Rdestowiec zaczął rosnąć przy obwodnicy, dokładnie przy wyjeździe z jednostki. A nasionka sypią i lecą. Poruszając się samochodem, koncentruję się bardziej na ruchu, ale dziś zatrzymałem się i pospacerowałem w mokrej trawie. Jest już za rondem, jest na trawniku między pasami jezdni, wchodzi powoli na wystawiony do opchnięcia Leśny Potok. Może to taki prezydencki pomysł, zawaliłem i dopuściłem do rozrostu, teraz pchnę i pogonimy właściciela do usunięcia.
Ale co tam prezydent, jego wiedza o roślinach kończy się na tysiącach bratków sadzonych przez prywatną firmę. Bardziej przeraża niewiedza leśników. Na studiach zdają egzaminy nawet z traw rosnących w Polsce i nie wierzę, że nie mają pojęcia o inwazyjnych gatunkach obcych. Co kuriozalne, plują na dęby czerwone (bo import z Ameryki), ale dalej je sadzą, takie rozdwojenie jaźni.
Ale pod znaną mi od lat leśniczówką, rdestowce doszły już do murów szopki. Ich korzenie wejdą w szczeliny fundamentu, ściany i powoli będą wszystko rozsadzać. Może wtedy zacznie przeszkadzać, może jednak poczekają aż wejdzie do piwnicy leśniczówki? Mało tego, przy bramce rośnie dumnie kilka sztuk sumaka octowca. Formalnie nie ma go na liście IGO, ale Szwajcarzy dmuchają na zimne i tam obrót nim jest zakazany. U nas są opisy uprawy, ale przebija się czasem informacja, że zwany jest, z racji na jego ekspansywność, zemstą sąsiada. W pobliżu domu mam kilka takich i widzę ciągle, jak powiększa się zarośnięty obszar.
To jest dla mnie temat do edukacji przyrodniczej, czy ekologicznej. Jak zwał, tak zwał. Nie rozdawanie „bezpłatnych” sadzonek drzew. Temat czasem wałkuję i mam już taką ciekawą obserwację. Dwa lata temu zapytałem o usuwanie rdestowców władzę. Nie ma na to pieniędzy. Standardowa odpowiedź.
Dwa tygodnie temu prowadziłem rajd. Władza była uczestnikiem, a ja wskazałem świeżutkie stanowisko na Bobrze i w lesie. Uczestników to zaintrygowało i zapytali. Odpowiedzi? Na Bobrze nie, to teren Wód Polskich, a na swoich gruntach usuwamy. Fajni uczestnicy, pytali i rozmawiali. Cholera, w zależności od kogo pytanie, to inna odpowiedź. Ale tych lokalizacji przybywa w zastraszającym tempie, ale to jest teren prywatny, to jest GDDKiA, to jest … (Stary Dworzec, rondo na Tysiąclecia). Tak się każdy włodarz wykpi i powie, że nic nie może zrobić.
Dalej siedźmy i patrzmy, jak ginie nasz świat, pod nawłociami, rdestowcami, niecierpkami. Ważne, że festa ceramiczna jest, będą zespoły, będzie występ utaplanych w glinie, haj lajf.




A bożodrzew gruczołowaty sie Panu nie rzucił w oko przypadkiem w centrum miasta?
Tutaj jest go całkiem sporo – https://maps.app.goo.gl/JFPK5ZgLmgMyLDiG6