Mar 23, 2021
635 Wyświetleń
1 0

Subiektywnie o Tomisławiu

Napisany przez

Zasadniczo spacer niedzielny miał być po zachodniej stronie Tomisławia, ale nie da się pominąć dużo poważniejszych zagadnień.

Kwisa jest historyczną granicą pomiędzy Śląskiem a Górnymi Łużycami. Dziś nikt nad nią się nie zastanawia, ale od wojny trzydziestoletniej była to granica wolności religijnej. Ślązacy w większości zostali jej pozbawieni i chcąc uczestniczyć w nabożeństwie musieli udawać się za granicę. Bolesławianie chodzili do Tomisławia. Mało kto dziś jest świadom, jak wielki wpływ na miasto mieli tamtejsi pastorzy. Cały kompleks dawnego sierocińca i różnych typów szkół powstał za sprawą nurtu religijnego, który gościł w tej wiosce.

Cała historia zaczyna się w Halle i trwa całkiem sporo lat, choć mówi się o niej chwilę. Tam działał Filip Jakub Spenner. Stworzył on podstawy pietyzmu – nurtu religijnego w którym nie ważna była zewnętrzna pobożność a konieczna czynna wiara i postępowanie według jej zasad. Członkowie tej wspólnoty wzajemnie inspirowali się do doskonalenia religijnego bez obecności duchownych.

Ważne było czynienie dobra i jeden z pietystów – August Hermann Francke założył w 1695 r., w Glauchau koło Halle  sierociniec. Z tymi ideami zapoznał się jeden z pomocników tomisławskiego pastora – Daniel Gottlieb Medrian (na Śląsku pisany jako Mäderjan). Nie cierpiał go bolesławiecki proboszcz, twardy reakcjonista katolicki Mentzel. Doprowadził do uchwalenia przez władze miasta zakazu uczęszczania do Tomisławia. Ale na nic się to zdało, ludzie szybko zignorowali to zarządzenie. Medrian zainspirował hrabiego Promnitza do stworzenia w wiosce sierocińca. Stało się to w 1725 r. A cztery lata później w sierocińcu pojawił się już całkiem dorosły i niepiśmienny Gottfried Zahn. Osierocony, został wychowany przez kuzyna z Bolesławic. Załatwił on niepiśmiennemu podopiecznemu zwolnienie z poddaństwa miejskiego i ten mógł w końcu rozpocząć naukę.

Nieco wcześniej, bo w 1721 r. łużycki hrabia von Zinzendorf poznał w Leuba pastora Johanna Andreasa Rothe. Przypadli sobie do gustu i ksiądz pastor znalazł się wkrótce w Berthlsdorfie. Za jego sprawą rok później, obok tej wsi, powstała na surowym korzeniu osada dla religijnych uciekinierów z ziem czeskich. Tak powstało miasteczko Herrnhut. A w dalszym ciągu historii osada Jednoty Braterskiej – Godnów, dziś część Kruszyna (tu polecam tekst  Krzysztofa Stanisława Skopa).

Po kilkunastu latach doszło do rozbieżności pomiędzy Zinzendorfem a Rothe i drugi z nich znalazł się w 1739 r. w Tomisławiu. Utrzymywał również kontakty z bolesławianami i wiedział, co się dzieje w mieście. Gdy w 1748 r. zmarł pastor Schirmer polecił na jego miejsce młodego, bo zaledwie dwudziestotrzyletniego Woltersdorfa. A ten też był przesiąknięty ideami pietystycznymi, co było zresztą jednym z zarzutów pod jego adresem i procedura powołania na wakujące stanowisko przeciągnęła się o kilka miesięcy. Kilka lat później wsparł Zahna w jego działaniach o których mowa niżej i został dyrektorem sierocińca.

Zanim się to jednak stało pisaty i czytaty Zahn rozpoczął w 1744 r. w swoim domu nauczanie swoich i sąsiedzkich dzieci. Ale po kilku latach ta dobroczynna działalność spotkała się z dezaprobatą miasta i zakazano jej. Ponieważ zignorował to, wsadzono go wraz z nauczycielem w 1752 r. do więzienia. To nie były już przelewki. Rozpoczął więc starania o królewską zgodę. Pomijając szczegóły oficjalnie szkoła ruszyła 14 III 1754 r a 18 III pierwsze dwie sieroty znalazły opiekę w jego domu. Z upływem lat instytucja rozrosła się do sporego kompleksu, którego budynki służą szkolnym celom do dziś.
Ogólnoświatowa pajęczyna daje dostęp do tak wielkiej ilości materiałów, że można by bardzo długo pisać. Ale na tym koniec historii bolesławieckiej, teraz czas wrócić do Tomisławia. Pastor Rothe dożył w Tomisławiu kresu swoich dni. Zmarł 6 VIII 1758 r. i został pochowany na przykościelnym cmentarzu. Zachował się jego ozdobny i bogaty w opis nagrobek. Jedno z cyfrowych źródeł podaje, że ufundowała go wdzięczna Jednota Braterska z Herrnhut osiemdziesiąt lat po śmierci. Patrząc jednak na jego barokową formę mam pewne wątpliwości. Może chodzi raczej o upamiętniającą go tablicę w Berthelsdorfie, która jest w niemieckiej wiki?

W zwieńczeniu płyciny jest kielich na Biblii. Towarzyszy im fragment Drugiego listu do Tesaloniczan, 2,16. Te trzy elementy wskazują na jego funkcję. Poniżej znajduje się symbolizująca nadzieję kotwica. I słowa religijnej pieśni „Ich habe nun den Grund gefunden, der meinen Anker ewig hält.” A to już jest szanowana pieśń autorstwa Rothego, która była inspiracją dla J. S. Bacha. Taka prowincjonalna ciekawostka. A rozbudowana inskrypcja poniżej to opis jego życia, wykaz funkcji a nawet odrzuconych propozycji.

Dokoła jest jeszcze nieco więcej intrygujących płycin i nagrobków, niejedna z nich może stać się podstawą opowieści. Choćby intrygujące nazwisko Werner podpowiada możliwą historię geologiczną.

A kościół w którym pracowali zasłużeni pastorzy? Przeszedł dwie przebudowy po pożarach i zmianę wyznawców. Dość proste wnętrze protestanckiego kościoła zostało przekształcone na katolickie. Łatwo rozpoznaje się to po ołtarzu i wizerunkach Marii. Pomijaną ciekawostką jest dawna chrzcielnica, którą zdegradowano do aspersorium.

Jest to stojąca w kruchcie piaskowcowa kolumienka z misą na święconą wodę. Właśnie misa świadczy o dawnym przeznaczeniu . Na jej obrzeżach jest wygrawerowany fragmentem ewangelii św. Marka: Lasset Kindlein zu mir kommen und wehret ihnen nicht – Pozwólcie dziatkom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im. Tłumaczenie odbiega od katolickiego, ale wynika to z kontekstu miejsca. Ponieważ jest to wyposażenie kościoła protestanckiego, stąd tłumaczenie z Biblii Towarzystwa Biblijnego. Pierwotnie stała gdzieś w okolicy ołtarza i ambony. Tworzyły one tzw. trójdźwięk liturgiczny.

Kolejna biblijna ciekawostka znajduje się na wolno stojącej wieży. Nad wejściem do niej jest kamienna tablica, którą prawdopodobnie w całości zapaćkano zaprawą (tak, jak epitafia na północnej ścianie kościoła), ale po jej bokach są mniejsze płyciny z fragmentami pisma świętego. Po lewej jest fragment Księgi Izajasza 55,6: Szukajcie Pana, dopóki można go znaleźć, wzywajcie go, dopóki jest blisko! (wg tłumaczenia Towarzystwa Biblijnego)
Prawe jest natomiast nieco zagadkowe. Oryginał ma następujący zapis: LASTVNSGEN HIMMEL RVFFEN SO WIRD VNS DER HERR GENEDIG SEIN MACCAB 1. Siglum wskazuje na Pierwszą Księgę Machabejską, ale brakuje numeru wersu i do tego jest to językowo archaiczna wersja. Drugi problem wiąże się z biblijnym kanonem. U protestantów, jak i u Żydów, ta księga nie wchodzi w jego skład. Znaczyłoby to więc, że pochodzi ona sprzed 1525 r., gdy parafię przejęli zwolennicy nowego obrządku lub mieszkańcy z pastorem nie byli aż takimi ortodoksami. Tak więc w tym przypadku nie pozostaje nic innego jak podać tłumaczenie za Biblią katolicką: A teraz wołajmy do Nieba, może okaże nam przychylność 1 Mch 4,10.

Można by tak jeszcze długo o funkcji kościoła ucieczkowego, o kościele granicznym zwanym „die Bunzlauer Kirche”, bramce bolesławieckiej, ale dość tych świętości. Bo jest jeszcze okolica Tomisławia. Impulsem do spaceru była inicjatywa „Wspólny las”. Bory Dolnośląskie są raczej uprawą desek i opału. Bliska wioski część została dość mocno zmeliorowana, gdy wody było pod dostatkiem. A nadmiarowi tej wody zawdzięczano powstanie źródła utrzymania dla wielu mieszkańców. Były to torfowiska. Ich pozostałością jest sporych rozmiarów regularny zbiornik wodny przecięty groblą. Nosił on nazwę Breites Bruch – Szeroki Łom. W 2003 r. w Przyrodzie Sudetów Zachodnich ukazał się artykuł o walorach przyrodniczych gminy Osiecznica. Z racji występowania w jego otoczeniu rosiczki pośredniej i gnidosza rozesłanego, postulowano w nim utworzenie w tym miejscu rezerwatu. Ale jak to w Polsce, rezerwatu ciągle nie ma. Bywają na tym terenie również żurawie. Klangor słyszalny jest na setki metrów, z bliska można było obejrzeć na śniegu ich świeże tropy.

Ale niedaleko od torfowiska znajdują się dwie spore ciekawostki geologiczne. Pierwsza z nich to Siwy Kamień lub Wielki Głaz, zwany po niemiecku Grosser Stein. Jest to wychodnia piaskowca, wystająca około dwa metry ponad poziom gruntu.

Jeszcze jest na niej widoczny napis wykonany przez dawnych miłośników okolicy Bolesławca z Oddziału Miejskiego PTTK. Takowy był na Hanki Sawickiej. Pamiętam ciemne wnętrze, gdy chciałem wstąpić do Straży Ochrony Przyrody. Kilkanaście lat temu napis był już nieco wyblakły, ale były jeszcze resztki oznakowania szlaku z Zebrzydowy do Bolesławca. Dziś ślad po nim niemal zupełnie zaginął. Odnalezienie kamienia ułatwia mapa PPWK sprzed niemal trzydziestu lat.

 

Ale poza dawnym szlakiem i nie oznaczany na polskich mapach jest Badewannenstein. W jego lokalizacji pomoże już tylko Messtischblatt lub opis. Znajduje się naprzeciw skutego pomnika, na którym uwiecznia się jakiś zabłąkany powstaniec z ostatniej wojny.


To jest piękny kawałek skały z okresu, gdy okolica była pokryta masą lądolodu, który z północy niósł z sobą małe co nieco. Wanienny Kamień ma wymiary około 6×5,5 metra a jego wysokość wynosi około trzy metry. Nad grunt wystaje zaledwie 180 cm, reszta jest w ziemi. A dalej na północ jest jeszcze Biały Kamień i całe mnóstwo pomników do weryfikacji oraz może pozostałości zagród w których trzymano zwierzynę pod hrabiowskie dwururki.

Ponieważ z każdego wyjścia w teren wracam zawsze jak narodowy śmieciarz, w plecaku zagościło kilka plastikowych butelek, puszek, gazetka reklamowa i osłony na drzewka, które radośnie zakładają leśnicy. Tak to jest, że drzewa rosną, osłony spadają i ulegają rozkładowi na mikroplastik. Zdaje się, że tym żaden gajowy ani leśniczy już się tym nie przejmuje. Ot, śmieć. Tyle ich dookoła leży, to kilkadziesiąt więcej nie stanowi żadnej różnicy. Dla mnie stanowi, kilka zebrałem.

Tadeusz Łasica

ps. więcej o poruszonych tematach w następujących źródłach:
Kościoły graniczne i ucieczkowe: Grenz- und Zufluchtskirchen, Kościoły graniczne i ucieczkowe w krajobrazie kulturowym pogranicza śląsko-łużyckiego i ziemi legnickiej
Życiorys Rothe i Woltersdorfa: So entstanden bekannete Lieder
Życiorys Woltersdorfa: Schlesischer Gottesfreund Nr. 9, September 2016
Historia sierocińców w regionie: Sulechów na przestrzeni wieków

Tagi artykułu:
·
Kategorie:
Łasica

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

The maximum upload file size: 10 MB. You can upload: image, video, other. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

pl_PLPolish
Przeczytaj poprzedni wpis:
Sprzedajemy tylko pewne auta

- Jesteście na rynku już od czterech lat, czego dowiedziała się pani przez ten czas […]

Zamknij