Ostatnie dni 2025 roku spędziłem w Stambule, czy jak kto woli, Konstantynopolu. Jest to dawne greckie miasto, które dzisiaj jest tureckie i w świecie jest przez to znane właśnie pod dwiema nazwami, którymi nieraz przybysze z zewnątrz swobodnie żonglują.
Brzmi znajomo? Mamy oto na co dzień dawne niemieckie miasto, które dzisiaj jest polskie i w świecie jest znane także pod dwiema nazwami – Bolesławiec i Bunzlau. Warto więc przyjrzeć się temu, jak my jako Polacy podchodzimy do naszego poniemieckiego dziedzictwa i jak do swojego dziedzictwa pogreckiego podchodzą dzisiaj Turkowie. Jest kilka podobieństw i różnic, na które warto zwrócić uwagę.

Jeszcze na początku XX wieku niemal 1/3 mieszkańców Konstantynopola stanowili Grecy.
Mieszkańcy Bolesławca i Stambułu na co dzień stykają się z dziedzictwem pozostawionym przez inne narody, z którymi w obu przypadkach nie mamy jakichś znakomitych, historycznych relacji. Polska i Niemcy przez wieki toczyły wojny, kilkukrotnie byliśmy podbijani przez Niemców, a podczas II wojny światowej niemiecka III Rzesza próbowała nas biologicznie unicestwić.
Z kolei Turcy pod koniec średniowiecza podbili wszystkie greckie ziemie, narzucili na nich swoje rządy, ale – kierując się zasadami zapisanymi w Koranie – pozostawili greckim chrześcijanom sporo autonomii. W XIX wieku Grecy zerwali się do walki o wolność, a w 1919 roku wręcz najechali Turcję i zaczęli kilkuletnie starcie, w którym obie strony dopuściły się mnóstwa zbrodni wojennych. Do dziś Grecja i Turcja, łagodnie mówiąc, nie przepadają za sobą, choć oba kraje są w NATO, a Turkowie aspirują do członkostwa w UE.

Mieszkamy w mieście, w którym jeszcze sto lat temu mieszkali głównie Niemcy.
Po tamtej wojnie Grecja i Turcja „wymieniły się” ludnością – z Grecji do Turcji wypędzono niemal wszystkich miejscowych Turków, a z w drugą stronę wygnano niemal wszystkich tureckich Greków. Dodajmy do tego, że wcześniej Turkowie wymordowali w swoim kraju co najmniej 800 tysięcy Ormian. W każdym razie „wymiana ludności” dotknęła także Konstantynopol, w którym do dziś pozostało bardzo niewielu Greków, a wielonarodowe wcześniej miasto sto lat temu stało się jednoznacznie tureckim Stambułem.
Dwie dekady później ta „wymiana ludności” stała się precedensem i wzorem dla olbrzymiej wędrówki ludów w Europie Środkowo-Wschodniej. Także z Bolesławca wypędzono niemal wszystkich Niemców, a dawne Bunzlau włączono do Polski i zasiedlono polskimi osadnikami z wielu części świata, w tym z Jugosławii, Kresów Wschodnich czy centralnej Polski.

Oswajaniu obcej przestrzeni służyły też pomniki wojenne. Ta tablica przy wejściu do Hagia Sophii upamiętnia zdobycie Konstantynopola przez Mehmeda Zdobywcę. U nas taką rolę pełnią chociażby tablice upamiętniające pierwszych polskich osadników.
Gdy 29 maja 1453 roku Turcy wkroczyli do Konstantynopola, jedną z pierwszych decyzji sułtana Mehmeda Zdobywcy było natychmiastowe przekształcenie najważniejszej świątyni w mieście, Hagia Sophii, w meczet. Podobny los spotkał wiele innych greckich cerkwi, a nawet nazwy poszczególnych dzielnic całkowicie zmieniono i do dziś mało która jakkolwiek nawiązuje do swojego greckiego odpowiednika. W Hagia Sophia zatynkowano liczne chrześcijańskie mozaiki, które pozostawały w ukryciu przez kilka kolejnych stuleci. Co ciekawe, część z nich pozostawiono jednak w spokoju, a sami sułtanowie mieli je chronić przed zapędami islamskich radykałów.
U nas też tak było. Usuwanie niemieckich napisów, niemal całkowita zmiana nazewnictwa (mało która nazwa ulicy czy miejscowości w naszym regionie wprost nawiązuje do swej niemieckiej poprzedniczki), tynkowanie i betonowanie (lub fizyczna likwidacja) niemieckich napisów czy nawet grobowców. Przejmując miasto z rąk Niemców, chcieliśmy po prostu poczuć się w nim jak u siebie – nawet jeśli oznaczało to potężne, często nieodwracalne straty kulturowe w krajobrazie nowego, polskiego Bolesławca.

W Hagia Sophii, która dziś jest meczetem, nadal można zobaczyć chrześcijańskie, greckie mozaiki.
W XIX wieku Turcy, choć mieli pełne prawo obawiać się greckiego rewizjonizmu, zaczęli zmieniać swoje podejście do historii miasta. Część mozaik z Hagia Sophia zrekonstruowano, a w XX wieku kolejne zostały odsłonięte i odpowiednio wyeksponowane – było to o tyle proste, że od 1934 roku Hagia Sophia nie była już meczetem, lecz muzeum. Co prawda w 2020 roku władze Turcji znów przekształciły ten światowej klasy zabytek w meczet, ale mozaiki wciąż są widoczne i dostępne dla zwiedzających.
Oczywiście nie oznacza to, że oto mieszkańcy Stambułu nagle postanowili, że oto ich miasto krok po kroku znów się stanie greckie. Nic z tych rzeczy. Turkowie po prostu uznali, że trzeba dbać o bogate dziedzictwo kulturowe swoich ziem i odpowiednio je wyeksponować. I owszem, Turkowie do dziś fałszują chociażby historię stambulskiego Wielkiego Bazaru, udając że to oni go stworzyli (to nieprawda), a nazwy Konstantynopol raczej starają się unikać – i apelują, aby nie używać jej także poza Turcją. Ale nadal w Internecie da się znaleźć mnóstwo rzetelnych, tureckich materiałów o historii dawnego Konstantynopola, a lokalni przewodnicy ze sporym znawstwem potrafią uczciwie opowiadać o przedtureckiej historii swojego miasta.

W Bolesławcu kilka lat temu też odsłonięto wiele niemieckich napisów przy naszym głównym kościele.
A jak jest u nas? Niedługo przed pandemią Covid-19 na elewacji bolesławieckiej Bazyliki odsłonięto niemieckie inskrypcje na zabetonowanych epitafiach. Zachowaliśmy historyczne tablice pamiątkowe na wiadukcie, a nawet niemiecko-rosyjski pomnik Michaiła Kutuzowa – aczkolwiek przydałoby się go opatrzyć tablicą informacyjną o ponurej roli Kutuzowa w historii Polski. Mamy coraz więcej informacji na temat i niemieckiej, i polskiej przeszłości naszego miasta, myślę też, że czujemy się w Bolesławcu znacznie pewniej, niż Turcy w Stambule.
Turkowie, mam wrażenie, wciąż chcą przekonywać świat, że mają prawo być w Stambule i że to jest ich miasto. I nie dziwię im się. Wtargnęli tam zbrojnie, a podczas zdobywania Konstantynopola armia osmańska dokonała rzezi jego mieszkańców. Historia przybycia Turków nie da się sprowadzić do opowieści o dzielnych osadnikach, którzy podjęli niełatwy trud powojennej odbudowy.
My z kolei możemy powiedzieć, że pierwsza znana ze źródeł nazwa naszego miasta – Bolezlauech – jest jednoznacznie polska. Potem wprawdzie miasto szybko uległo germanizacji i wróciliśmy tu dopiero wiele stuleci później, ale nie w drodze podboju, lecz po potwornej wojnie, wywołanej i przegranej przez Niemców. Wypędziliśmy stąd wprawdzie miejscową, rdzenną ludność, ale kontekst tych wydarzeń jest zupełnie inny, niż w przypadku Stambułu.

Most Grunwaldzki we Wrocławiu, czyli dawny Kaiserbrücke w Breslau.
Niezależnie od tego, kto aktualnie włada Stambułem czy Bolesławcem, jest zobowiązany do troski o lokalne dziedzictwo i historię. Nie może jej fałszować i ma obowiązek, aby prezentować ją taką, jaką była. Bez niedomówień, przemilczeń i manipulacji. Moim zdaniem jej uczciwe prezentowanie leży wręcz w naszym interesie – pokazuje, że nie boimy się przeszłości, potrafimy korzystać z dorobku naszych poprzedników, jesteśmy otwarci na świat, wyciągamy wartościowe lekcje z historii naszych małych ojczyzn i wzbogacamy kulturowo nie tylko turystów, ale przede wszystkim sami siebie.
Zatem czy Turek, który odsłaniał/odtwarzał chrześcijańskie mozaiki w Hagia Sophia, pragnął zwrotu Stambułu Grekom i przekształcenia Hagii Sophii z meczetu w kościół/cerkiew? Absolutnie nie!
I czy ktoś, kto popiera przywrócenie oryginalnych inskrypcji na Moście Grunwaldzkim we Wrocławiu lub opowiada także o niemieckich kartach przeszłości Bolesławca, dąży do regermanizacji Dolnego Śląska? Też nie!

Zakryta mozaika Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus nad dawnym prezbiterium Hagia Sophii.
Czy bylibyśmy oburzeni na Turków, gdyby znowu postanowili otynkować greckie, chrześcijańskie mozaiki w Hagia Sophia? Oczywiście, że tak. Podniosłyby się u nas głosy – zresztą słuszne – że muzułmanie niszczą chrześcijańskie dziedzictwo kulturowe i artystyczne. Z kolei Turkowie zapewne powiedzieliby, że Hagia Sophia jest meczetem, więc nie ma w niej miejsca na przedstawienia związane z obcą im religią, promujące sprzeczne z islamem poglądy i idee.
Jednocześnie głośna sprawa Mostu Grunwaldzkiego pokazała, że próba odtworzenia na nim historycznych napisów doprowadziła niektórych niemal do histerii. Podnosiły się nawet głosy o zamachu na polskość Wrocławia, rzekomym promowaniu niemieckiego militaryzmu i zmianie urzędowej nazwy mostu na niemiecką.
A w obu przypadkach chodzi o tą samą refleksję – tynkowanie greckich mozaik czy niemieckich inskrypcji nie zmieni przeszłości. Większą wartością jest ratowanie i odtwarzanie pewnych elementów przeszłości i animowanie wokół nich kulturowych wydarzeń, badań czy debat, niż udawanie, że tych elementów nigdy nie było, a Bolesławiec to odwiecznie polskie miasto, które jedynie czasowo należało do Niemiec. I że przed 1453 rokiem w Stambule nie działo się nic godnego uwagi, a dopiero Turkowie na poważnie zaczęli rozwijać to miejsce.
Wszak, jak czytamy w Ewangelii św. Łukasza, Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Lub jak pisał Czesław Miłosz – Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta. Możesz go zabić – narodzi się nowy. Spisane będą czyny i rozmowy. Lepiej pokazać prawdę i zrobić z niej użytek, niż udawać, że jej nie ma.



