bobrzanie.pl – to co istotne w Bolcu, Bolesławiec, informacje, blogi, sport, rozrywka, humor, imprezy, wideo

”Przebaczamy i prosimy o wybaczenie”

Kilka dni temu w Gościszowie odsłonięto wyjątkową tablicę pamiątkową, o której chciałbym opowiedzieć. Wmurowano ją, rozbitą na dwie mniejsze, w kaplicę grobową na cmentarzu przy gościszowickim kościele, pochodzącą z II połowy XIX wieku. Tekst na jednej z nich jest napisany po polsku, a drugi po niemiecku. Upamiętnia dawnych mieszkańców Gościszowa, których dawniej pochowano na tym cmentarzu i których groby w ogromnej większości już niestety nie istnieją. Te, które przetrwały, są albo zarośnięte grubą warstwą bluszczu albo leżą roztrzaskane pod murem. Wrażenie robi na pewno duży grobowiec, leżący samotnie na samym środku pustego trawnika, znajdującego się w miejscu dawnej niemieckiej nekropolii. Jest chyba jedynym grobem, który jest dzisiaj w godnym zmarłej osoby stanie.

Przekształcona częściowo w pomnik kaplica w Gościszowie.

Groby zniszczono, ale ta podwójna tablica upamiętnia wszystkich, których tu dawniej pochowano. Jej odsłonięcie jest wydarzeniem ciekawym w skali całego powiatu i czymś godnym pochwały. Zwłaszcza że tablica uwzględnia także tych mieszkańców wsi, których po II wojnie światowej wypędzono z ich małej ojczyzny i którzy nie mogli być pochowani przy swoich bliskich. Wypędzenie Niemców z naszego powiatu to temat nadal bardzo mało znany szerszej publiczności. I traktowany w naszym lokalnym historycznym dyskursie bardzo po macoszemu. Jego symbolem jest dla mnie schowany na tyłach willi MDK-u pomnik księdza Paula Sauera, ostatniego niemieckiego proboszcza w Bolesławcu. Dosłownie schowany, bo nie jest oznaczony na żadnej nowej mapie miasta, nie opisuje go przewodnik z 2015 roku (pomnik odsłonięto rok wcześniej), nie widać go też z ulicy. Zobaczyć go można tylko w godzinach otwarcia MDK-u. Niestety, istnieć miał plan postawienia go przed Bazyliką, ale nie udało się go zrealizować. Dlatego nakreślę pokrótce temat:

Początek spisu transportów wypędzanych z Bolesławca Niemców (źródło: Archiwum Państwowe we Wrocławiu, zespół akt Urzędu Wojewódzkiego Wrocławskiego, sygn. 5.1.7/VI/427)

Były dwa wypędzenia Niemców. Pierwsze miało miejsce w czerwcu 1945 roku i określa się je jako jedno z wielu ówczesnych tzw. ”dzikich wypędzeń”. Organizowało je wojsko i wypędzono wtedy w dwóch falach całą niemiecką ludność naszego powiatu. Finalnie 24 czerwca, o godzinie 10:00, zebrano kilka tysięcy Niemców na Rynku. Wyłuskano z nich tylko grupę fachowców, którym pozwolono zostać i tych zwolniono do domów. Całą resztę przepędzono ulicami Prusa i Zgorzelecką w haniebnym marszu w kierunku Nysy Łużyckiej. Ci Niemcy szybko wrócili, bo przegnali ich tu z powrotem Sowieci, nie będący w stanie przyjąć w Niemczech tak wielkich mas ludzi z naszych okolicznych powiatów. Wielu Niemców musiało przyjmować w swych domach polskich osadników i co ciekawe, często zawiązywali oni z nimi przyjaźnie. Oczywiście nie zawsze tak było i zdarzały się też konflikty. Niemniej istniejące potem polsko-niemieckie kontakty są świadectwem, że te przyjaźnie to nie są wymysły osadników, którzy chcieliby się jakoś wybielić przed historią. W każdym razie od czerwca do września 1946 roku odbyło się kilkanaście dużych fal deportacyjnych Niemców. Wręczano im nakazy stawienia się w Bolesławcu i sprowadzano ich na punkt etapowy przy dawnej fabryce Hoffmanna i dworcu kolejowym. Ludzi tych przeszukiwano i deportowano w transportach, które liczyły najczęściej po 1799 osób, ale nieraz i więcej. Jakby nie patrzeć, nastąpił tutaj wielki dramat opuszczenia ziemi, na której tamci Niemcy na ogół żyli z dziada pradziada. To był ich dom od wielu pokoleń i to też nie było tak, że każdy Niemiec był nazistą (choć każdy nazista był Niemcem… albo Austriakiem). Ponadto w naszej okolicy pewnych aktów sprzeciwu obywatelskiego wobec reżimu Hitlera było przynajmniej kilka. Masowe przepędzanie narodów w XX wieku z miejsca na miejsce jest rzeczą niepojętą, trudną i do dziś nie wszystkie rany z tamtych lat udało się zagoić. Przykład – białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka przypisuje Polakom chęć odzyskania Grodna i okolic. Wykorzystuje dawne zmiany granic po to, aby zdyskredytować nasz kraj w oczach Białorusinów. I zdobyć sobie ich poparcie przeciwko ”wrogom zewnętrznym”, czyli Polakom. Przez lata wypędzeni Niemcy mówili o ”polskiej okupacji” Śląska, u nas z kolei mówi się nieraz o ”marszu na Lwów”. Wielki skandal wzbudzili w latach sześćdziesiątych polscy biskupi, pisząc słynny list do biskupów niemieckich ze słowami ”Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Odwołując się do trudnych rozliczeń polsko-niemieckich, deklarowali przebaczenie niemieckich zbrodni (ale nie zapomnienie, co jest bardzo ważne) i bili się w pierś z powodu polskich win wobec Niemców. Wybuchła fala oburzenia, przypominano całą listę niemieckich zbrodni z czasów wojny i zadawano retoryczne pytanie ”a my niby co im zrobiliśmy?”. Lista niemieckich zbrodni oczywiście jest porażająco ogromna. To nie Polacy nie mordowali Niemców, ale to Niemcy nas mordowali. Ale czy aby na pewno jesteśmy niewinni ?

Niemiecki obóz koncentracyjny KL Auschwitz-Birkenau.

Przecież to nasze władze wypędzały Niemców z naszego powiatu, choć sami nieraz byliśmy ludźmi wypędzonymi. To my doprowadziliśmy do ruiny liczne niemieckie cmentarze, a niektóre wymazaliśmy z map. Także my wyburzyliśmy szereg poniemieckich kamienic Bolesławca i Nowogrodźca, które przetrwały sowieckie wojenne i powojenne barbarzyństwo. To właśnie my strąciliśmy orła z bolesławieckiego ratusza, skuliśmy betonem stare epitafia na murach obecnej Bazyliki. Zburzyliśmy też ewangelickie kościoły w Nowogrodźcu i Warcie Bolesławieckiej i wymieniać tak dalej można by długo. Czy aby na pewno nie mamy za co przepraszać, nawet jeśli winy Niemców wobec Polaków są niepomiernie większe ?

Zniszczony cmentarz ewangelicki w Bolesławcu, ulica Ptasia.

Wzajemne relacje na szczęście się poprawiają. Bolesławieccy Niemcy współpracują z Muzeum Ceramiki. W Nowogrodźcu odsłonięto polsko-niemiecki głaz pamiątkowy przy dawnym Kościele Ofiarowania, upamiętniający ofiary epidemii z 1527 roku i zniszczenie kościoła. Kraśnik Dolny uprzątnął swój ewangelicki cmentarz i postawił przy kościele parafialnym nowy nagrobek niemieckiego księdza Maksymiliana Lampki. W Ocicach stanął pamiątkowy głaz w miejscu dawnego niemieckiego cmentarza. Przy ulicy Jeleniogórskiej Bolesławcu odnowiono międzywojenny Kamień Leśników, upamiętniający poległych w I wojnie światowej leśników z naszego miasta. W każdym razie wiele jest jeszcze do zrobienia. Gościszowicka tablica jest pierwszym tak wyraźnym znakiem nie tylko polsko-niemieckiego pojednania. Ba, nawet pójścia o krok dalej – tworzenia wspólnej przestrzeni w naszej małej ojczyźnie/Heimacie.
Mam szczerą nadzieję, że kiedyś podobne gościszowskiej tablice staną gdzieś w Bolesławcu…

Kamień Leśników w Bolesławcu.

Exit mobile version