Dziwi mnie, że w Bolesławcu tak słabo jest nagłośniony pomysł wypełnienia dawnego kamieniołomu Rakowiczki odpadami innymi niż niebezpieczne. Przez setki lat wydobywano tam piaskowiec, ale każde złoże kiedyś się może skończyć i w takiej sytuacji niepotrzebną dziurę w ziemi trzeba zrekultywować. Istotne pytanie brzmi, jak zrekultywować? Decyzję raz już podjął marszałek Przybylski, skądinąd krajan z powiatu bolesławieckiego, ale dziś żyjący daleko stąd. Pozytywną dla wnioskodawcy. Powiatową drogą do wyrobiska miało trafić niemal 400 tys. ton odpadów. Zrozumiałe, że wzbudziło to obawy i protesty mieszkańców. W sprawę zaangażowani zostali naukowcy z Politechniki Wrocławskiej. To od nauki powinno się zacząć wydawanie rozstrzygnięcia, bo od strony przepisów często da się poprowadzić postępowanie tak, że po latach decyzja okazuje się groźnym w skutkach błędem.
Kluczem jest geologia, trudna dziedzina nauki, ale decydująca o wielu rzeczach. Jej dokładniejszym rozwinięciem jest hydrogeologia. Ponieważ wyrobisko jest na terenie głównego zbiornika wód podziemnych nr 317, teren był badany przy pomocy wierceń, stąd wnioskuje się, że woda jest na głębokości 15-25 metrów poniżej poziomu dna kamieniołomu.
Każdy może samodzielnie stać się zaś hydrologiem-amatorem, ponieważ poziom wody w w Bobrze widać naocznie. Do niego deszczówka spływa po gruncie. Co jest zaś kluczowe dla przyszłości pijących wodę mieszkańców regionu? Skały. Decyduje o wszystkim przepuszczalność i ich kąt nachylenia – dominuje kierunek spływu w kierunku Bolesławca. Piaskowce są mocno spękane i łatwo przepuszczają wodę w głąb gruntu. Deszczówka ulega przefiltrowaniu i zasila podziemne warstwy wodonośne lub przenika do Bobru (wyrobisko jest 60 m od rzeki). Ale co może znaleźć się w wyrobisku? Założenie jest bardzo bezpieczne. Żużle hutnicze i gruz mają być przywożone ciężarówkami. Formalnie nie niebezpieczne, ale kto zagwarantuje, że po ich zmieszaniu i zalaniu wodą nie dojdzie do reakcji chemicznej i nie powstanie trujący koktajl, który dotrze do warstw wodonośnych lub nie zanieczyści Bobru? Gdyby te odpady trafiły do składowiska, musiałoby mieć szczelne dno i ściany. Gdy są użyte do rekultywacji nie ma potrzeby szczelności, zaś opłata za zdeponowanie wynosi 0 zł. Kto zagwarantuje, że ciężarówki będą przywozić tylko te, które znajdują się w pozwoleniu? Weryfikować to ma pracownik firmy posiadającej wyrobisko, potwierdzeniem mają być karty przekazana odpadu, które trafią do urzędu marszałkowskiego. Wzorcowe zabezpieczenie środowiska zapewnione.
Dwa lata temu na spotkanie w sprawie tej rekultywacji przyjechali licznie kandydaci na urzędy i pracownicy urzędu z Wrocławia. Padły słowa o skandalicznych przypadkach, gdy na składowiska trafiły toksyczne odpady i teraz jest patowa sytuacja. Nikt nic nie może zrobić a zagrożeni są mieszkańcy. Weźmie ktoś w przyszłości w obronę mieszkańców Bolesławca, Jaroszowic, Ocic, Dobrej? Gdzie będzie wtedy marszałek Gancarz? Czy jego kariera polityczna będzie jeszcze trwała, czy już będzie na zasłużonej emeryturze?
Dlaczego władze wielu szczebli milczą i tylko lokalne stowarzyszenie bije na alarm? Przecież prezydent Roman jest przewodniczącym Związku Międzygminnego Bóbr, który odpowiada za PWiK i w paragrafie 4 statutu ma zapis o ochronie wód podziemnych i powierzchniowych, ochronie środowiska w zakresie dotyczącym wód podziemnych i powierzchniowych oraz o informacji i edukacji społeczności lokalnej co do dziedzin należących do zakresu działania. Czy po pierwsze mieszkańcy muszą zadbać o swoją przyszłość?
A zdjęcie tytułowe? To bryłka węgla brunatnego, przekładka z warstw piaskowca w Rakowicach Małych. Podobno Polska ma wrócić na ścieżkę rozwoju z epoki tow. Gierka z buchającymi kominami. Zanieczyszczona woda może być użyta w maszynie parowej, ale ludzie, zwierzęta, rośliny nie będą się mieli po niej dobrze. Nie wiadomo kiedy, ale w przypadku źródła wybijającego powyżej Kowar, od opadu deszczu do wypłynięcia w skalnej szczelinie upływa siedem lat. Więcej niż kadencja.


