Kwi 18, 2021
616 Wyświetleń
2 0

Historia Suszek cz. III

Napisany przez

XX WIEK

Na początku XX wieku były już ukształtowane wszystkie nazwy lokalne, które w swym opracowaniu o wiosce wymienił Arthur Zobel. Odnoszą się one do specyfiki miejsc, ich wyglądu lub historii. Intrygująca jest nazwa Galgenbusch. Gdyby chcieć tłumaczyć nazwę, byłby to Szubieniczny Las. Wątpliwym wydaje się jednak, żeby w małej i leżącej przy granicy wiosce funkcjonowała szubienica.

W wiosce była gospoda nosząca nazwę Kaiserkrone (Cesarska Korona), którą prawdopodobnie po I wojnie światowej przemianowano na Zur deutschen Krone (Pod niemiecką koroną). Niezmiernie malowniczo przedstawiono ją na widokówce nadanej w 1901 r. Dziś trudno wyobrazić sobie tak fantazyjne miejsce jak zagroda dla dzikich zwierząt z lewego, dolnego rogu.

Ilustracja z aukcji internetowej.

Opisy tras podmiejskich z Bolesławca kończą się w opisanym w poprzedniej części Luisenhainie lub właśnie tutaj.

Pierwsza wojna światowa nie dotarła do Suszek, ale poborowych nie chroniły już regulacje sprzed 150 lat, gdy byli zwolnieni z werbunku. Z frontów nie wróciło do domów szesnastu wcielonych od armii. Wierzący w rychłe zwycięstwo mieszkańcy przekazywali pieniądze na pożyczki wojenne, z których nic do nich nie wróciło. Do wsi dotarła również dziesiątkująca świat epidemia hiszpanki. Na jednej z kamiennych kronik z gospodarstwa Gerlacha wykuto kilka interesujących informacji.

Tłumaczenie tablicy: Nasze złoto i bydło stały się pożyczką wojenną i przez inflację zostały utracone

Wszyscy trzej synowie tego domu służyli w latach 1914-1918 na polach bitewnych, z których jeden spłonął w samolocie.

W 1918 5 osób i w 1919 pani domu zmarły na grypę wywołaną blokadą głodową.

W 1932 trąba powietrzna zawaliła śródpolną szopę. Zawalenie szopy polnej przez trąbę powietrzną

Treść ta oddaje nastroje części niemieckiego społeczeństwa przekonanego o winie wszystkich innych za klęskę. Co ciekawe zleceniodawca wykucia tych słów, był pod koniec wojny bardzo majętnym człowiekiem i cenne przedmioty ukryte w okolicy domu, były odnajdywane jeszcze przez kilkanaście lat po wojnie.

Za sprawą Gerlacha zachował się do dziś nie tylko wgląd w jego nacjonalistyczne poglądy (choć obawiał się kolejnego konfliktu pisząc przy okazji aneksji Czechosłowacji), ale i klęski naturalne. W 1935 r. lato było tak gorące, że temperatura w cieniu dochodziła do 40°C a w latach 1897, 1904, 1930 Suszki dotknęły błyskawiczne przybory wody. W 1932 r. trąba powietrzna zniszczyła polną szopę.

O ulewie, która w piętnaście minut zalała dom po kolana, wspominało również dwoje mieszkańców wioski z ówczesnego domu nr 26. 

Na ufundowanym przez mieszkańców, po pierwszej wojnie światowej, pomniku poświęconym poległym wykuto inskrypcję „Gemeinde Dürrkunzendorf m. Carlshof”, co znaczy gmina Suszki z Carlshofem. Daje on doskonały wgląd w losy ludzi z małej wioski. Za sprawą wielkiej polityki, na obszarze od Rosji po Francję, zginęli ludzie w kwiecie wieku. Większość miała 20-30 lat, najstarszy miał 42 lata.

W latach międzywojennych w Suszkach zaczęło się przemysłowe wydobycie glin. Powstały dwie głębinowe kopalnie. Jedna z nich należała do Tonröhren- und Chamottenfabrik w Bolesławcu. Wydobycie w niej wstrzymano w 1930 r. Druga, należąca do firmy Kaolin- und Tonbergbau Max Schmidt funkcjonowała w latach 1937-45.

Głównym źródłem utrzymania było w dalszym ciągu rolnictwo, w mniejszym stopniu rzemiosło. W dwóch z wykazów ludności można doliczyć się nieco ponad dwudziestu osób utrzymujących się z rolnictwa. Są wśród nich posiadacze majątków i rolnicy. Około dziesięć osób parało się rzemiosłem. Reprezentowane zawody to: murarz, stolarz, kołodziej, krawiec, masarz, kowal, siodlarz, szewc, ogrodnik. W majątku Gerlacha był również mleczarz. Pozostali byli robotnikami najemnymi, przy czym w wykazach rozróżniano prywatnych właścicieli domów, określając ich słowem Häusler – chałupnik. Przy głównym skrzyżowaniu znajdowała się restauracja – Kaiserkrone. W 1939 r. nieznacznie spadła liczba ludności do 311 mieszkańców.

OKRRES II WOJNY

Podczas drugiej wojny światowej w wiosce przebywali polscy i rosyjscy robotnicy przymusowi. Dzięki panu Marianowi Krasowskiemu, który spędził w gospodarstwie nr 1 część swojego dzieciństwa, udało się uzyskać nieco informacji na ten temat. Opowiedziana przez niego historia pokazuje całą przewrotność wojny, zwyciężonych i zwycięzców. Do ówczesnego powiatu Löwenberg trafił po wywózce rodziny z terenu Zamojszczyzny. W chwili przybycia w tym gospodarstwie było pięć osób dorosłych – trzej mężczyźni, którzy przyjechali jako ochotnicy w 1939 r. i dwie kobiety. W sąsiednim gospodarstwie byli Rosjanie a nieco dalej brat mamy p. Krasowskiego. Warunki bytowe trudno nazwać przyzwoitymi. W zbiorowej kuchni otrzymywali syrop buraczany, ziemniaki w mundurkach i zupę z mąki. Przez cały okres pobytu zapamiętał, że zjadł potajemnie jedno jajko, które kura złożyła poza kurnikiem. Z opowieści dziecka wyłania się obraz zwolennika NSDAP, który nie szanował swoich robotników. Kilkulatek przez kilka miesięcy pobytu zjadł jedno jajko, które kura złożyła poza kurnikiem i które osobiście podebrał.

 

Ponieważ jego rodzina została rozdzielona, rodzice p. Krasowskiego ustalili, że punktem kontaktowym będą krewni we Francji. W ten sposób dowiedzieli się, że są stosunkowo blisko od siebie, gdyż głowa rodziny znalazła się pod górnołużyckim Lubijem (Löbau). Z odwiedzin ojca nie wrócili na Śląsk. Wywołało to duże niezadowolenie ich gospodarza, który interweniował u władz. Na szczęście dla zesłańców ich nowy pracodawca załatwił sprawę po ich myśli. Tam warunki były zupełnie inne i długo po wojnie doszło do przyjacielskiego spotkania robotnika z gospodarzem.

Koniec wojny przyniósł zaś rozstrzygnięcia, których nikt nie przewidywał. Synowie suszeckiego gospodarza zginęli na frontach, on sam stracił dwa bogate gospodarstwa a ci, których zaliczano do podludzi wojnę przeżyli. A bogate gospodarstwo, po kradzieżach, zamieniło się w ciągu ostatnich kilkunastu lat w kupę gruzu i nawiezionych śmieci.

Inne wspomnienia miały niemieckie dzieci, które zapamiętały, jak pod koniec wojny w lesie rozbił się zestrzelony samolot Luftwaffe. Pędziły na miejsce katastrofy wierząc, że to samolot wroga, a zobaczyły na ogonie swastykę. Od nich udało się pozyskać niepublikowane lotnicze zdjęcie Suszek, które wykonał ich kuzyn podczas przelotu nad wioską.

LATA POWOJENNE

Przymusowe migracje po zakończeniu wojny doprowadziły do całkowitej wymiany ludności. Pierwsza polska nazwa wioski była taka sama jak nazwa kopalni – Janina. Przedstawiciel administracji do którego zgłaszali się zajmujący domy Polacy znajdował się w Skorzynicach. Wiele osób było przekonanych, że pomieszkają tutaj kilka miesięcy, może lat, i wyjadą znowu w inne miejsce. Stąd też były różne motywy stojące za wyborem tego a nie innego domu. Chłopi starali się zająć nowoczesne gospodarstwa, ale decydującym kryterium mógł był zgromadzony zapas drewna opałowego i nafty. Przez rok do dwóch lat mieszkali wspólnie z Niemcami.

Nowi mieszkańcy przyjechali w przeważającej mierze z okolic Zbaraża. Schowane i odkryte w jednym z gospodarstw dokumenty ukazują wiarę wysiedlanych w powrót do swoich małych ojczyzn. Po Niemcach pozostały weksle wystawione na spore kwoty pieniędzy w Szczecinie, po Polakach akty notarialne i weksle wystawione w Zbarażu.

Spirala zła nakręcona w latach trzydziestych siała nienawiść po wojnie. Z jednej strony znana jest opowieść o niemieckich nadzorcy, który pobił Polaka; z drugiej o Polaku, który przed wysiedleniem obrabował niemieckich mieszkańców. Po latach wysiedleni  zaczęli odwiedzać swoje domy i gospodarstwa. I dwie opowieści przekazane ustnie wiążą się z poszukiwaniem przez odwiedzających ukrytych w 1945 r. ruchomości.

Wraz ze stabilizowaniem się sytuacji weszła do użycia administracyjna nazwa Suszki. Zagadnieniem tym zajmowała się Komisja Ustalania Nazw Miejscowości przy Ministerstwie Administracji Publicznej. W przypadku miejscowości ze słowiańskimi rdzeniami nie było problemu, spolszczano tylko ich nazwy. Z niemieckich nazw tworzono zupełnie nowe, według różnych kryteriów. W tym przypadku dominującym źródłosłowem stał się przymiotnik „dürr“, który znaczy suchy lub jałowa (gleba). Wykorzystano pierwsze znaczenie, choć lokalne warunki w wiosce zupełnie temu nie odpowiadały, na brak wody raczej nie można było narzekać. Między domami płynęły dwa cieki. Urodzone na miejscu dzieci miały na nie swoją nazwę: rzeka rwąca oraz spokojna. Druga z nich dotyczyła młynówki. Pamiętają drewnianą obudowę i zasuwę, która kierowała wodę do młyna. Gdy w latach sześćdziesiątych władze zaczęły rozłożoną na raty likwidację młyna najpierw pozbawiono młynarza części urządzeń a później zasypano zasuwę. Walcząc o przetrwanie pogłębił młynówkę, przy okazji czego wykopał duże ilości broni, która poniewierała się wokół niej. Gdy ludowa administracja pozbawiła go kolejnych urządzeń skończyła się historia młynarstwa w Suszkach. Górne koryto, wyodrębnione ciągle na mapach geodezyjnych, na większości swego przebiegu zostało zasypane lub jest zasypywane odpadami.

Źródłem utrzymania części mieszkańców były kopalnie gliny. Z rozpoznanych wcześniej złóż korzystano naprzemiennie. Prowadzono wydobycie bezpośrednio koło wioski (Janina), ale też pomiędzy Suszkami Dolnymi a Górnymi (Barbara). Obie pracowały techniką głębinową, co znalazło swoje odzwierciedlenie w pamięci urodzonego już w Polsce mieszkańca. Po zawaleniu starych chodników, na jednej z łąk doszło do powstania sporego zapadliska. Inne wspomnienie wiąże się ze stanowiskiem karabinu maszynowego, gdzie leżała spora ilość łusek. To, jak i wiadomość o ekshumacji żołnierzy sowieckich, wskazuje na jakieś walki w okolicy. Przed 1955 r. był już zniszczony pomnik poległych.

Dawna Kaiserkrone została zamieniona na świetlicę wiejską. Odbywały się w niej Barbórki, z których jedna mocno utkwiła w pamięci górniczemu dziecku. Wszystko zaczęło się podniośle, były występy a skończyło się bijatyką przy zgaszonym świetle, który to czas dzieci spędziły schowane pod stołem. Przyczyny nie da się ustalić, ale niejedna osoba pamięta animozje pomiędzy mieszkańcami, którzy przyjechali z zupełnie różnych stron Polski oraz świata i nie kryli się z wzajemną niechęcią do siebie.

W kolejnych latach władze planowały umieścić w zabudowaniach sklep GS. Zwieziono ponad sto beczek lepiku, w sali restauracji pod sceną złożono worki z cementem. Do uruchomienia tej działalności jednak nie doszło a beczki składowane na dworze uległy zniszczeniu.

Administracyjne scalenie w jedną wioskę leżących w pobliżu domów, a przynależnych przed 1945 r. do różnych wiosek wymusiło wzmiankowane ujednolicenie numeracji. Dla zobrazowania problemu warto podać, że w pierwotnych Suszkach numeracja kończyła się na numerze 59, a domy przy drodze i pod lasem miały numerację powyżej 100.

Duża administracyjna zmiana nastąpiła w latach siedemdziesiątych, gdy doszło do przeniesienia wsi z gminy we Lwówku Śl. do Bolesławca. Wywoływało to oburzenie mieszkańców, którzy doskonale znali siedziby przychodni i administracji w dotychczasowym mieście, a nagle przeniesiono ich do dużo większego ośrodka. Z perspektywy czasu na tę decyzję nie można raczej narzekać.

W latach osiemdziesiątych rozpoczęto budowę bloków mieszkalnych dla pracowników PGR w Górnych Suszkach. Upadek PRL wstrzymał jednak budowę, a samo gospodarstwo przestało istnieć. Z roku na rok maleje ilość zabudowań gospodarczych, które powstały z inicjatywy rodziny Droth i które wykorzystywano przez cały okres państwowego gospodarowania.

Również w latach osiemdziesiątych wyburzono remizę strażacką, w której jeszcze w latach powojennych była ręczna sikawka.

W głównej części wsi spada niestety liczba dawnych czworobocznych zabudowań gospodarczych. Przyczyny to śmierć dawnych gospodarzy, pogarszający się stan techniczny, dewastacje. Elementy dawnej kamieniarki padały łupem złodziei w wielu miejscach. W przypadku jednego z zawalonych domów okazało się, że była w nim tzw. ciepła izba wykonana w technologii zrębowej, którą obmurowano ścianą z piaskowca.

Nikt nie połakomił się na zniszczony po wojnie pomnik. Dotrwał tak do 2014 r., gdy za sprawą grupy mieszkańców udało się go niewielkim sumptem odbudować. Wtopił się w nową rzeczywistość i stoi pośród drzew, bywa, że 1 listopada płonie przy nim znicz.

Co ciekawe, jedna osoba wspomniała istnienie poniżej wzniesienia z pomnikiem poległych, od strony współczesnej wiaty, czworokątnego głazu na którym wykuty był kościół katolicki we Włodzicach, szubienica ze sznurem oraz pięciopłatkowy kwiat. Nie mając żadnej jego ilustracji można spekulować czy nie miał on związku z wyznaniem większości mieszkańców (róża z pięcioma płatkami jest herbem Lutra i symbolem kościoła luterańskiego) i z lokalnym sądownictwem, względnie wspomnianym toponimem Galgenbusch.
Trudno jednak przyjąć, że tak mała wioska mogła mieć kiedykolwiek prawo karania na gardle.

Dziś w Suszkach, w porównaniu do ubiegłego wieku, rolnictwo stanowi niewielki procent zajęcia mieszkańców. Zawody rzemieślnicze, jakie były obecne w latach trzydziestych ubiegłego wieku wymarły, większość pracuje poza wsią. Rośnie liczba nowych domów, choć niestety część z nich odbiega wizualnie od historycznej zabudowy, co niestety zaburza tradycyjny krajobraz Suszek z dwuspadowymi dachami.

Autor pragnie wyrazić podziękowania przedwojennym mieszkańcom Suszek, którzy przed laty przesłali zdjęcia zamieszczone w tekście. Niestety kontakt zaginął i nie sposób wyrazić podziękowania inaczej. Swój wkład miało też kilkoro obecnych i byłych mieszkańców wioski, jak i pamiętający wieś w czasie wojny pan Krasowski.

©Tadeusz Łasica

Kategorie:
historia · Łasica

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

The maximum upload file size: 10 MB. You can upload: image, video, other. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

pl_PLPolish
Przeczytaj poprzedni wpis:
Padło nasiono

No i stało się. Jest łatka. Ekolog, eko-aktywista. To drugie, to nominacja do osobowości roku […]

Zamknij