maj 12, 2026
836 Wyświetleń
2 1

Tak śmiała opowieść o Polakach i Niemcach zdarza się rzadko [RECENZJA]

Napisany przez

Nową powieść Sławka GortychaŚwięto Karkonoszy, przeczytałem w dwa dni. W porównaniu do poprzednich części słynnego już na całą Polskę karkonoskiego cyklu kryminałów widać sporo nowych pomysłów na przykucie uwagi czytelnika

Sławek Gortych, opisując skomplikowaną historię Karkonoszy – dawnych Riesengebirge – nigdy nie gryzie się w język i czekam niecierpliwie na powieść, której fabuła będzie się toczyć w trakcie głównych fal wypędzania Niemców z Dolnego Śląska, czyli w połowie 1946 roku. Coś czuję, że opowieść osnuta na tych wątkach, powiązanych z naszymi czasami, narobi w Polsce niemałego zamieszania – i słusznie, bo chyba trudno o bardziej kontrowersyjne wydarzenie w naszej powojennej historii.

W Święcie Karkonoszy wypędzenie teoretycznie się skończyło, bo w 1948 roku Niemców na Dolnym Śląsku była już tylko garstka. Mimo że nie mogli stanowić żadnego poważnego zagrożenia, często byli szykanowani i prześladowani, o czym zazwyczaj głośno się nie mówi. Popularne narracje o powojennym zasiedlaniu poniemieckich tzw. Ziem Odzyskanych o Niemcach często zaledwie nadmieniają, a tutaj dostajemy kolejną powieść, która pokazuje – miejscami wręcz na granicy psychologicznego studium – jak skomplikowane tworzyły się tu relacje między polskimi osadnikami a niemieckimi autochtonami. I że często wcale nie były one pełne wzajemnej wrogości.

Dobrze się jednak dzieje, że Sławek na kartach Święta – oraz poprzednich części cyklu – przypomina jednak też, że to niemiecka Trzecia Rzesza rozpętała II wojnę światową, a naród niemiecki ma na sumieniu ogrom potwornych zbrodni, popełnionych głównie na Polakach, Żydach i Rosjanach. Tej perspektywy nie powinniśmy tracić z oczu.

Tak się złożyło – może za sprawą jakiejś manipulacji Ducha Gór, kto wie – że Święto Karkonoszy czytałem w drodze do oraz z Warszawy, mknąc pociągami przez centralną Polskę. Chodząc ulicami stolicy Polski, zdawałem sobie więc po raz kolejny sprawę, że wiele polsko-niemieckich tematów, jakie Sławek porusza w swoich powieściach, dla nas na Ziemiach Wyzyskanych (z tym „odzyskaniem” to była gruba przesada) są często oczywistością. Złożone relacje osadników z wysiedleńcami, polsko-niemieckie przyjaźnie i małżeństwa, problem Niemców odwiedzających po dekadach swoje dawne domy – to rzeczy, jakich w centrali po wojnie zasadniczo nie było.

W centrali Niemiec był po prostu okupantem i grabieżcą. Strażnikiem w obozie koncentracyjnym. Esesmanem palącym kolejne kamienice podczas powstania warszawskiego. Żołnierzem Wehrmachtu, który pacyfikował zbuntowane podzamojskie wioski. Brutalnym bauerem, o którym opowiadali szczęśliwcy, którzy zdołali wrócić z przymusowych robót w Rzeszy.

A u nas?

U nas Niemiec to często półślepy staruszek wcielony siłą do Volkssturmu. Młoda Niemka, wielokrotnie gwałcona przez sowieckich sołdatów. Wystraszony sołtys, który chce tylko przetrwać kolejną dziejową zawieruchę. Chłopiec za młody nawet na Hitlerjugend, którego dzieciństwo właśnie zostanie naznaczone traumą deportacji z rodzinnego miasta. A czasem faktycznie fanatyczny nazista czy inny esesman.

Święto Karkonoszy pokazuje ten dysonans znakomicie, ale w tej powieści widać coś jeszcze.

Sławek swoim Świętem Karkonoszy próbuje opowiedzieć naszą historię Polakom z centrali, bo wiele rzeczy na kartach tej powieści tłumaczy tak, aby ktoś, kto z naszymi poniemieckimi terenami nie ma wiele wspólnego, mógł jak najlepiej zrozumieć skomplikowane karty ich dziejów. Często się zderzam w tym, że nasza historia w centralnej Polsce jest bardzo trudna do zrozumienia i cały karkonoski cykl może pomóc w tym, aby tę sytuację nieco poprawić. Jednocześnie w swojej pracy pisarskiej Sławek tak obficie korzysta ze wspomnień osadników i ich potomków, że sam otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia, gdy trafiłem na epizod jakby żywcem wyjęty z jednej z moich rodzinnych historii. W Święcie Karkonoszy myślę że niejeden mieszkaniec Ziem Odzyskanych znajdzie kawałek siebie, jest to też więc poniekąd opowieść o nas samych.

A co mi zazgrzytało? W Święcie Karkonoszy są dwie powiązane ze sobą fabuły – jedna opowieść toczy się w okresie powojennym, druga już w XXI wieku. Obie wzajemnie się przenikają i myślę, że chyba nawet trochę za bardzo. Sam pomysł takiego przenikania jest bardzo dobry, ale momentami miałem wrażenie, że co kilka stron skaczę między dekadami i te odstępy między nimi były nieco za krótkie. Bardzo oryginalnym – i trafionym – pomysłem było wplatanie na początku każdego rozdziału fragmentów wspomnień osadników i artykułów z powojennej prasy, ale myślę że tutaj też było ich nieco za dużo.

Bardzo polecam lekturę Święta Karkonoszy, ale uprzedzam, że fabuła jest bardzo wciągająca, a potem trzeba koniecznie przeczytać obszerne posłowie – odróżnienie faktu od fikcji jest nieraz bardzo trudne.

 

 

 

 

 

Kategorie:
Gołębiewski
Facebook Profile photo

Cześć ! Nazywam się Dariusz Gołębiewski, jestem regionalistą z tytułami magistra historii i historii w przestrzeni publicznej. Od 2014 roku prowadzę na Facebooku stronę regionalną o nazwie ''Bolesławiec i okolice dawniej i dziś''. Poza historią, zwłaszcza tą międzywojenną i lokalną, interesuję się literaturą i polityką, trochę też architekturą, teatrem, religią i filozofią. Jestem autorem książki pt. "Kraśnik Dolny i okolice dawniej i dziś". W wolnym czasie lubię podróże, wycieczki rowerowe, długie spacery i interesujące dyskusje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

The maximum upload file size: 32 MB. You can upload: image, audio, video, other. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded. Drop file here

Bobrzanie.pl
pl_PLPolish