lip 2, 2012
2813 Wyświetleń
1 0

Rzecz o zburzeniu hotelu w bolesławieckim rynku

Napisany przez

 

red. „Władze miasta, mimo tego, że już we wrześniu 2007 roku, pięć  lat temu podjęły decyzję o sprzedaży działki przed Sanktuarium pod budowę hotelu, niedawno zorganizowały zbędną debatę na ten temat. Zbędną bo decyzję już podjęto. W związku z tym przypominamy jak to z wolnym placem w Rynku było i jak w XX wieku z terenu zabudowanego stał się trawnikiem”.

Budynek, a właściwie dwa, był w zaiste nienajlepszym, ale remontowalnym stanie. Chyba nie groził zawaleniem, ale nie będę dyskutował, jeżeli ktoś będzie upierał się inaczej. Budynek nie był wybitnym dziełem architektury, nie był tez zbyt wiekowy. Nie pasował do podrasowanego barokowo – mazowieckiego looku (kamieniczki z podcieniami, ponoć bardziej polskie), jaki nadano nowo wybudowanej starówce. Od dłuższego czasu był tylko w części użytkowany. Na dole spożywczy na górze mięsny. Knajpa, sala bankietowa, pokoje hotelowe i takie tam. Budynek trochę straszył, jak w burżuazyjnych horrorach. Nijak nie przystawał do obrazka obywateli w państwie szczęśliwości robotniczo-chłopskiej.

Czasy robiły się ciężkie. Nawet w mięsnym na pierwszym piętrze, coraz rzadziej można było zobaczyć coś wiszącego na haku, a jeżeli podroby, to raczej te skręcone z nerwów po drugiej stronie lady. Połowa lat siedemdziesiątych. Mieszkańcy Bolesławca dopiero co zaczęli cieszyć się wprowadzonymi kartkami na cukier i spokojną głową o przynajmniej słodką herbatę w domu.

Pewnego dnia włodarze miasta dostali iskrówkę z Centrali, iż wysoce prawdopodobnym jest, że I Sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej towarzysz Edward Gierek, będąc w podróży po już na zawsze polskim Niederschlesien, może mieć kaprys rzucenia gospodarskim okiem na Bolesławiec.

Blady strach.

Z pomalowaniem trawy na zielono – kein Problem. Wygoni się poborowych z jednostki rakietowej i ci w dwie nocki pomalują na bardziej zielono niż na pocztówkach sprzed wojny. Gorzej było z hotelem. Ten przypominał niskobudżetowe produkcje Wes’a Craven’a. Zapadła partyjna decyzja, aby budynek wyburzyć, szybko i skutecznie, aby jego podupadły widok nie uszkodził wrażliwej siatkówki w oku I Sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej towarzysza Edwarda Giereka.

Wojsko wzięło się do roboty wieczorem, gdy dzwoniono na Anioł Pański dnia następnego, stała już tylko sterta gruzu wysokości dwóch pięter. Zabrano się za wywożenie gruzu. Robiono to prawie tak szybko, jak niespełna trzydzieści lat wcześniej wywożono gotyckie cegły z naprędce rozbieranych wrocławskich kamieniczek, celem odbudowania z nich jeszcze piękniejszych, bo już prawdziwie polskich w Warszawie. Czas naglił, I Sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej towarzysz Edward Gierek, mógł zjawić się w każdej chwili. W ścisłym gronie miejskiej egzekutywy zapada kolejna ważka decyzja – teraz o wstrzymaniu prac wywózkowych i przykryciu pozostałej sterty gruzu, wysokości wysokiego parteru, wojskową siatką maskującą, typu Luftschutznetz. Taką samą, która swoje powszechne i najbardziej praktyczne zastosowanie znajduje do dekoracji sal na wiejskich weselach. Czego, niestety I Sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej towarzysz Edward Gierek nie widział, bo miał to w dupie, a większe zmartwienia z zapewnieniem ekwiwalentności cukru dla wydrukowanych kartek, na głowie.

Z czasem gruz wywieziono, posadzono trawę i zrobiono trawnik, który ku równej radości służy w lecie psom do obsrywania go, a w zimie dzieciom do jazdy na sankach. Potem I Sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej towarzysz Edward Gierek przeszedł do historii i nastało nowe.

W nowej Polsce, nowe bolesławieckie władze doszły do wniosku, że przywrócenie historycznego, urbanistycznego założenia rynku, nikomu do szczęścia potrzebne nie jest, a pełnię szczęścia i wolności, byli obywatele Polski robotniczo-chłopskiej, a teraz demokratycznego państwa prawa odczują dopiero wtedy, gdy będą Se mogli, nawet z odległości Biergartenu Cafe Tosca, pijąc kolejnego Fula Mocnego, podziwiać potęgę i piękno domu bożego.

© cemoi07

moja prywatna opnia jest moją prywatną opinią pozaprocesową i zgodnienie z postanowieniem Sądu Najwyższego z dnia 4 stycznia 2005 roku (V KK 388/04) nie jest opinią w rozumieniu art. 193 k.p.k. w zw. z art. 200 § 1 k.p.k., i nie może stanowić dowodu w sprawie

Gdyby ktokolwiek uznał, że treścią, formą lub samym duchem artykułu dopuściłem się naruszenia jego dóbr osobistych, bądź uznałby też ( nie daj bóg!),  że obraziłem jego uczucia religijne i chciałby dochodzić swych praw, informuję, że najlepszym adresem do kontaktu ze mną  jest zwrócenie się do mojej pełnomocnik Pani Mecenas Patrycji Complak  59-700 Bolesławiec ul. Daszyńskiego 10/2 tel/fax 75 732 05 60 , 0 505 111 331

 

Zdjęcia pochodzą ze strony internetowej bunzlau.pl:

 

 

Reply.Like

Kategorie:
cemoi07 · historia

Komentarze do Rzecz o zburzeniu hotelu w bolesławieckim rynku

  • Pingback: fsgb80v7cbwe

  • Żaden Gierek nie miał być w Bolesławcu tylko tow. Jaruzelski.

    Piotr Kaczmarczyk 14/11/2012 21:18 Odpowiedz
  • Żaden Gierek nie miał być w Bolesławcu tylko tow. Jaruzelski.

    Piotr Kaczmarczyk 14/11/2012 21:18 Odpowiedz
  • Żaden Gierek nie miał być w Bolesławcu tylko tow. Jaruzelski.

    Piotr Kaczmarczyk 14/11/2012 21:18 Odpowiedz
  • Żaden Gierek nie miał być w Bolesławcu tylko tow. Jaruzelski.

    Piotr Kaczmarczyk 14/11/2012 21:18 Odpowiedz
  • Żaden Gierek nie miał być w Bolesławcu tylko tow. Jaruzelski.

    Piotr Kaczmarczyk 14/11/2012 21:18 Odpowiedz
  • Dokonałem dzisiaj wizji lokalnej, żeby mieć swoje zdanie na temat zabudowy bądź nie placyku w Rynku. Wynika z tego oczywiście, że kryterium mojej opinii jest mój gust. Bo właśnie do takiej konkluzji doszedłem: decyzja w tej sprawie może zależeć od architektonicznego i urbanistycznego smaku obecnych mieszkańców Bolesławca. Uważam za równie dobre i argumenty przeciwników jak i zwolenników zabudowy. Choć absurdalny jest ten, wedle którego nie powinno się zasłaniać kościoła. On przecież przez stulecia był zasłonięty.

    Słuszne są argumenty, że powinno się uzupełnić brakujące kamieniczki. Ale nie jest to żadna determinanta. Niemal wszystkie obecne kamienice zbudowano przecież po wojnie na nowo i to już w nowym stylu, bo zostały znacznie odchudzone (na starych fotkach z lotu ptaka widać, jak przed wojną były głębokie, zajmując obecne podwórka). Kamienice przed kościołem odwrotnie – wyburzono. Skoro jednak ich nie ma, to otwiera to na nowo cały temat. A nie jest tak, że niegdysiejsza, historyczna zabudowa zmusza nas do jej rekonstrukcji. Przy takim podejściu musielibyśmy bowiem nadal mieszkać w lepiankach.

    Moja wizja lokalna wypadła pozytywnie dla obecnej sytuacji. Faktycznie nieźle prezentuje się ta część Rynku, której zwieńczeniem jest kościelny budynek. Czy zrobić cokolwiek z trawnikiem czy pozostawić go w obecnym stanie, to jest już osobny temat. Ja bym zostawił ten plac niezabudowany.

    Rynek w tej postaci zyskuje taki swoisty oddech. To szczególnie wyraźnie się objawia przy okazji różnych imprez miejskich. Jest tam miejsce na scenę, jakieś artystyczne czy inne działania. Nie jestem purystą w tym względzie i nie uważam, żeby argumenty nawiązujące do historyczności rynkowej zabudowy nie mogły być zrównoważone przez koncepcję funkcjonalnej metamorfozy tego miejsca. Tym bardziej, że de facto została ona już usankcjonowana przez dziesięciolecia.

    I ostatnia sprawa, choć nie najmniej ważna. Chodzi o jakość współczesnej zabudowy naszego miasta. Wystarczy stanąć na skrzyżowaniu ulic Garncarska-Kubika-Łokietka-Gdańska i spojrzeć w tę ostatnią. Widać koszmar. Mam małą wiarę w gwarancje, że w Rynku nigdy nie pojawi się coś równie „uroczego”.

    Bogdan Mazurkiewicz 06/07/2012 12:21 Odpowiedz
  • Słownictwo jakieś nie dziennikarskie…

    Ludwik Tadeusz Waryński 04/07/2012 21:39 Odpowiedz
  • Jakbym czytał Narrenturm Sapkowskiego ;)

    Paweł Zieliński 04/07/2012 20:47 Odpowiedz
  • Byłem z dziadkiem na spacerze w rynku, gdy burzyli "Uniwersal". Jako dziecko – bywałem również wewnątrz tego sklepu. Gwoli ścisłości – to nie było tak, że burzyli i NIKT nie przyjechał. Miasto odwiedził bowiem wtedy minister obrony narodowej i członek biura politycznego KC PZPR – Wojciech Jaruzelski. I była również wielka pompa.

    Dominik Broniszewski 03/07/2012 11:01 Odpowiedz
  • Skąd się biorą dziury w Rynku?

    Bernard Łętowski 02/07/2012 06:46 Odpowiedz
    • Historyczne miejsce:
      pamiętam swoją pierwszą golonkę z moim Ojcem w knajpie na rogu…

      Miroslaw Parejko 02/07/2012 06:58 Odpowiedz
    • Jak się knajpa zwała i jak smakowała golonka?

      Bernard Łętowski 02/07/2012 07:02 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

The maximum upload file size: 32 MB. You can upload: image, video, other. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded. Drop file here

Bobrzanie.pl
pl_PLPolish