Nie mogę się napatrzeć na te plastikowe, ledowe motyle i wielkanocne kicze w Rynku wypożyczone na chwilę za niemal 73 000 zł (za Wasze pieniądze). Tym bardziej, że akurat te przywiązane jakimiś kablami do drzew w parku przy Muzeum Ceramiki świecą całą dobę! Kto bogatym zabroni? Zapewne świecą po to, abyśmy nie zapomnieli, ile publicznej kasy na nie wywalono. Naprawdę po to wykłada się naście milionów na remont Pałacyku Pücklera i zrobienie koło niego prawie ładnego parku, żeby dopalać to tą tandetą?
Piękne „dekoracje” zbiegły się w czasie z kolejną, po „Zatargach z kinem”, imprezą w BOK-MCC. Przegląd Piosenek Bardów Solidarności i Pieśni Patriotycznych organizują, w dużej mierze za pieniądze Bolesławieckiego Ośrodka Kultury (czyli Wasze), powiatowa „Solidarność” i Stowarzyszenie Działaczy Opozycji Antykomunistycznej „Niezłomni”.
Jak wspomniał podczas imprezy dyrektor BOK-MCC, Kornel Filipowicz:
– Od wielu, wielu lat dbają o to, aby pamięć o tym panu, który tutaj jest na zdjęciu, nie umarła. Jacek Kaczmarski, bard „Solidarności”, czasu który nazywany jest „wiosną dla Polski”, „festiwalem dla Polski”, przyniósł, razem z innymi, Polsce niepodległość.
Tak, na scenie na sztaludze (ukochany ostatnio element scenograficzny w BOK-MCC) ustawiono wielkie zdjęcie Jacka Kaczmarskiego. Żeby sobie patrzył na śpiewające dzieci. A dzieci na niego. One być może zapamiętają dzięki temu, że istniał taki wielki i wspaniały bard, który sparafrazował piosenkę o palach, dzięki czemu stała się piosenką o murach, choć miała być (proroczą) piosenką o samotności i nowych murach zastępujących stare.
Niestety nie wiadomo dlaczego organizatorzy nie zaprosili na imprezę córki albo żony pana barda. Może wtedy jeszcze lepiej kojarzyłby się uczestnikom imprezy, a pamięć o nim byłaby jeszcze trwalsza?
A może organizatorzy dopuściliby do siebie jakieś refleksje na temat tego, kogo warto promować i utrwalać w pamięci?
No właśnie…
7 kwietnia był Międzynarodowy Dzień Bobrów. Data ta to rocznica urodzin Dorothy Richards (1894 -1985), amerykańskiej badaczki bobrów, która dawno temu zamieszkała z mężem w domu stojącym na działce, przez którą przepływał potok. W 1935 do potoku wpuszczono dwa bobry. Wkrótce na rzeczce postała tama, potem jeziorko i bobry zaczęły się rozmnażać. Dorothy Richards stała się specjalistką od bobrów, które obserwowała przez następne pół wieku. Stworzyła 900-hektarowy rezerwat dla tych zwierząt i edukowała ludzi na temat bezcennej roli bobrów w przyrodzie.
Fajna babka, prawda?
Mieszkamy nad Bobrem, jesteśmy coraz bardziej zagrożeni powodziami, w Bobrze żyją bobry o niebo mądrzejsze od nepotyzmu i braku refleksji Wód Polskich. Może by tak uczcić je co roku nad Bobrem organizując im jakieś skromne święto? Za pieniądze przepalone na plastikowe motylki oraz na czczenie pana Kaczmarskiego naprawdę można zrobić jakaś mądrą, edukacyjną imprezę uczącą o roli tych zwierząt, uczącą o „naszej” rzece, można dodać do tego plenerowy i dobry występ zespołu wrażliwego na przyrodę i jeszcze połączyć to z akcją sprzątania nad rzeką. Zrobić coś wartego uwagi i tworzącego lokalną tradycję witania wiosny nie w duchu plastiku i kultu przemocowców, tylko w duchu szanowania przyrody.
A te piękne zajączki w zielonych kubraczkach powinniśmy jednak wykupić na własność i rozdać osobom decydującym o „dekorowaniu” miasta. Niech im świecą. Najlepiej w ich domach… aż oświecą.




… pan Filipowicz raczej mało wie, mało czyta, albo sam jest taką kanalią, że robi niepotrzebną klakę Kaczmarskiemu
… jego córka opisała w swej książce jakim sk**nem był Kaczmarski… lał swoją żonę ile wlazło, chlał na umór, molestował córkę
… dla Filipowicza bard wart upamiętnienia i peanów!
Ty, jak kogoś nie wyzwiesz, to masz gorszy dzień?
… nic nie dzieje się bez przyczny… działania pana Filipowicza też!