„Na věčné časy” będę pamiętał wypowiedź dwunastolatka, że jestem tym, co pisze do urzędów i wkur…a urzędników. Pewnie też, jak coś napiszę w antyspołecznym medium, też myślą, że ten znowu się przp…a do tych durnych drzew. Dlaczego? A choćby dlatego.
Zawitałem na Placu Pokoju, Łasickiej i Okrzei w Bolesławcu. Przedwojenne założenie z przestronną zabudową, bezpieczną ulicą i mnóstwem zieleni. Część starych lip wypadła, dosadzono więc nowe. Kilka lat temu, w czasie letniej suszy, dzwoniłem do urzędu, żeby je podlać, bo usychają. I co z tego, jak w tym mieście małpoludami z piłami rządzą troglodyci, którzy nie mają pojęcia o biologii drzew. Sam nie mam żadnego wykształcenia biologicznego, przyrodniczego czy środowiskowego. Ale się uczę w przeciwieństwie do tego mentalnie niedoskonałego towarzystwa. Na kursie inspektora drzew jest sporo urzędników z różnych miast. Ale nikogo z Bolca, powiatu, żadnej gminy w okolicy. Po co im się kształcić, tu politologia wystarczy.
Powód narzekania jest na zdjęciach. Drzewa to organizmy, które istnieją od setek milionów lat. Mają swoje strategie przetrwania, hormony, rosną, dojrzewają i umierają. Pochłaniają CO₂ i produkują z niego cukry, wody potrzebują tak jak my do chłodzenia i wydzielają też CO₂ przez korzenie, ponieważ muszą spalić cukry produkowane przez liście. Wiedzą dobrze, że mają mieć wierzchołek na którym czasem siada kos i śpiewa.
Niektóre ze starych lip sprzed czasów romanichowych mają formę naturalnych drzew, z głównym przewodnikiem, konarami, gałęziami. Ale części dojrzałych i tym nowym nie jest dane utrzymać lub dojść do naturalnych form. Przyjeżdża podnośnik z pilastym małpoludem, który rżnie. Z każdej strony, żeby się k… liście nie sypały. Wszystko pod kontrolą, małe formy kuliste, żeby przypadkiem las tu nie wyrósł.
I niech nikt nie wciska głupot, że drzewa to lubią. Są drzewa, które to, do pewnego stopnia, tolerują. W naszym otoczeniu drzewa występują w formie naturalnej, przycięte w granicach ich tolerancji i z przekroczeniem tolerancji. Te trzecie będą się bronić lub umierać przez kilka, kilkanaście lat i jak się nie zazielenią, to już nawet nikt nie skojarzy, że przed 10 laty spuszczono im łomot. A efekt obrony jest taki, że puszczone wilki (odrosty) z uśpionych pąków, bez związania z pniem mogą spaść komuś głowę. Szkoda tylko, że nie decydentowi.
W mądrym świecie opracowano zasadę 3-30-300. Trzy dorodne drzewa mamy mieć w zasięgu wzroku. 30% miasta powierzchni miasta powinno być pokryte koronami drzew. 300 m powinno być do dobrze urządzonego terenu zielonego. To nie jest widzimisię głupich ekologów. To jest warunek zdrowia psychicznego. Mocno na to zwrócono uwagę w czasie pandemii i są miasta w których tę zasadę wprowadza się w życie. Są jeszcze aspekty społeczne, choćby taki detal, że tam gdzie jest zieleń, jest mniejsza przestępczość.
W Bolesławcu zrobiono pomiar pokrycia. Do 30 brakuje a takim zarządzaniem nigdy nie osiągnie się tego rezultatu. Jest też super mapa na której można poczytać o stanie każdego drzewa. Szkoda, że o rozumie nie można nic znaleźć.

Tagi artykułu:
ogławianie drzewKategorie:
Łasica

