny Światowej schwenkfeldyści z USA regularnie przesyłali pieniądze na utrzymanie cmentarza, a po wojnie dość hojnie obdarowywali miejscowych Polaków. Regularnie też odwiedzali Harpersdorf, i późniejsze Twardocice , a po ponownej renowacji pomnika już rokrocznie do Twardocic przybywają turyści i pielgrzymi z USA, i Niemiec.

Po pona 25 latach starań amerykańskich i niemieckich potomków egzulantów, dzięki amerykańskim pieniądzom, polskim konserwatorom zabytków; panu Januszowi Matysiakowi, pani Jolancie Marosik i panu Waldemarowi Marosik z dolnośląskiej Pracowni Konserwacji i Rzeźby Grossular z Wrocławia, dzięki wszystkim zaangażowanym urzędnikom i ludziom dobrej woli udało się w 2002 powtórnie odsłonić tzw. Viehweg – Denkmal –  pomnik schwenkfeldystów w Twardocicach (Harpersdorf).

Tyle w skrócie i o pierwszym w histori ewangelickim reformatorze, historii widzianej z za rowerowych okularów. Osobiście nie znajduję odpowiedzi na trzy pytania; co myślą wszyscy ci, szczególnie amerykańscy i niemieccy turyści odwiedzający Twardocice, widząc ruinę Kościoła ucieczkowego (schwenkfelderów), co myślą, mijając brutalnie i barbarzyńsko rozjechany buldożerami cmentarz w Sobocie, i dlaczego na kamieniu z angielskim i polskim tłumaczeniem pomnikowego epitafium pominięto informację o Bydlęcej Drodze,  o haniebnym, jezuickim nakazie grzebania chrześcijan w przdrożnym, rowie? Zamiatamy coś pod dywan? orwellowski retusz historii?

 

Kamień z polską i angielską transkrypcją treści epitafium

W krypcie kościelnej złożono szczątki posiadaczy wsi: von Braunów i Holzbergów. Spoczywały one w ozdobnych trumnach i sarkofagach do momentu, aż nie zainteresowali się nimi okoliczni „prawdziwi patrioci”.

W Twardocicach znajdują się „dwa” kościoły. Jeden ufundowany w 1732 roku przez Jezuitów dla „nawrócenia” schwenkfeldystów i zwalczania protestantyzmu tj. kościół pw. Piotra i Pawła, oraz drugi, który nienaruszony zębem czasu, stał unbeschadet do 1945 roku. Był to tzw. Kościół graniczny,  wcześniejsza średniowieczna świątynia (wzmiankowana w 1448 r., przebudowywana w XVI i XVII w.) z myślą o protestantach z sąsiedniego księstwa świdnicko-jaworskiego. Autorami byli Gottfried Hartmann i Georg Mentzel. W kościele znajdowały się 3 piętra empor. Później jeszcze raz, w 1711 r.  powiększeno nawy (uzyskała plan krzyża; autor – Julio Simonetti). Była to jedna z największych świątyń protestanckich na Śląsku  – ponad 2400 miejsc w ławkach. W 1725-26 r. architekt Christoph Hartmann przebudował wieżę do obecnej postaci. Kościół jeszcze kilka razy był odnawiany i remontowany po zniszczeniach (pożar w 1726 r.), aż wreszcie po II WŚ nieużytkowany zniszczał, i pod koniec lat 70., pomimo starań o remont, został bezmyślnie rozebrany. Pozostały jedynie mury nawy z odnawianym i zamieszkałym bocianim gniazdem na ich koronie, i niszczejąca wieża. W jej przyziemiu mieści się zdewastowana kaplica grobowa Hozlbergów z trzema  pięknymi, barokowymi sarkofagami, ozdobionymi kutymi w kamieniu wywodami heraldycznymi (Otton Hozlberg był właścicielem majątku w pobliskim Rochowie). 

Nie odważę się skomentować obecnego stanu kościoła schwenkfeldystów – jest to egzemplifikacja stanu polskiej kultury, i polskiej religijności. Pan Kapałczyński był już powiedział. (ad  czytaj!).

Niech zdjęcia mówią same za siebie (proszę kliknąć).  Gdybym cokolwiek skomentował, musiałbym narazić się na odpowiedzialność karną z art. 216 kk i 196 kk, a chcę mieć spokojną głowę!

 

© cemoi07

 

moja prywatna opnia jest moją prywatną opinią pozaprocesową i zgodnienie z postanowieniem Sądu Najwyższego z dnia 4 stycznia 2005 roku (V KK 388/04) nie jest opinią w rozumieniu art. 193 k.p.k. w zw. z art. 200 § 1 k.p.k., i nie może stanowić dowodu w sprawie

 

zdjęcia/ własne, fotopolska, Wratislaviae Amici

Exit mobile version