Mar 13, 2021
1055 Wyświetleń
6 4

Co wiemy o swoim regionie ?

Napisany przez

Co wiemy o naszym własnym regionie ? Generalnie niezbyt wiele. Jako student historii w przestrzeni publicznej mogę tylko powiedzieć, że znajomość naszej historii lokalnej wśród moich rówieśników jest porażająco mała, ba, my wszyscy jako bolesławiecka społeczność dość niewiele o sobie wiemy. Niewiedza oczywiście rodzi swoje dalsze konsekwencje… i  o tym sobie dzisiaj porozmawiamy. Także o tym, co wiemy o swoim regionie, czy nie powinniśmy aby wiedzieć czegoś więcej i co zrobić w obecnej sytuacji historycznej (nie)świadomości.

Na sam początek powiedzcie, co widzicie na tym zdjęciu. Oczywiście są to budynki przy ulicy Bankowej, położone niedaleko I LO, a w tym po prawej mamy archiwum. Za komuny rządził tutaj Konrad, tworząc tutaj liczne atrakcje dla robotników. Wszystko się zgadza, jest dobrze. Ktoś może jeszcze dorzuci, że przed wojną znajdował się tutaj sierociniec. To też prawda. Ale czy ktoś z Was umie powiedzieć coś więcej o jego założycielach, Gottfriedzie Zahnie oraz Ernście Gottliebie Woltersdorfie ? Zapewne mało kto. Dobrze, Zahna upamiętnia chociaż tablica pamiątkowa w I LO, ale nic więcej o tym ciekawym i ważnym człowieku w naszej przestrzeni publicznej już nie ma. Z kolei Woltersdorf w naszej regionalnej świadomości jest już właściwie martwy, choć jest jednym z czołowych pisarzy ewangelickich na Śląsku w II połowie XVIII wieku i współzałożycielem najważniejszej (a na pewno największej) szkoły w historii naszego miasta. Ktoś wspomni, że sierociniec od 1803 roku miał rangę królewskiego i że ogólnie w jego ramach działała cała masa szkół, tworzących razem swoisty zespół szkół pod wspólnym zarządem? Że w okresie wojen napoleońskich Francuzi ulokowali tu szpital wojskowy, będący faktycznie masową umieralnią, a po zakończeniu działań wojennych szalała tutaj epidemia tyfusu? Że jednym z wykładowców był tutaj jeden z najlepszych bolesławieckich historyków, dr Ewald Wernicke ? Wspomni ktoś choćby o tym, że dąb rosnący przy sali gimnastycznej I LO to dawny Dąb Zwycięstwa ? Dąb zasadzony dla uczczenia zwycięstw Prus nad Austrią, Danią i Francją? Że w 1886 roku wybuchła tam epidemia ziarnistych chorób oczu? Zapewne nadal wspomni o tym mało kto.

Teraz coś z nieco innej beczki. Ktoś z Was zna ten pomnik? Mamy przed sobą pomnik, który znajduje się od ponad sześciu lat na tyłach willi MDK-u. Jest skromny, ale tylko tak samo, jak osoba, którą upamiętnia. Ktoś z Was wie coś więcej na temat tego człowieka, czyli ks. Paula Sauera? Owszem, prawie 20 lat temu w Bolesławcu odbyła się o nim znakomita, polsko-niemiecka konferencja naukowa , ale choć powstała dzięki niej praca zbiorowa o księdzu, większość bolesławian nadal nic o nim nie wie. Większość bolesławian nic nie wie o człowieku, który najpierw odważnie (i publicznie) sprzeciwiał się reżimowi nazistowskiemu, a potem ocalił obecną Bazylikę przed zbezczeszczeniem i zniszczeniem przez Sowietów. Na koniec fałszywie oskarżono go o współpracę z nazistowskim podziemiem i zakatowano w willi UB przy ul. Grunwaldzkiej, czyli w obecnej siedzibie MDKu. Innymi słowy, ks. Sauer to człowiek o heroicznych cnotach, żelaznym charakterze, ciekawej biografii i wielkiej odwadze; postać absolutnie godna szerokiego upamiętnienia. A jednak jego pomnik nie tylko, że nie jest szerzej promowany, ale jest też ukryty na tyłach emdekowskiej willi. Niejednokrotnie zdarzało mi się, że chciałem go komuś pokazać, a nie mogłem tego zrobić, bo MDK był zamknięty i nie można było zajść na jego tyły. W mojej ocenie od samego początku pomnik powinien był stać pod Bazyliką, bo to jest jedyne godne miejsce, aby go eksponować i zadziwia mnie, że do tego nie doszło. Jego obecna lokalizacja, utrudniająca do niego swobodny dostęp, jest skandaliczna.

Dawna nekropolia dworska w Warcie Bolesławieckiej.

Po tych dwóch małych obrazkach o tym, jak nieraz mało wiemy o swoim otoczeniu, czas na obrazki konsekwencji naszej niewiedzy. Na zdjęciu powyżej mamy zdewastowaną nekropolię dworską dawnych właścicieli pałacu w Warcie Bolesławieckiej. Ulokowana w lasku między Wartą a Wartowicami budowla tworzyła prawdziwie romantyczny krajobraz. Grobowce szlachciców warciańskich i bliskich im ludzi, położone obok niewielkiego cmentarza, z dala od ludzkich siedzib, mogłyby być celem wielu wycieczek historycznych oraz inspirującym natchnieniem dla ludzi pióra. Wycieczki historyczne mogą przyjść, ale zastaną już tylko ruiny. Człowiek pióra rzeczywiście może wyciągnąć z tych ruin wiele natchnień, ale będzie w nich jeszcze więcej śmierci, niż być powinno w takim miejscu. O ile niszczenie zabytków poniemieckich tuż po II wojnie światowej da się jeszcze jakoś zrozumieć (usprawiedliwić nie, ale zrozumieć już tak), o tyle to, co dzieje się w Warcie obecnie, to już nie są tylko zniszczenia dokonane kiedyś przez osadników czy przez metaforyczny ząb czasu. Rozbite grobowce i rozkradziony metal z kopuł nad nekropolią to już jest sprawka ludzi bardzo współczesnych. Powieszone na sznurkach wisielce z patyczków, które znalazłem tam trzy lata temu, to najpewniej też dzieło kogoś bardzo współczesnego. Datę 2020 posiadało też makabryczne znalezisko, które znalazłem w dzwonnicy cmentarza ewangelickiego w Kraśniku Dolnym – w opuszczonej wieży ktoś zawiesił kilkumetrowy sznur, spleciony z pasów samochodowych, który to sznur opatrzył podpisem Powieś się. Proszę. Pisałem o tym sznurze długi felieton na swojej stronie Facebookowej i wkrótce potem wejście do wieży zostało zablokowane, pytanie jednak, dlaczego w ogóle ktoś powiesił taki sznur w takim miejscu? Pomijając brak szacunku do zabytków i wiedzy na ich temat, wchodzi tutaj ważniejszy temat szacunku do zmarłych, którego komuś ewidentnie zabrakło.

Niemieckie nagrobki na cmentarzu w Tomisławiu.

Niekiedy fragmenty naszej historii lokalnej po prostu sobie gdzieś leżą i marnieją. Czasem będą to tylko dokumenty w archiwach, a przynajmniej te, których od wielu lat nikt nie przegląda, bo są też takie, po które już wielu osobom udało się sięgnąć. Istnieje pewne przekonanie, jakoby do przedwojennej historii Bolesławca zachowało się niewiele archiwaliów, bo w 1945 roku Niemcy spalili miejskie i powiatowe archiwa. To prawda, ale ogrom przedwojennej dokumentacji, związanej z naszym regionem i pochodzącej z innych archiwów, zachował się w Archiwach Państwowych we Wrocławiu i Kamieńcu Ząbkowickim, we Wrocławiu istnieje ponadto ogromna kolekcja przedwojennych bolesławieckich gazet, którą posiada Biblioteka Uniwersytecka. To jednak, że mamy nadal do rozpoznania wielką, nietkniętą lub ledwie skubniętą bazę źródłową, to jest raczej błogosławieństwo dla odkrywczo nastawionych historyków i pasjonatów, a więc i moje własne. Gorzej jest z tym, co nas otacza już poza murami archiwów czy bibliotek. Na Rynku w Bolesławcu straszy pusty skwer po dawnych kamienicach. Cmentarze poniemieckie na Lubańskiej i Ptasiej to już ruiny, a ta druga to bardziej dżungla, niż, nawet opuszczone, miejsce wiecznego spoczynku. Fragmenty zachowanych nagrobków i pomnika poległych wciąż leżą na uboczu cmentarza w Tomisławiu, z dala od wzroku odwiedzających to miejsce mieszkańców. Na poniemieckim cmentarzu w Starych Jaroszowicach straszy otwarty grobowiec z widoczną w środku kością, zasypaną wszelkim możliwym śmieciem. Podobne przykłady można mnożyć. Nie znamy własnej historii, a to powoduje, że wielu z nas nie ma szacunku do jej zabytków, a  niewiedza na ich temat staje się dla nich zagrożeniem. A to ktoś pomaluje sprejem mury zamkowe w Warcie Bolesławieckiej, a to wyrzuca opakowanie po seksownej bieliźnie na cmentarzu przy Ptasiej (też takie tam kiedyś znalazłem), a to wreszcie wyburza cenne, XIX-wieczne zabudowania Zakładów Ceramicznych przy ul. Kościuszki, pozostawiając tam goły (i bynajmniej niezbyt wesoły) kawałek ziemi.

Tablica pamiątkowa na cmentarzu w Gościszowie.

Zdarza się na szczęście, że jest też inaczej. Poniemieckie cmentarze Gościszowa, Kraśnika Dolnego, Nowogrodźca i Ocic upamiętniają obecnie stosowne tablice informacyjne lub pamiątkowe, a w Nowogrodźcu i Ocicach wręcz całe głazy pamiątkowe. Renowacji poddano szereg zabytków w Bolesławcu oraz w regionie; odnowiono nawet poniemieckie pomniki wojskowe w Bolesławcu (tzw. Kamień Leśników) i w Bożejowicach. Z inicjatywy pana Nowaka przy Piwnicy Paryskiej stanęło popiersie Martina Opitza, nadal działa stypendium Tyrankiewiczów, a niedawno władze Bolesławca zajęły się sprawą upamiętnienia Stefanii Tajcher, pierwszej polskiej nauczycielki w naszym mieście. Podobno wreszcie ma też zostać zaopiekowany zrujnowany klasztor w Nowogrodźcu. Mam nadzieję, że władze miasta dotrzymają słowa i mój niedawny pomysł wystawienia tablic informacyjnych na dawnym cmentarzu ewangelickim przy ul. Garncarskiej (ob. park Obrońców Helu) zostanie faktycznie wzięty pod uwagę w momencie wygospodarowywania wolnych środków w budżecie. Pozytywne przykłady ratowania naszej pamięci historycznej też da się mnożyć.

Generalnie można teraz powiedzieć, że sobie jakiś student już poopowiadał różne rzeczy o tym, co się dzieje w naszej okolicy i na tym jego pisanina się kończy. Omawia jakiś problem, ale nie oferuje pomysłów, co można, chociaż częściowo, zrobić z całym problemem, więc w sumie dużo mówi, ale na tym koniec. A zatem teraz kilka słów o tym, co – przynajmniej według mnie – zrobić się da. W niemałej mierze nawet dość małym kosztem.

I Liceum Ogólnokształcące w Bolesławcu

Przede wszystkim historia lokalna musi znów zagościć w szkołach. Niestety, nasi wspaniali ministrowie edukacji jeden po drugim olewają ten temat, choć moment, kiedy licealista ma opisać na sprawdzanie ustrój starożytnego Rzymu, nie mając większego pojęcia o tym, co działo się w jego własnej miejscowości (a to mu by się jednak bardziej przydało w życiu), jest niedorzecznością. Mało tego, mówimy o liceach, ale idąc wyżej, historia Śląska za sprawą zmian Pana Ministra Głosującego Ale Się Nie Cieszącego właśnie zniknęła z programów nauczania dla studentów historii (!) Uniwersytetu Wrocławskiego. Historia lokalna na Dolnym Śląsku nie jest więc oficjalnie nigdzie wykładana; aby się czegoś o niej w Bolesławcu dowiedzieć, trzeba od początku pracować samemu.  I nie ma znaczenia, czy chodzi o Bolesławiec, o nasz powiat, konkretną gminę czy cały Dolny Śląsk. To, że takie szkoły, jak I Liceum czy Budowlanka, organizują różne akcje regionalne dla swoich uczniów, to jest tylko i wyłącznie zasługa nauczycieli i osób zainteresowanych taką tematyką. Nadal jest to jednak stanowczo za mało i muszę to przyznać też jako osoba, która współorganizuje takie przedsięwzięcia; programy nauczania są tu bezlitosne. Tak naprawdę taka wycieczka powinna być częścią co najmniej jednorocznego kursu historii regionalnej; sprowadzanie jej do anegdot do niczego większego nie prowadzi. Skoro jednak władza centralna woli robić wybory, których nie było i wywalać miliardy na swoją telewizję, trzeba działać oddolnie – i to się już w Bolesławcu dzieje. Przy okazji nasuwa się inny problem. Robiąc wycieczki po Bolesławcu dla licealistów dostrzegam, że oni nieraz nawet nie umieją podać podstawowych cech architektury barokowej, więc mówienie im o historii miasta siłą rzeczy sprowadza się do poziomu wspomnianych już anegdot. Niestety, znowuż rząd zamiast zreformować programy nauczania, woli przyznawać wielotysięczne nagrody swoim ludziom, bo przecież te pieniądze im się po prostu należały. 

Co jednak z dorosłymi, a zwłaszcza z turystami? Nasze miasto ma tutaj sporo do zrobienia. Wystawa historyczna w Muzeum Ceramiki, ta przy ul. Kutuzowa, rzecz w tej materii podstawowa, jest dość skromna i niestety, w żadnym opublikowanym planie na Nowe Muzeum Ceramiki nie widziałem jak dotąd nic o eksponowaniu (nawet opublikowane niedawno wizualizacje nowego muzeum tego nie ukazują; link: https://www.elle.pl/decoration/artykul/muzeum-ceramiki-w-boleslawcu-z-nowa-siedziba-210226113840) i szerokim promowaniu historii lokalnej; wyjątkiem są oczywiście wątki związane z ceramiką oraz, jeśli spojrzeć na wizualizacje, stara apteka. Ceramika zajmuje właściwie cały ten plan i mam nadzieję, że jakieś nowe pomysły na stałą wystawę historyczną oraz promocję nieceramicznej części (czyli całej reszty) naszej historii (np. gra miejska o bolesławieckich mniejszościach narodowych sprzed 1945 roku czy film historyczny o założeniu Królewskiego Sierocińca albo, nie wiem, wystawa plenerowa o zasłużonych bolesławianach) też się w nim niebawem pojawią. Muzeum wydaje liczne książki regionalne (część z nich, co cieszy, niedawno znalazła się na stronie internetowej muzeum jako pdfy), często stojące na bardzo wysokim poziomie, wydaje również zdecydowanie warty polecenia Rocznik Bolesławiecki – ale to tutaj nie wystarczy. Książki przeczytają (nie tylko nabędą, ale przeczytają) głównie pasjonaci i zawodowcy, którzy zresztą pasjonatami również powinni być; do reszty trzeba docierać inaczej, a że odbiorcy są wymagający i często nie lubią historii, trzeba puścić nieco wodze fantazji i zaoferować im coś niestandardowego. To dlatego na moich wycieczkach pojawiają się flagi, muzyka, mapy, teksty źródłowe, fragmenty filmów i kronik filmowych, stare fotografie pokazywane w tablecie, a nawet jakieś zabytki z epoki, jeśli akurat takie posiadam. To dlatego zdarza się na nich wcielanie się w role czy nawet jakieś elementy przebieranek. Gdy pierwszy raz założyłem biało-czerwoną opaskę i rogatywkę, stylizując się na działacza podziemia, na moją grupę dość sporo osób patrzyło ze zdziwieniem z okien, a na wycieczki raczej się tak nie patrzy. Bardzo celne okazały się wycieczki nocne; rekordowa przyciągnęła 110 osób, więc jak widać, zapotrzebowanie na wiedzę historyczną jakieś jest. Potrzebujemy na pewno rekonstrukcji historycznych, różnych widowisk na ulicach i w instytucjach kultury, gier historycznych na ulicach, a wreszcie ciekawych spotkań z regionalistami, filmów, może też jakichś podkastów, wywiadów i gry planszowej o bolesławieckiej tematyce? Może potrzebny byłby nowy, szczegółowy (ale też bez przesady) przewodnik po Bolesławcu? Na pewno przydałoby się poszerzyć i ożywić Dni Bolesławca, zamieniając je w znacznie większe wydarzenie, niż to, czym są obecnie.

Historia Bolesławca i naszego regionu to wielka studnia bez dna, jeśli chodzi o treści, jakie można z niej wydobyć. Obecnie intensywnie eksploatujemy wątki związane z ceramiką i okresem osadnictwa; są to kwestie dla nas rzeczywiście ważne, ale są też inne, które dobrze by było odpowiednio nagłośnić i nie tylko utrwalić w naszej zbiorowej świadomości, ale też wykorzystać do promocji naszego pięknego regionu.

Kategorie:
Gołębiewski · historia
Facebook Profile photo

Cześć ! Nazywam się Dariusz Gołębiewski, jestem studentem historii w przestrzeni publicznej i historii ''klasycznej'' na specjalnościach regionalistyka i dokumentalistyka. Od 2014 roku prowadzę na Facebooku stronę regionalną o nazwie ''Bolesławiec i okolice dawniej i dziś'' oraz jestem prezesem Koła Naukowego Regionalistów i Śląskoznawców na Uniwersytecie Wrocławskim i aktywnym członkiem Duszpasterstwa Akademickiego ''Dominik'' we Wrocławiu. Poza historią interesuję się literaturą i polityką, trochę też architekturą, teatrem, religią i filozofią. W wolnym czasie lubię podróże, wycieczki rowerowe, długie spacery i interesujące dyskusje.

Komentarze do Co wiemy o swoim regionie ?

  • Student sobie napisał, ja sobie popiszę i jest jeszcze dwóch, którzy sobie czasem napiszą. Czasem ktoś inny dołączy. Kilkaset osób przeczyta, ktoś kliknie kciuk a karawan jedzie dalej. Choćbyśmy napisali najboleśniejszą prawdę, to po lokalnych włodarzach spłynie to niczym po woskowanym papierze. Władze centralne teraz kształtują nowego człowieka i jakieś niemieckie regionalizmy są zbędne. Bo wszak piastowie śląscy też się zgermanizowali. A Sauer czy Woltersdorf? Co tam, że jeden zajął się polskimi robotnikami a drugi nauczył się serbo-łużyckiego by głosić słowo boże na Łużycach? Kogo to interesuje. A kto najbardziej nie chciał pomnika w okolicy fary, to dobrze wiem. Mogę o tym skromnym pomniku przy MDK trochę opowiedzieć, było to małe wyzwanie.

    Tadeusz Łasica 15/03/2021 22:39 Odpowiedz
  • Przypomniałeś mi odsłonięcie tablicy na terenie MDK. I moje refleksje po nim:

    Nie rozumiem, jak Niemiec

    Bernard 15/03/2021 08:48 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

The maximum upload file size: 10 MB. You can upload: image, video, other. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

pl_PLPolish
Przeczytaj poprzedni wpis:
ZOO Görlitz ponownie otwarte od 15 marca!

Czego mogą się spodziewać goście? Miłośnicy zoo musieli czekać całe 132 dni, aby ponownie móc […]

Zamknij