Lut 14, 2013
5279 Wyświetleń
0 0

Aschermittwoch w Bolesławcu

Napisany przez

 

Przedwczoraj, niby mimochodem, na zakończenie poniedziałkowego, porannego konsystorza, na zakończenie mszy kanonizacyjnej, wynoszącej na ołtarze ośmiuset męczenników i dwie zakonnice założycielki, papież Benedykt XVI odczytał z karteczki, po łacinie, oświadczenie, iż z dniem 28 lutego abdykuje i składa urząd i tytuł Papieża i Biskupa Rzymu.

Ot tak, nic więcej, niby normalka.

Świat zawrzał, tak duchowy jak i świecki. Rozpoczął się, i trwać zapewne będzie do najbliższego konklawe czas analiz i domysłów, co do przyczyn papieskiej decyzji. Oficjalna wersja, to podeszły wiek i zdrowotne niedomagania, ale pewnie mało kto daje wiarę temu dyplomatycznemu tłumaczeniu. Prof. Tadeusz Bartoś w wywiadzie dla Polsatnews stwierdził, iż być może papież doszedł do wniosku, że nie jest w stanie panować nad Watykanem, o czym mogą świadczyć ostatnie skandale. Jedno już jest pewne – papież nad poniedziałkowym oświadczeniem myślał już od kilku ładnych miesięcy i nie była to spontaniczna, ani tragiczna w czasie decyzja. Pełne próby oceny jego pontyfikatu, tradycyjnie już poznamy dopiero po jego śmierci, ale już parę godzin po papieskim oświadczeniu przeczytałem w hamburskim Spieglu artykuł Petera Wensierskiego. Według autora, Benedykt XVI niemieckich katolików ponoć bardziej dzielił niż łączył, a Jego abdykacja dla 27 niemieckich diecezji będzie swoistym wyzwoleniem. Czym będzie dla reszty świata?

Zobaczymy.

Mnie bardziej zastanawia forma i moment oświadczenia papieskiej decyzji. Wszak zrobił to w konsystorialną wigilię Aschermittwoch.

W chrześcijańskim świecie Popielec jest dniem pokuty, refleksji nad marnością istnienia, rozpoczyna wielki post, jest to czas zadumy i rachunku sumienia. Papież zapewne nie bez przyczyny abdykował właśnie tego dnia. Może czara goryczy kościelnych niegodziwości i skandali, kazała mu w ten symboliczny sposób „posypać głowę popiołem”?

Abdykacja niemieckiego Papieża, jego Aschermittwoch, także i mnie skłoniła do naprawienia pewnego zaniechania.

Otóż już dwa miesiące temu Peter Boerner – Przewodniczący Grupy Ojczyźnianej Bunzlau z Siegburga wręczył mi był pewien bardzo istotny, acz kuriozalny dokument.    Ilgmann (FD)

W pierwszej chwili chciałem opublikować w PDF wszystkie 14 jego stron. Pan Boerner wręczając mi go powiedział, iż ja już będę wiedział co z nim zrobić. Wiedziałem i jednocześnie nie wiedziałem jak. Po namyśle zrezygnowałem, z obawy o narażenie rodzin Czterdziestu, i czterech jeszcze żyjących ofiar  sądowej zbrodni”, na szowinistyczne komentarze „prawdziwych Polaków”, w dodatku nie miałem upoważnienia do publikowania dokumentu,  zgodnie z art.100 §2 kpk doręczonego jedynie owym czterem żyjącym poszkodowanym i Kancelarii Prawniczej Alexander Ilgmann – pełnomocnikowi Bundesheimatgruppe Bunzlau In Siegburg.

Otrzymałem dokument, który w definitywny sposób rozwiewa wszelkie wątpliwości i, niestety, bez aktu rehabilitacji kończy sprawę tzw. bolesławieckiej grupy ” Freies Deutschland”.

Oficjalny dokument, który w imieniu i majestacie Rzeczypospolitej Polskiej, po raz pierwszy od 1946 roku, pośrednio stwierdza o bezpodstawności    wszelkich zarzutów i oskarżeń postawionych w kwietniu 1946 roku grupie ponad 40 obywateli niemieckich, w tym kobietom i dzieciom zamieszkałym w Bolesławcu, oraz ostatniemu niemieckiemu proboszczowi bolesławieckiej Parafii pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny – ks. Paulowi Sauerowi. Oskarżonym o, i torturami zmuszonym do przyznania się do przynależności do nigdy nie istniejącej  organizacji „Freies Deutschland” mającej rzekomo na celu, poprzez stosowanie aktów terrorystycznych i przemocy, oderwanie Śląska od Polski i jego ponowne przyłączenie do Niemiec, tj. o działania przeciwko Państwu Polskiemu, tj. o czyny z art. 85 i 88 §1 kk Wojska Polskiego oraz art.3 dekretu z 16 listopada 1945 r. o ochronie państwa.

Otrzymałem pełne Postanowienie o umorzeniu śledztwa, wraz z uzasadnieniem / Sygn. akt S 27/09/Zk./, sygnowane we Wrocławiu, 25 września 2009 roku, przez Przemysława Cieślika – prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu we Wrocławiu.

Dokument istotny dla wszystkich ofiar owego haniebnego oskarżenia z 1946 roku, bo, choć z prawnego punktu widzenia nie rehabilituje, wówczas oskarżonych i skazanych, ale potwierdza, w wyniku przeprowadzonego śledztwa, bezzasadność i niezgodność ze stanem faktycznym, oraz bezprawność torturami wymuszonych zeznań..

Ów proces domniemanych członków domniemanej terrorystycznej organizacji „Freies Deutschland”, był tylko jednym z elementów powojennej polityki wobec autochtonicznej ludności na poniemieckich terytoriach, mocą jałtańskich intencji i poczdamskich postanowień włączonych do powojennej Polski. Był jednym z elementów przesiedleń, wysiedleń, repatriacji, ekspatriacji, Vertreibung – wie man dass nennen will.

W wyniku powtórnego procesu i ogłoszonego w dniu 19 grudnia 1946 roku wyroku Sądu Wojskowego we Wrocławiu,  15 osób skazano na karę śmierci, z czego w dniu 4 kwietnia 1947 roku, po nie skorzystaniu z prawa łaski przez Prezydenta B. Bieruta, w magazynie wrocławskiego Więzienia Nr 1 przy ulicy Kleczkowskiej, wykonano 8 wyroków śmierci, stracono – Artura Kuehne, Paula Fiebiga, Elizabeth Fiebig, Ernsta Bachmanna, Guentera Schneblera,   Heinza Heiera, Huberta Mummicha. Siedmiu pozostałym osobom zamieniono kary śmierci na długoletnie wyroki, lecz aż sześciu z nich – Herbert Pohl, Fritz Kuhn, Heine Hanke, Wilhelm Kaese, Guenter Kaese, Erich Lachnitt zmarło wkrótce w więzieniu. Przeżył jedynie jeden – Guenter Reimann.

Jednak do 8 ofiar wykonanych wyroków śmierci należy doliczyć śmierć zagłodzonych i zakatowanych w bolesławieckim areszcie UB księdza Paula Sauera i Hermanna Marksa, który to oficjalnie zmarł na atak serca. Należy też pamiętać, że jeszcze przed uprawomocnieniem się pierwszego wyroku z 2 sierpnia, we wrocławskim więzieniu w wyniku nieludzkich warunków przetrzymywania i znęcania się strażników, zmarły kolejne 4 osoby, a spośród siedmiu osób pierwotnie skazanych na śmierć, a którym zamieniono wyrok na karę długoletniego więzienia 6 zmarło w celach.

Poza skazanymi na karę śmierci, pobytu w polskich więzieniach nie przeżyło dalszych sześciu Bolesławian – Helmut Felix, Heine Gerlich, Harri Werner, Ernst Scholtz, Hans Scholtz, Werner Schwaese.

Zapewne śmiertelną ofiarą ubeckiej prowokacji – „Freies Deutschland” jest też nienarodzone dziecko Elfridy Glod. Jak przed ipeenowskim prokuratorem zeznał Horst Kaese, był On świadkiem, jak jeden z więziennych funkcjonariuszy wrocławskiego więzienia kopnął w brzuch będąca w ósmym miesiącu ciąży, także osadzoną w tej samej sprawie kobietę, która w wyniku tego poroniła. Może też do grona śmiertelnych ofiar powinno się doliczyć i tych, którzy mimo zwolnienia z dalszego odbywania kary, tak jak Guenter Ludwig, brat Hainza Ludwiga, zmarli w krótkim czasie po opuszczeniu murów więzienia.

Wśród skazanych na kary długoletniego więzienia znalazło się 20 osób z wyrokami od 10 do 15 lat więzienia, a między nimi dzieci i młodzież, którzy z racji swego wieku nigdy nie powinni znaleźć się przed sądem. – Gerard Haupt  16 lat/ wyrok 10 lat, Ruth Hochfeld  15 lat/wyrok 10 lat, Walter Henschel 15 lat/ wyrok 15 lat, Heine Ludwig 13 lat/ wyrok 15 lat.

Prokurator Cieslik w uzasadnieniu do postanowienia, literalnie cytuje jedynie zeznania czterech żyjących jeszcze świadków, jednocześnie ofiar ubeckiej prowokacji, przywołuje zachowane wspomnienia, powołuje się na niemieckie opracowania historyczne, przywołuje ustalenia i opinie wydane na potrzeby prowadzonego śledztwa przez Wydział Ekspertyz i Opracowań z Biura Edukacji IPN w Warszawie i Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej we Wrocławiu. Szczególnie opracowanie sporządzone przez Joannę Chytrek – Hryciuk we wrocławskim Oddziale, zwraca uwagę na bardzo silną antyniemiecką akcję propagandową podjętą przez komunistyczne władze w trakcie procesu oskarżonych o przynależność do organizacji „FD”. Podkreśla też zbieżność dość szeroko wówczas osłuchanej nazwy „Freies Deutschland”, która dość powszechnie rozpowszechniana była przez sowiecką propagandę, szczególnie od momentu przystąpienia w lipcu 1944 roku, pojmanego pod Stalingradem feldmarszałka Friedricha Paulusa do zorganizowanej w ZSRR w jednym z obozów jenieckich, antynazistowskiej organizacji Nationalkomitee Freies Deutschland.

Przypisanie bolesławieckiej prowokacji – niby faszystowskiej organizacji, nazwy już istniejącego i to bolszewickiej i kolaboracyjnej proweniencji Komitetu Freies Deutschland, świadczy tylko o małej wiedzy, kompletnej operacyjnej nieudolności i chęci „robienia” wyników za wszelką cenę. Autorka opracowania zwróciła też uwagę na nasilającą się z upływem czasu akcję kierownictwa UB na Dolnym Sląsku, mającą na celu znalezienie jakichkolwiek dowodów, potwierdzających związki miejscowej ludności z niemieckim czy amerykańskim wywiadem.

Od 1946 roku  w MBP powstawały różnego rodzaju opracowania i instrukcje walki z rzeczywistym czy wyimaginowanym w celach propagandowych niemieckim zbrojnym podziemiem. 7 lutego utworzono Sekcję III „ do energicznej i skutecznej walki z podziemiem niemieckim”. Działania UB sprawiały wrażenie, że na siłę chciano ujawnić wrogą postawę ludności niemieckiej, mimo, że praktycznie nie dysponowano żadnymi dowodami.

7 maja 1946 roku do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Złotoryi  został skierowany „wstępny plan opracowania organizacji niemieckiej Freies Deutschland”, która miała być organizacją bardzo silnie rozbudowaną, prowadzącą działalność przygotowawczą na polu szkolenia ideologicznego, wojskowego i sabotażowego.

Jak to się stało, że to PUBP w Bolesławcu „:rozbił” działającą w bolesławieckim i lwóweckim powiatach bolesławiecką organizację Freies Deutschland, a nie Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Złotoryi spacyfikował złotoryjskie „FD”? Tego ani dokumenty UB, ani opracowanie wrocławskiego Biura nie wyjaśnia i nie daje odpowiedzi.

O podobnych przypadkach „zaangażowanej” działalności funkcjonariuszy bolesławieckiego UB, półanalfabetów, wspomina Robert Klementowski w swej książce o bolesławieckim UB – „My wszyscy są od pracy fizycznej” Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Bolesławcu (1945- 1956).

Autor stwierdza, że bolesławieccy ubecy po „rozbiciu” „FD” zanotowali cały szereg innych mniejszych czy większych sukcesów. Ujawniali i likwidowali “kolejne” niemieckie grupy terrorystyczne. Niektóre występujące w śledztwach nazwy tajnych organizacji brzmią często bardzo dziwacznie, zdarzało się, że były wynikiem braku znajomości języka niemieckiego u ubeków bądź ich informatorów. Natomiast nazwiska aresztowanych, później skazanych na śmierć i długoletnie więzienia brzmiały już całkiem niemiecko, a ich posiadacze nie byli wyimaginowani, a jak najbardziej, aż po grób realni.

I tak w ręce ubeków wpadli członkowie organizacji Ueber, rozbito organizację Kameradenschaft z Gromadki. Brzmiałoby to może i śmiesznie, gdyby nie wyroki jakie zapadały przed wrocławskim WSR. 25 października 1946 roku Wojskowy Sąd rejonowy we Wrocławiu aresztowanych Wernera Reisdorfa i Springera skazał na karę śmierci, nieletni Lothar Bormann, Hahn i Juengling otrzymali po 15 lat, a Joachim Bormann 10 lat więzienia zamienione 14 stycznia 1947 roku w wyniku rewizji na karę śmierci. Wszyscy Oni  „dobrowolnie i bez przymusu” przyznali się ( co też później odwołali) do przynależności do owej tajnej organizacji Kameradenschaft tj. klubu młodzieży niemieckiej, na zebraniach którego mieli omawiać ówczesną sytuację polityczną, wszyscy mieli mieć broń i przygotowali sobie ziemiankę na wypadek wojny!

Nie będę relacjonował, lecz zacytuję dosłowny fragment z książki Klementowskiego

 

Edward Straś, jedyny żyjący (2009) funkcjonariusz bolesławieckiego PUBP 1946

Edward Straś, jedyny żyjący (2009) funkcjonariusz bolesławieckiego PUBP 1946

Str.104. Na centralną postać w działaniach przeciwko niemieckiemu podziemiu wyrastał w tych pierwszych kilkunastu miesiącach młody funkcjonariusz miejscowego UB Edward Straś. To jemu przypisywano główną rolę w rozpracowaniu „Freies Deutschland”, co – jak się wydaje – wywołało u niego uderzenie przysłowiowej „wody sodowej”. Zaczął on bowiem składać następne raporty, w których oskarżał o przynależność do tajnych organizacji kolejnych Niemców. Na podstawie fałszywych doniesień informatora „Olcha” w sierpniu 1946 roku Edward Straś (19 lat) starał się m.in. .przekonać kierownika urzędu Florka, że pośród Niemców powstaje kolejna organizacja o nazwie „Jungdeutschland”. Kiedy okazało się, że informator jest gońcem w KP PPR Florek zażądał sprawdzenia wartości relacji, bowiem trudno było mu uwierzyć, że ktoś z zewnątrz i do tego Polak został dopuszczony do tajemnicy przez Niemców. Wobec odmowy zatwierdzenia rozpracowania Straś napisał raport na swego przełożonego. Po próbie zweryfikowania doniesienia „Olcha”, ten uciekł jednak z Bolesławca, uznano więc, że było ono fałszywe i to Florek miał rację. (…) We wrześniu 1946 r. aresztowano jednak kolejne dziesięć osób (…), które podejrzewano także o związki z „Freies Deutschland”. Po zatrzymaniu przyznały się do winy.  (Artur Pratsch, Paul Weniger, Berta Roleder, Ursula Meiwald, Anne Anders, Else Maschke, Lucja Mischke, Ruth Mischke, Helena Nawroth, Elfride Geisler)

 Autor monografii o bolesławieckim UB dwukrotnie retorycznie zapytał – „ (…) w jaki sposób funkcjonariusze UB skłonili te osoby do obciążania się w zeznaniach (…)”, jakich użyli środków perswazji? Pytanie o tyle zasadne, bo poza zapisami z przesłuchań brak jakichkolwiek innych śladów. Żaden protokół, żadna notatka służbowa nie mówi o biciu metalowym prętem, przypalaniu papierosem, wyrywaniu paznokci, głodzeniu, odmawianiu snu, podtapianiu, czy łamaniu żeber.

Odpowiedź na powyższe pytanie znajduje się w uzasadnieniu do ipeenowskiego postanowienia o umorzeniu śledztwa. Odpowiedzi udziela prokurator Cieślik przywołując zeznania jedynych żyjących świadków – Gerharda Haupta, Horsta Kaese, Heinza Ludwiga i Hansa Reimanna oraz dopuszczone jako dowód wspomnienia Evy Reimann z 1955 roku. Wątły to materiał, bo składający się z zeznań zaledwie czterech świadków – poszkodowanych, ale w 2009 roku tylko tych czterech pozostało przy życiu z 30 oskarżonych, z ponad stu przetrzymywanych i „przesłuchiwanych” w bolesławieckim PUBP. Przeżyli, pozostali przy życiu, bo w chwili aresztowania najmłodszy miał 13 lat, a najstarszy 16 lat, przeżyli, bo może byli najsilniejsi fizycznie, a może oszczędzono im, z racji wieku, bardziej brutalnych form przesłuchiwania.

Tragedii niewinnie skazanych i straconych w sprawie „Freies Deutschland” nie można nie łączyć z ogromem tragedii wszystkich mimowolnych uczestników wypędzeń i przesiedleń. Wszystkich, poczynając od czeskich ofiar postanowień układu monachijskiego z 1938 roku, poprzez polskich wypędzonych z Wielkopolski i Zamojszczyzny, Polaków wysiedlonych w głąb Związku Sowieckiego po napaści Sowietów na Polskę, aż po ekspatriowanych Polaków z terenów II Rzeczypospolitej włączonych do Związku Sowieckiego i niemieckich ofiar exodusu rozpoczętego sowiecką zbrodnią 21 października 1944 roku w Nemmensdorf, a zakończonych powojennymi przymusowymi wysiedleniami z terenów włączonych do Polski i ofiar dekretów Benesza.

 Należy pamiętać, że owa wielka powojenna wędrówka ludów, będąca konsekwencją przesunięcia terytorium państwowego (Westverschiebung), była li tylko przewidzianą już w 1942 roku przez brytyjskiego ministra Anthony Edena, rekompensatą strat terytorialnych państwa polskiego na wschodzie. Nie była polskim wymysłem, a Polska nie była podmiotem powojennych przesunięć granic, lecz ich przedmiotem.

Li tylko, bo nie brak po obu stronach Odry opinii, że wypędzenie Niemców, oraz właśnie takie zbrodnicze  retorsje, jak podobne do procesu „Freies Deutschland” były zemstą czy odwetem za zbrodnie wojenne. Andreas Hillgruber w znanym eseju Zweierlei Untergang dowodził nawet, że jest to forma odpłaty za zbrodnie Holocaustu.

Wszyscy Ci skazani w procesie o przynależność do „FD”, byli ofiarami wojny, choć byli za starzy, za młodzi, a może w jakikolwiek inny sposób niewystarczająco dobrzy dla nazistowskiego reżimu, aby walczyć i zginąć na froncie – w czasie wojny. Oni stali się ofiarami Vergeltungszeit, Nachkriegszeit, bo byli tylko, a może aż Niemcami w już nieniemieckim państwie. Najbardziej wymownymi są w tym kontekście ustalenia Grupy Ojczyźnianej Bunzlau. Otóż wszystkie poszkodowane osoby, w swych relacjach stanowczo zaprzeczyły, by kiedykolwiek należały do organizacji „Freies Deutschland” lub w jakikolwiek inny sposób z nią współpracowały. Stwierdziły wręcz, że żadna tego typu organizacja nie była im znana, a wielu z nich było wówczas jeszcze dziećmi czy dorastającą młodzieżą i nie miało nawet świadomości, że Bunzlau został przyłączony do Polski.

Wszyscy oni byli jednak na tyle dorośli, aby zostać poddanym wymyślnym formom przesłuchań, tortur, fizycznego i psychicznego znęcania się funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Bolesławcu i funkcjonariuszy wrocławskiego więzienia.

Polegało ono między innymi na biciu po całym ciele, uderzaniu głową o ścianę, wkładaniu za paznokcie zapalonych papierosów, deptaniu podkutymi butami stóp i klatek piersiowych leżących na posadzce aresztantów, uderzaniu kijami lub metalowymi prętami podeszw stóp. Wszyscy świadkowie opowiadali o głodzeniu ich w bolesławieckim areszcie. Hildegarda Moebius opowiadała, że w 1946 roku aresztanci otrzymywali do jedzenie jedynie jedną chochlę wodnistej zupy i jedną cienką kromkę chleba. Wymownym przykładem niech będzie świadectwo zgonu wystawione przez bolesławieckiego lekarza zmarłemu po niespełna dwumiesięcznym pobycie w ubeckim areszcie, księdzu Paulowi Sauerowi. Jako przyczynę zgonu lekarz podał, obok oczywiście wady serca, wychudzenie.

Robert Klementowski przytacza wspomnienia aresztowanego Jana Ursela, który przypominał sobie spotkanego na schodach ubeckiej katowni pobitego człowieka, którego funkcjonariusze pod ręce, na kolanach sprowadzali z przesłuchania. Siedzący z Urselem w jednej celi Niemiec wyjaśnił Polakowi, że więzień musiał przejść tortury bicia w stopy do tego stopnia, że nie mógł na nich stać. Identyczny sposób bicia potwierdził w swych zeznaniach Gerhard Haupt i Horst Kaese, który po powrocie do Niemiec w latach pięćdziesiątych musiał poddać się operacji, aby móc w ogóle włożyć buty.

Horst Kaese zeznał, iż został aresztowany 12 kwietnia o 5 rano, miał wówczas 16 lat. Wraz z nim aresztowano ojca i brata. Horst Kaese zeznał, że przesłuchania z reguły odbywały się nocą przy świecącej się w oczy osoby przesłuchiwanej  lampie, że towarzyszyło mu zawsze bicie, od momentu stwierdzenia, że nic nie wie o organizacji „FD”, o wyzywaniu, krzykach i grożeniu zabójstwem poprzez przykładanie do skroni odbezpieczonego pistoletu. Zeznał, że przetrzymywano aresztantów w zimnych i wilgotnych celach, inni mówili o odmawianiu snu i załatwiania potrzeb fizjologicznych. Horst Kaese opowiedział, jak zatrzaskiwano mu palce drzwiami, aż do momentu, kiedy zaczynała cieknąć krew, a po paru dniach powtarzano torturę przesuwając palce w inne miejsce. Przypalano mu twarz i ręce papierosami. Te formy znęcania się stosowano do czasu podpisania protokołu przez osobę przesłuchiwaną, który nigdy nie był tłumaczony i którego nie pozwalano przeczytać. Po trzech miesiącach przewieziono Go do wrocławskiego więzienia przy ul. Kleczkowskiej, gdzie strażnicy więzienni nadal znęcali się nad nim i pozostałymi Niemcami. Do bolesławieckich sposobów perswazji doszło polewanie na przemian gorącą i zimną wodą, oraz bicie na więziennym korytarzu w obecności innych więźniów przy użyciu pałek i kijów, w atmosferze ciągłego poniżania jako hitlerowców. Zmuszano go do wykonywania hitlerowskiego gestu pozdrowienia, co było pretekstem do dalszego bicia, także przez współwięźniów. Dodatkową uciążliwością było umieszczenie Go w dwuosobowej celi wraz z dziewięcioma innymi więźniami.

Dokładnie to samo zeznał Gerhard Haupt. Został On osadzony we Wrocławiu w jednoosobowej celi wraz z ośmioma innymi więźniami. Zeznania Gerharda Haupta odnośnie metod przesłuchań w Bolesławcu i Wrocławiu pokrywają się z zeznaniami Horsta Kaese. On również w chwili aresztowania miał niespełna 16 lat.  Z tym, że został zabrany ze swego domu w Zebrzydowej pod pretekstem gaszenia pożaru. Został przewieziony do bolesławieckiego Urzędu Bezpieczeństwa i zapytany co wie o organizacji „FD”. Na stwierdzenie, że nic nie wie, rozpoczęło się regularne bicie, miażdżenie palców u stup, grożenie odbezpieczonym pistoletem i bicie w głowę, aż do utraty przytomności.

Heinz Ludwig w momencie aresztowania w dniu 12 kwietnia 1946 roku miał 13 lat. Wraz z nim zabrano wtedy także z domu jego brata Guentera. Mimo młodego wieku Heinza potraktowano jak dorosłego przestępcę i aresztowano wraz z innymi Niemcami pod zarzutem nielegalnego posiadania broni i członkostwa w organizacji „Freies Deutschland”. Poddany został dokładnie tym samym metodom śledztwa i tortur, jak to wcześniej opisali Gerhard Haupt i Horst Kaese, tj. biciu po twarzy i w głowę, uderzaniu kijem w stopy, gaszeniu papierosów na ciele itd. Chcąc uniknąć dalszego torturowania Heinz Ludwig podpisał papier, który mu podsunięto, mimo, że był sporządzony w j. polskim, którego nie znał. Na drugi dzień pokazano mu jakąś broń i zarzucono, że to On ją nielegalnie posiadał jako członek organizacji „Freies Deutschland”. Po trzech tygodniach przetrzymywania w bolesławieckiej siedzibie UB przewieziony został do Wrocławia. Nie przerwało to jednak dalszego znęcania się nad nim. Osadzono Go w jednej celi z czternastoma innymi osobami. Jak zeznał, było tam tak ciasno, że więźniowie leżeli jeden na drugim.

Był codziennie bity, zdarzało się, że przykładano mu do ciała rozżarzone przedmioty wyciągnięte z pieca. 16 października 1946 roku ciężko zachorował, a następnie gwałtownie schudł, ważąc ostatecznie 27 kilogramów. Został skazany na 15 lat, a brat jego Guenter na 10 lat więzienia za przynależność do organizacji „FD”. Brat Guenter w wyniku uszczerbku na zdrowiu poniesionego skutkiem nieludzkich warunków pobytu w więzieniu zmarł wkrótce po wyjściu na wolność w 1958 roku.

Heinz Ludwig po przejściu więzień w Nowogardzie i Goleniowie wyszedł na wolność w 1951 lub 52 roku. Do Niemiec wrócił w 1954 roku.

W podobny sposób opisał w swoich zeznaniach znęcanie się nad nim Hans Reimann. Aresztowano Go także w kwietniu 1946 wraz z ojcem, a półtora miesiąca później aresztowano jego brata. Hans Reimann w swoich zeznaniach całkowicie potwierdził te, wcześniej złożone przez trzech pozostałych świadków. Między innymi zeznał, że był bity gumowym pejczem tak mocno, że krew  tryskała po ścianach. Inni funkcjonariusze kazali mu kłaść się na podłodze, a następnie chodzili po jego plecach  w swoich podkutych butach, łamiąc mu żebra. Gaszono na nim papierosy i kopano Go. Jeden z funkcjonariuszy tak mocno kopnął Go w głowę, że do dzisiaj ma widoczne wklęśnięcie. Hans Reimann zeznał, że na czwarty dzień załamał się i podpisał to, co mu podsunięto. Zeznał, że raz widział prowadzonego do celi po przesłuchaniu zakrwawionego księdza Sauera. Często też słyszał przez ścianę modlącego się w swej celi bolesławieckiego proboszcza.

Po przewiezieniu do Wrocławia w dalszym ciągu poddawany był znęcaniu się na nim przez więziennych funkcjonariuszy. Aktu oskarżenia nigdy nie dostał, mimo, iż został skazany na śmierć. Z uwagi na fakt, iż był nieletni nie wykonano na nim wyroku śmierci, zamieniając mu wyrok na karę wieloletniego więzienia. Na wolność wyszedł najprawdopodobniej w 1954 roku na fali poststalinowskiej odwilży. W dwa miesiące po uwolnieniu wyjechał do Niemiec.

Co ciekawe, wszyscy świadkowie przesłuchiwani przez prokuratora z IPN podkreślali, że nie żywią żadnych wrogich resentymentów do Polaków. Gerhard Haupt został zwolniony z więzienia w 1953 roku, a do RFN wyjechał na stałe w 1957 roku. W międzyczasie nauczył się języka polskiego, pracował w Środzie Śląskiej i wrocławskim Pafawagu, tu ożenił się, a we Wrocławiu urodził mu się syn Rudolf i chociaż w Polsce czuł się coraz lepiej, mimo wszystko postanowił wrócić do ojczyzny. Polubił jednak Polskę i Polaków i często tu przyjeżdża. Podobne do oświadczeń trzech świadków złożył czwarty żyjący poszkodowany – Hans Reimann. On też oświadczył, że do Polski ma bardzo pozytywny stosunek, że lubi Polaków, często przyjeżdża do Polski, zależy mu na dobrych kontaktach polsko-niemieckich. Zdaje sobie sprawę, że w tamtych latach władza w Polsce była narzucona wbrew woli narodu polskiego.

Jak dzisiaj podkreślają wszystkie badania, opinie historyków, opinia prof. Krzysztofa Szwagrzyka, postanowienie Prokuratora IPN, a nawet treść notatki pracowników archiwum KW MO we Wrocławiu (wykluczenie jakiegokolwiek związku inż. A. Kuehne  (domniemany Fuehrer „FD”) z pożarem w Czernej, Zebrzydowej, Żaganiu), sprawa – prowokacja „Freies Deutschland” była mistyfikacją, odpowiadającą typowemu wówczas schematowi podobnych, wielu innych wówczas działań MBP w Polsce.

Tyle fakty, złożone i posiadające wartość dowodową zeznamia. Na czym więc polega owa, wspomnian na wstepie kurizalność? Kazuistyczna “unertraegliche leichtigkeits des seins?

Generalnie rzecz biorąc, to całe przeprowadzone przez prokuratora IPN pana Przemysława Cieślika śledztwo, poza tym, iż potwierdziło stosowanie przez funkcjonariuszy UB, prokuratury i służby więziennej, przemocy fizycznej i psychicznej w celu wymuszania od pokrzywdzonych przyznania się do sformułowanych wobec nich zarzutów i składania wyjaśnień, zgodnych z założoną przez funkcjonariuszy tezą, już in statu nascendi obarczone było pewną formalną skazą.

 – poszkodowani nie byli polskimi obywatelami – byli Niemcami

 Prokurator Cieślik potwierdza, że działania funkcjonariuszy miały w pełni przestępczy charakter, że w pełni wypełniały znamiona czynów określonych w art.246[1] i art. 247 §1 kk[2] i, że na podstawie art.1 p. 1 lit.a[3]  i art.4 ust. 2[4]  Ustawy o IPN tego typu przestępstwa są przedmiotem ścigania prokuratora IPN, ale (cyt. Cieślik) –  nie można ich uznać za zbrodnie komunistyczne, (choć dopuścili się ich funkcjonariusze komunistycznego państwa! – ja), bo osoby poszkodowane nie były Polakami, nie czuły się związane z Państwem Polskim, nie prowadziły żadnych działań na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, nie były związane z polskimi organizacjami antykomunistycznymi. (…) była to ludność cywilna (…) nie związana nawet z działaniami wojennymi, która nie zdawała sobie do końca sprawy, że znajduje się na terenie nowo powstałej Polski. (…) Tymczasem wspomniana ustawa o IPN, zgodnie ze swoją preambułą, stanowi, że celem powstania tej instytucji jest m. in. – zachowanie pamięci o ogromie ofiar, strat ,i szkód poniesionych przez Naród Polski w latach II w. ś. , patriotyczne tradycje zmagań Narodu Polskiego z okupantami, nazizmem i komunizmem oraz czyny obywateli dokonywane na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego i w obronie wolności oraz godności ludzkiej.

 Reasumując – przestępstwo było, przestępstwo popełnili funkcjonariusze Państwa Polskiego, ale nie była to zbrodnia komunistyczna, bo te 22 osoby, 22 Bolesławian, którym w imię Rzeczypospolitej Polskiej odebrano życie, którzy na mocy wyroków wydanych w imię Rzeczypospolitej Polskiej, stracili życie w polskich więzieniach, bo te następne 20 osób, które straciły zdrowie, odsiadując na mocy wyroków wydanych w imię Rzeczypospolitej Polskiej długoletnie wyroki, bo wszystkie te osoby, łącznie blisko stu mieszkańców Bolesławca i okolic, którzy zostali aresztowani i doświadczyli metod śledczych polskich ubeków nie mogą zostać uznani za ofiary zbrodni komunistycznych, bo byli Niemcami!

Kancelaria prawna Alexander Ilgmann reprezentowała jedynie czterech poszkodowanych, jedynie w imieniu czterech żyjących jeszcze, poszkodowanych przez Państwo Polskie, wystąpiła do IPN o uznanie swych mandantów  za ofiary zbrodni komunistycznej.

Gdyby dowiedzione czyny przestępcze uznano za zbrodnię komunistyczną, to termin przedawnienia, karalność tych czynów ustałaby najwcześniej w 2020 lub odpowiednio w 2030 roku. ( art. 4 pkt 1a Ustawy o IPN z 18.12. 1998[5])

Prokurator Przemysław Cieślik z IPN wszystkie te przestępstwa, których na mieszkańcach Bolesławca dopuściło się Państwo Polskie, które w kilku przypadkach posiadało cechy zbrodni zabójstwa, a w 8 przypadkach było ewidentnym mordem sądowym uznał jako pospolite przestępstwa.

Zacytuję dosłownie ostatni akapit z uzasadnienia do postanowienia o umorzeniu śledztwa.

cyt. – Uznając zatem w pełni przestępczy charakter czynów popełnionych przez funkcjonariuszy UB w Bolesławcu i Służby Więziennej we Wrocławiu w latach 1946-1948 na grupie niemieckich mieszkańców Bolesławca i okolic aresztowanych pod zarzutem przynależności do nielegalnej organizacji „Freies Deutschland”, należy wyłączyć ze znamion tego czynu pojęcie zbrodni komunistycznej. Tym samym (…) odpowiedzialności karnej podlega tylko ten, kto popełnia czyn zabroniony pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą  w czasie jego popełnienia, należy przyjąć że swoim zachowaniem sprawcy wyczerpali ustawowe znamiona znęcania określone w art. 246 kk[6] z 1932 roku (…), który obowiązywał na terenie Polski aż do roku 1969, (…). Czyn ten był zagrożony karą więzienia do lat 5 (pięciu) i zgodnie z art. 87 lit.c) kk z roku 1932 uległ przedawnieniu po upływie dziesięciu lat od jego popełnienia, a więc przyjmując datę graniczną 31 grudnia 1948 roku, bowiem z zeznań pokrzywdzonych wynika, że do końca 1948 roku opuścili oni więzienie we Wrocławiu, nastąpiło to 31 grudnia 1958 roku. W konsekwencji postępowanie prowadzone w tutejszej Komisji należy umorzyć na zasadzie art. 17 p. 2 kpk, czyli przy uznaniu braku znamion czynu zabronionego w postaci zbrodni komunistycznej.

Post scriptum

Dura lex, sed lex.

Czy aby na pewno? A może zwykła pokrętna kazuistyka?

Związek Sowiecki przyznał się do mordu na polskich oficerach po 50 latach od jego popełnienia – 13 kwietnia 1990 r. W komunikacie rządowej agencji TASS oficjalnie potwierdzono, że polscy jeńcy wojenni zostali rozstrzelani wiosną 1940 r. przez NKWD. Jako winni wskazani zostali wówczas komisarz NKWD Ławrientij Beria i jego zastępca Wsiewołod Mierkułow.

14 października 1992 r. Rosja przekazała Polsce część archiwaliów obarczających odpowiedzialnością za zbrodnię katyńską przywódców ZSRS z Józefem Stalinem na czele. Wśród dokumentów był rozkaz z 5 marca 1940 r., na mocy którego NKWD zamordowało prawie 22 tys. Polaków.

26 listopada 2010 roku 342 deputowanych rosyjskiej Dumy Państwowej opowiedziało się za przyjęciem uchwały, która potępia mord katyński i uznaje go za zbrodnię reżimu stalinowskiego.

Ale czy mimo owych gestów Rosjanie nie używają podobnej do ipeenowskiej argumentacji? Czyż podobnej argumentacji nie używają odmawiając uznania zbrodni katyńskiej za zbrodnię wojenną, zbrodnię ludobójstwa ( nie podlegającej przedawnieniu) ? Czyż Rosjanie też nie argumentują, że wymordowanie blisko 22 tyś. Polskich jeńców było jedynie pospolitym przestępstwem, przekroczeniem uprawnień służbowych?

Jak widać wszystko jest relatywne.

18 listopada 1965 roku pod koniec II Soboru Watykańskiego polscy biskupi wystosowali słynne orędzie do ich niemieckich braci w Chrystusowym Urzędzie Pasterskim

„ (…) W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu na ławkach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. (…)”

 Blisko siedemdziesiąt lat od haniebnego „sukcesu bolesławieckiej ubecji”, kierując się równie ludzkim duchem co polscy biskupi podczas obrad II Soboru

PRZEPRASZAM

Gerharda Haupta, ( † Horsta Kaese ), Heinza Ludwiga, Hansa Reimanna

 

[1] Art. 246. Funkcjonariusz publiczny lub ten, który działając na jego polecenie w celu uzyskania określonych zeznań, wyjaśnień, informacji lub oświadczenia stosuje przemoc, groźbę bezprawną lub w inny sposób znęca się fizycznie lub psychicznie nad inną osobą, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

[2] Art. 247. § 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą prawnie pozbawioną wolności, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

 [3] Art. 1. Ustawa reguluje:

 1) ewidencjonowanie, gromadzenie, przechowywanie, opracowywanie, zabezpieczenie, udostępnianie i publikowanie dokumentów organów bezpieczeństwa państwa, wytworzonych oraz gromadzonych od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r., a także organów bezpieczeństwa Trzeciej Rzeszy Niemieckiej i Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, dotyczących: a) popełnionych na osobach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości w okresie od dnia 1 września 1939 r. do dnia 31 lipca 1990 r.:

– zbrodni nazistowskich,

– zbrodni komunistycznych,

– innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne

 [4] 2. Zbrodnie wymienione w art. 1 w pkt 1 lit. a, popełnione na innych osobach niż obywatele polscy, są przedmiotem działania organów powołanych przez ustawę, jeżeli zostały popełnione na terytorium Państwa Polskiego.

 [5] 1a. Bieg terminu przedawnienia zbrodni komunistycznych, w rozumieniu art. 2, niebędących zbrodniami wojennymi lub zbrodniami przeciwko ludzkości, rozpoczyna się od dnia 1 sierpnia 1990 r. Karalność tych zbrodni ustaje po 40 latach, gdy czyn stanowi zbrodnię zabójstwa, oraz po 30 latach, gdy czyn stanowi inną zbrodnię komunistyczną. Przepisu art. 4 § 1 Kodeksu karnego nie stosuje się

 [6] Kto znęca się fizycznie lub moralnie nad pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy osobą małoletnią poniżej lat 17 lub bezradną, podlega karze więzienia do lat 5

 

moja prywatna opnia jest moją prywatną opinią pozaprocesową i zgodnienie z postanowieniem Sądu Najwyższego z dnia 4 stycznia 2005 roku (V KK 388/04) nie jest opinią w rozumieniu art. 193 k.p.k. w zw. z art. 200 § 1 k.p.k., i nie może stanowić dowodu w sprawie

 

Reply.Like

Kategorie:
cemoi07 · historia

Komentarze do Aschermittwoch w Bolesławcu

  • Pingback: Pamietajmy tych, których Władza zapomnieć każe | bobrzanie.pl – to co istotne w Bolcu, Bolesławiec, informacje, blogi, sport, rozrywka, humor, imprezy, wideo

  • Wie Pan. Źle jest, gdy trzeba interpretować swoje wypowiedzi, by zostały właściwie zrozumiane. (Żeby nie było wątpliwości, piszę tu o sobie.) Napiszę więc tylko, że niewłaściwie zrozumiał Pan to, co napisałem, a szczególnie w dwóch pierwszych zdaniach. No cóż, co zrobić.

    Bogdan Mazurkiewicz 15/02/2013 08:46 Odpowiedz
  • Panie Mazurkiewicz, nie chcę wchodzić w dyskusję, bo nie dla dyskusji, a jak Pan był mi kiedyś wytknął, z czysto mych belferskich zapędów to napisałem. Uważam bowiem, od samego początku uważałem, że przynajmniej na boberkach powinniśmy skupiać się na regionalnych sprawach, a nie na analu czy „tragedii smoleńskiej”.

    Nie chcę wchodzić w dyskusję, bo poruszony przeze mnie temat, ogrom wątków kołaczącego się mnie w głowie materiału, z naddatkiem wystarczyłby na dobrą i grubą pracę, co najmniej magisterską z prawa czy historii.

    Napisałem, iż umorzenie było kurizalne, dowiodło relatywizmowi jurycznemu i hipokryzji.

    Jak Panu zapewne jest wiadome, źródłem prawa w Polsce jest też orzecznictwo. Otóż ja twierdzę, że już pierwszy lepszy adwokat, no, może nie pierwszy, a bardziej lepszy, wnosząc zażalenie na postanowienie prokuratora, byłby w stanie doprowadzić do pozytywnego dla mandantów finału.

    Nie będę rozwijał wątku, bo znów musiałbym pisać kilkanaście godzin, wskażę tylko źródło, podstawę prawną i jeden króciutki cytat.

    Sprawa dotyczy orzeczenia Sądu Najwyższego – Postanowienie z dnia 4 grudnia 2001 r
    II KKN 175/99 odnośnie oddalenia kasacji jako niezasadnych.

    Wnioski złożyli pełnomocnicy Adama Humera i podobnych mu funkcjonariuszy bezpieczeństwa.
    Zacytuję jedynie fragment , a Panu i wszystkim zainteresowanym podaję link do Postanowienia SN i jego uzasadnienia.

    http://prawo.money.pl/orzecznictwo/sad-najwyzszy/postanowienie;sn;izba;karna,ik,ii,kkn,175,99,4016,orzeczenie.html

    cyt. – POSTANOWIENIE Z DNIA 4 GRUDNIA 2001 R.
    II KKN 175/99

    1. Niedopuszczalność zarzutu kasacyjnego z mocy prawa powoduje
    niedopuszczalność kasacji w części dotyczącej tego zarzutu.
    2. Czyny funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa publicznego, po-
    pełnione w okresie do 31 grudnia 1956 r., a polegające na znęcaniu się fi-
    zycznym lub moralnym nad osobami pozbawionymi wolności (art. 246 k.k.
    z 1932 r.), udziale w pobiciu osób pozbawionych wolności (art. 240 k.k. z
    1932 r.) czy nadużyciu władzy (art. 286 § 1 k.k. z 1932 r.), wyczerpują
    znamiona zbrodni przeciwko ludzkości określone w aktach prawa karnego
    międzynarodowego jedynie wówczas, gdy sprawcy działający w struktu-
    rach systemu państwa totalitarnego – o jakim mowa w art. 2 lit. a ustawy z
    dnia 6 kwietnia 1984 r. o Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Na-
    rodowi Polskiemu – Instytucie Pamięci Narodowej, obowiązującej do wej-
    ścia w życie ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Naro-
    dowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – posłu-
    gującego się na wielką skalę terrorem dla realizacji celów politycznych i
    społecznych, co najmniej aprobowali taki sposób realizacji polityki władz
    państwa popełniając te czyny brali tym samym świadomie udział w prze-
    śladowaniach ze względów politycznych.

    Przewodniczący: sędzia SN T. Grzegorczyk (sprawozdawca).
    Sędziowie SN: P. Hofmański (współsprawozdawca),

    W. Kozielewicz (współsprawozdawca).
    Prokurator Prokuratury Krajowej: J. Gemra.

    Sąd Najwyższy po rozpoznaniu w dniu 4 grudnia 2001 r., sprawy
    Adama H. i innych, skazanych z art. 246 i innych kodeksu karnego z 1932
    r. w zw. z art. 2a i 2b ustawy z dnia 6 kwietnia 1984 r. o Głównej Komisji
    Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – Instytucie Pamięci Na-
    rodowej (Dz. U. Nr 21 z 1984 r. poz. 98 ze zm.) z powodu kasacji, wniesio-
    nych przez obrońców skazanych od wyroku Sądu Wojewódzkiego w W. z
    dnia 3 lipca 1998 r., zmieniającego wyrok Sądu Rejonowego w W. z dnia 8
    marca 1996 r. 48

    1. pozostawił bez rozpoznania kasacje obrońców skazanych: Markusa K.,
    Tadeusza S., Tadeusza T., Leona M., Edmunda K. i Eugeniusza C. wo-
    bec ich cofnięcia; (…)
    2. pozostawił bez rozpoznania kasację obrońcy skazanego Adama H. w
    części dotyczącej wyroku sądu pierwszej instancji;
    3. pozostawił bez rozpoznania kasację obrońcy skazanego Romana L. w
    części dotyczącej zarzutu rażącej niewspółmierności kary;
    4. oddalił jako oczywiście bezzasadną kasację obrońcy skazanego Roma-
    na L. w części dotyczącej zarzutu oznaczonego w kasacji jako 2b;
    5. oddalił kasacje obrońców skazanych Adama H. i Romana L. w pozosta-
    łych częściach oraz kasację obrońcy skazanego Mieczysława K. w ca-
    łości (…).

    Panie Mazurkiewicz, nie chcę wchodzić w dyskusję, nie odważę się też zastosować doktryny Kalego jako argumentu w niej, ale po raz kolejny już , w stosunku do Pana, proszę o podanie argumentu popierającego pańską tezę.

    Myślę, że znakomita większość bobrzan jest przynajmniej tak ineliegntna jak ja, i juz krótką pańską egzemplifikację odczyta jako wprowadzenie do szerszego dowodzenia.

    Rozumiem, że porównanie 22 tyś ofiar zastrzelonych w piwnicach, strzałem z pistoletu w potylicę, zestawione z 8 ofiarami zastrzelonymi w podobny sposób w magazynie przy Kleczkowskiej, dla Pana może być świętokradztwem, ale dla mnie, to bez znaczenia. Podobną dewizą kierują się członkowie Kapituły Jad wa-Szem przyznając Medal Sprawiedliwy wśród Narodów Swiata.

    Pan był raczyć znów, ot tak sobie, rzucić w wentylator, powiedział Pan, że Rosjanie mataczą. Ja uważam, że Oni działają zgodnie z obowiązującym u nich prawem, w granicach ich prawa i w imieniu … swoich interesów.

    Mataczenia tam nie ma. Proszę podać choć jeden przykład, a jeżeli nie, to przynajmniej proszę odstawić ten wentylator.

    … a co do mego gestu, to bardzo proszę darować sobie zbędny sarkazm. Jest to gest zwykłego bolesławieckiego Przechodnia, gest na który nie stać ani Prezydenta Miasta, ani Proboszcza Parafii, ani nikogo z władz samorządowych klękających co niedziela po hostię w kościele Sauera.

    Niech Pan i cała reszta “prawdziwych’, szczególnie katolików, spróbuje choć raz zrozumieć głębię wielkiej ewangelicznej mądrości – ” (…) i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.”

    cemoi07 14/02/2013 22:43 Odpowiedz
  • Doceniam Pana gest, tym bardziej, że przeprasza pan w swoim imieniu. Choć nawet myślę, że jest on godzien poparcia. Z pewnością już jednak dyskusyjne jest porównanie tej sprawy do rosyjskich matactw.

    Przyznam, że nie rozumiem uzasadnienia tego wyroku IPN-u, gdy w Art. 4. 2. Ustawy o IPN-ie jest napisane: “Zbrodnie wymienione w art. 1 w pkt 1 lit. a (m.in. komunistyczne – mój przypis), popełnione na innych osobach niż obywatele polscy, są przedmiotem działania organów powołanych przez ustawę, jeżeli zostały popełnione na terytorium Państwa Polskiego.” Trzeba by więc poznać wykładnię tego przepisu.

    Jeśli jednak faktycznie nie ma formy prawnej do uznania przestępstw totalitarnego aparatu władzy wobec niemieckich cywilów za zbrodnię komunistyczną, to może warto zastosować jakieś inne wyjście? Może należałoby odwołać się do moralnego zadośćuczynienia? Zresztą tu powinno działać wyłącznie indywidualne rozpatrywanie spraw.

    Porównanie z rosyjskim przyznawaniem-nieprzyznawaniem się do winy za Katyń nie wytrzymuje próby, ponieważ tam z premedytacją dokonuje się matactw tylko i wyłącznie dla uzyskania efektów politycznych i propagandowych. IPN natomiast trzyma się, jak rozumiem, litery prawa. Zawężenie zakresu ofiar komunistycznych zbrodni polskiego aparatu terroru do Polaków jest może celowe (w innym wypadku Polska musiałaby też chyba odpowiadać za ’68 w Czechosłowacji)? Sens tych zbrodni nie wyczerpuje się bowiem w tym, że popełniali je funkcjonariusze totalitarnego państwa. Prawne formuły rządzą się swoim porządkiem, ale szczególne potraktowanie (ono przede wszystkim dotyczy dłuższego okresu przedawnienia) przestępstw komunistycznego aparatu władzy wydaje się mieć sens wtedy, gdy rozumie się je jako zbrodnię przeciwko narodowi.

    Bogdan Mazurkiewicz 14/02/2013 21:42 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

The maximum upload file size: 10 MB. You can upload: image, video, other. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

pl_PLPolish
Przeczytaj poprzedni wpis:
Obiektywnym Okiem Obiektywnych

Zapraszamy na wernisaż wystawy Stowarzyszenia Fotograficznego OBIEKTYWNI pt."Obiektywnym Okiem". Wernisaż odbędzie w 15 lutego o […]

Zamknij