bobrzanie.pl – to co istotne w Bolcu, Bolesławiec, informacje, blogi, sport, rozrywka, humor, imprezy, wideo

W klasie

Żródło:www.mcdonalds.fr

Ponad piętnastoletnie doświadczenie w branży edukacyjnej z pewnością nie może pozostać bez wpływu na moją psychikę, osobowość oraz percepcję rzeczywistości. Nie oceniam, czy jest on pozytywny czy negatywny, twierdzę po prostu, że jest. Inna sprawa, że umiejętnie podając daną informację skutecznie możemy wpływać na percepcję rzeczywistości innych osób. Przykład? Proszę bardzo, przećwiczyłem to już dziesiątki razy. Podczas poznawania nowych ludzi zapytany o zawód odpowiadam:
Pracuję w szkole, jestem nauczycielem.
Najczęściej wówczas spotyka się to z następującymi reakcjami:
O, belfer! Ty to masz fajnie, tyle wolnego.
Albo bardziej empatycznie:
Jej, w życiu nie mógłbym pracować w szkole.
Wystarczy natomiast lekko zmodyfikować informację w następujący sposób:
Zawodowo zajmuję się szkoleniami i zarządzaniem zasobami ludzkimi, minimum 15 osób, ale czasem nawet ponad 30 jednocześnie. Wszystko w języku angielskim. Ogólnie na co dzień mam pod sobą około 200 osób i tylko kilku przełożonych, z czego ci najwyżej umocowani, pracują w stolicy, w ministerstwie.

Po takiej przemowie w oczach rozmówców dostrzegam najpierw niedowierzanie, potem uznanie i podziw przeplatające się z zazdrością. A przecież praca wciąż jakby ta sama. Ale wracajmy do tematu, bo miało być o szkole. Poniżej dwie historie, które z lekkim przymrużeniem oka odsłaniają nieco kulisy nauczycielskiego rzemiosła. Rzemiosła, które łatwym fachem nie jest, lecz daje dużo satysfakcji i frajdy, a czasem nawet powód do uśmiechu.

Hot dog

Mus był, by przeprowadzić kartkówkę i przetestować młodych z tematu żywność. Pech jednak chciał, że podręcznikowe słownictwo nie było zbyt rozbudowane ani specjalnie trudne, a kartkówki to ja lubię raczej na bogato. Postanowiłem zatem lekko sprawę skomplikować, zaskoczyć młodzież i dać najprostsze słowa (zgodnie z zasadą, że im coś łatwiejsze, tym trudniej). Tylko jak przetłumaczyć słowo „hamburger”? Więc wymyśliłem, że dam młodzieży do przetłumaczenia na angielski słowo „mieszkaniec Hamburga”. A potem zacząłem zastanawiać się, jak spolszczyć słowo „hot dog”. Gorący pies? Za łatwe. I wtedy z pomocą przyszli sąsiedzi zza południowej granicy – „parek w rohliku” – to jest to!!! Napisałem więc „parówka w rogaliku” prosząc o tłumaczenie na angielski, licząc, że uczniowie moi i tak odgadną mój zamysł. I rzeczywiście, w większości przypadków tak się stało, za wyjątkiem jednego chłopczyny, który siedział, dumał i za cholerę rozkminić nie mógł o co mi chodzi. Gdy tak stękał i pocił się nad kartką przyuważyłem jak jego kolega siedzący naprzeciw bezgłośnym ruchem warg wymawia w jego stronę:
Hot dog.
Udałem, że nie widzę; leżącego przecież się nie kopie. Chłopaczek jednak, miast skorzystać z uprzejmości kompana, tylko się zaperzył i całkiem głośno wysyczał:
Spier…..aj, hot dog to hot dog, taki głupi nie jestem.
Niemal dostałem zawału serca.

Płazy

Podczas innej okazji omawialiśmy angielskie słownictwo dotyczące królestwa zwierząt. Były więc ssaki, gady, ptaki, jednak moi dociekliwi uczniowie uparli się, by dowiedzieć się jak po angielsku są płazy. Mówię więc:
Amphibians; płazy, czyli zwierzęta wodno-lądowe. Stąd dobrze znana Wam nazwa amfibia, bo pływa i jeździ. Przy okazji, zróbmy sobie takie połączenie angielskiego z biologią. Kto podałby mi przykład zwierzęcia, które żyje zarówno w wodzie i na lądzie? – zapytałem z niewinnym uśmiechem. Może Ty? – wskazałem na jednego z uczniów. Chłopczyna zaczerwienił się, podrapał po głowie, po czym rzekł z dziecięcą ufnością w głosie:
Hipopotam?
W tym momencie pociemniało mi w oczach i bezwładnie osunąłem się na ziemię.

Exit mobile version