Pracownicy miejskiej firmy zajmującej się nałogowym ogławianiem drzew oraz usuwaniem ławek i śmietników i czymś tam jeszcze, nagle doznali olśnienia. Pewnego poranka poczuli dotyk autorefleksji, która powiedziała im:
Cokolwiek czynisz bliźniemu – czyń sobie!
I uczynili.
Pomyśleli sobie tak: Poczujmy wreszcie to, co czują mieszkańcy miasta, którym ogłowiliśmy drzewa, wypędziliśmy ptaki, cień uczyniliśmy skwarem, zieleń – widokiem kikutów. Ogłówmy sobie drzewa w firmie!
I tak uczynili. Pewnego poranka uciążliwe ptasie świergoty zastąpili najmilszym ich uszom warkotem pił motorowych i maszyn do mielenia gałęzi. Oberżnęli sobie drzewa na terenie MZGK. Nie te, których liście spadały na auta. Nie te, z których ptaki srały na leasingi. Te, pod którymi nikt nie chadzał i których konary nie miały na kogo spaść.


Ok, może dawały one nieco cienia, ale mamy klimę! Może pochłaniały one dwutlenek węgla i pomagały zatrzymywać wodę w glebie, ale nie będzie jakiś zapewne poniemiecki konar pluł nam w okna i gleby nam germanił!
Nie będziemy mieli lepiej, niż inni mieszkańcy miasta!
I poobcinali, wykastrowali, ogłowili. W całodziennym warkocie pił wreszcie poczuli się na swoim miejscu.
Drzewa zapewne sobie poradzą, odbiją, rozrosną się znowu, za jakiś czas znów dadzą zarobić pilarzom. Przynajmniej niektóre z nich.
Ale zanim to nastąpi… nasze miasto będzie jeszcze piękniejsze a temperatura w nim jeszcze łaskawsza dla wymiany elektoratu na młodszy.

Bardzo przepraszam, ale warkot pił i maszyny do mielenia gałęzi ogłuszył mnie do tego stopnia, że w pierwszej wersji pomyliłem nazwę MZGM z inną.


