W ramach odważnego programu rewitalizacji skweru przy ulicy Kosiby w Bolesławcu podjęto nowatorską próbę uprawy drzew z rozproszonym systemem korzeniowym i form półsłupowych. Władze miasta spodziewają się, że umożliwi to zgłoszenie wniosku patentowego, co zapewni wyższe dochody niż przynosi strefa płatnego parkowania.
Ponadto wykonawca, w ramach poprawienia warunków siedliskowych, stosuje wysokiej jakości sprzęt, nasączający okolicę prac materiałami ropopochodnymi, co zapobiegnie nadmiernemu wzrostowi chwastów i poprawi warunki wzrostu poziomu zadrzewienia miasta, co wpisuje się w Plan zadrzewienia Bolesławca przyjęty do realizacji w ostatnim czasie. W jego efekcie 30% powierzchni miasta będzie pokryte konarami dorodnych drzew.
A na poważnie? Ja myślę, że projekt „rewitalizacji” robił specjalista od konstrukcji żelbetowych, który nie ma wiedzy o drzewach i roślinności. Wykonawca to samo. Podkopane, wyrwane, ucięte i sfrezowane korzenie doskonale widać w terenie i na zdjęciach. Chyba, że zleceniodawca postawił warunek: ma być tanio! Eduard Petzold pewnie by odmówił takiego gniota, ale dziś przyzwoitość i jakość się nie liczą.
Na bolesławieckim ratuszu jest piękna łacińska sentencja: Pod bezpiecznymi skrzydłami ich rządów, sądów i prawa, w bezpieczeństwie twój bolesławiecki lud. Ja mam nadzieję, że nie trafię pod takie rządy, bo te okaleczone drzewa mają wielką szansę na obumarcie i gdy przy silnym wietrze lub samoczynnie padną, to się wcale nie zdziwię.
Żeby tylko trafiło na głowę kogoś z decydentów.



