Mar 29, 2021
500 Wyświetleń
2 1

Do Białego Kamienia

Napisany przez

Z czeska mówiąc, „na kole”, można zwiększyć zasięg wypraw. Przypadkowo przy wyjeździe z Bolesławca nasunęły się niezbyt wesołe myśli, które miały swoją kontynuację. Po wiadukcie toczył się długi skład towarowy. Z mostu przed Dobrą zobaczyłem ładunek w węglarkach. Teraz można je nazwać raczej drewniarkami. Równiutko pocięte na szerokość wagonów kłody. Czy jechały do spalenia w Turowie, do Niemiec lub do Żar nie wiadomo. Ale lasy idą pod piły równo i nie da się tego nie zauważyć.

Trasa wiodła do ciągle intrygującego Tomisławia. Choćby z racji zupełnie innego wyglądu niż krajobrazy ze śląskiej strony Kwisy. Stare domy są raczej bez konstrukcji szkieletowych, obłożone szkliwionymi, kolorowymi cegłami, które pochodziły prawdopodobnie z Ołdrzychowa. Widząc stare, nie mogę zbytnio patrzeć na te dziwolągi budowane po nastaniu wolności architektonicznej, z n-krotnie łamanymi dachami i udziwnieniami, tak by każdy wiedział, że inwestor bogaty był.

Kręcąc pedałami oczom nie umknął jakże polski widok. Na dachu inwestycja za ponad 20 tys. a przed domem, oczywiście za drogą, kupka gałęzi, stare krzesło i odrobina śmieci. Stos odpadopalny. Jeszcze gorsza dziura w drodze zasypana starym azbestem. Pamiętam reportaż o okolicy fabryki eternitu, gdzie wszystkie drogi wyrównywano tym świństwem. I sporo osób dziwnym trafem chorowało na raka płuc. Jakoś ta wiedza ciągle nie może dotrzeć do niektórych.

Ale w końcu zaczął się las. Choć do prawdziwego lasu mu daleko. Bardzo mnie zastanawia, jak on wyglądał 70 lat temu. Dziś jest to monokulturowa uprawa sosen. Zdziwiło mnie, że w ramach przecinki (mówiąc potocznie) usuwa się wszystkie brzozy, jakie się rozsiały. Bo pamiętam leśniczówkę z Miał w Puszczy Noteckiej. Leśniczy gasił pożar w wiosce obok a gdy wrócił do domu, to nie miał już lasu. Zabudowanie przetrwało tylko dlatego, że było obsadzone brzozami; wilgotne liście nie przepuściły ognia. Teraz o tym chyba nikt nie myśli. Wielką odmianą było dotarcie do Ośnicy lub Długiego Brodu. Która nazwa jest prawidłowa temu konia z rzędem. Pierwsza jest na mapach, druga na geoportalu. Obniżenie terenu i wilgoć zupełnie odmieniają krajobraz. W sosnowej monotonii, z daleka, widać rozłożyste, stare dęby. A obok nich trójpniowa sosna z dębem. Rosną sobie korzeń w korzeń i pień w pień.

Głównym celem wyprawy było odnalezienie Białego Kamienia i weryfikacja pomników leśnych. I po latach w końcu mam  triadę. Od południa: Grosser Stein, Badewannenstein, Weißer Stein. Na niemieckich mapach sprawa była jasna. Na polskich już nie podejmuję się wyjaśniania, bo co mapa, to inne kwiatki. Włącznie z rozmnożeniem kamieni w 2015 r. Są więc Wielki Głaz, Siwy Kamień, Szary Kamień, Wiatrowe Skały i Biały Kamień.

Ostatni jest najmniejszy z trójki, ale też na swój sposób ciekawy. Zbudowany jest, jak mniemam po oglądzie niegeologicznym okiem, z piaskowca z bardzo dobrym lepiszczem. Na tyle twardy, że ładnie został obrobiony przez wiatry wiejące w okresie zlodowacenia i powstał graniak. Na jego powierzchni doskonale widać, że wiatry wiały też z zachodu, bo przed krawędzią, po nawietrznej stronie pokryty jest podłużnymi wyżłobieniami.

Niedaleko od niego był przed laty Krzyż Altmanna. Nie ma po nim żadnego śladu, za to jest podbitka, gumy i plastiki z samochodu Altmanna. Dobrze już wrosły w runo leśne, co jest doskonałym dowodem na to, jak zarządzający lasami państwowymi dbają o swoje gospodarstwo. Jest to też przykład na bylejakość państwa. Bo dopóki osoby fizyczne będą mogły sprzedawać na złom wraki samochodowe, dopóty po lasach, polach i rowach będą się walały takie śmiecie.

Następny w planie był kamień pamiątkowy (Gedenkstein). Ten nie zniknął, choć został rozbity, zatarty, poryty i ostrzelany. Upamiętniał wizytę króla i cesarza w jednej osobie. Ta odbita część jest bardzo dobrze czytelna, gorzej z częścią w ziemi. Ale resztki wykutej inskrypcji wskazują na myśliwskie dokonania. Z pewnością miał do czego strzelać, bo w tym rejonie było sporo paśników oraz zagród w których hodowano zwierzęta. Robiono to po to, żeby zwierzyna dobrze rosła i stanowiła tym samym pierwszorzędne trofeum.

Stamtąd pociągnęło znowu do Górnej Smolarni. Na mestischblatach jest oznaczana jako leśniczówka, ale czasem trzeba zagłębić się nieco w księgi, żeby odkryć coś starszego. W 1845 r. Ober Pechofen opisano jako Pechbrennerei, czyli miejsce wytwarzania smoły drzewnej. Czy były tam już piece z podwójnymi ścianami czy specjalnie przygotowywane doły? Nie wiadomo, może badania archeologiczne odpowiedziałyby na to pytanie, ale kto by się tym chciał zajmować?
W każdym razie dawne rzemiosło nadało nazwę leśnictwu. Pięknie prezentuje się na kilu zachowanych zdjęciach. A po wojnie spotkał je los, o którym mówią znalezione w ściółce artefakty. 

Czerwony kur strawił, co palne. Dzieła zniszczenia dopełniły ludzkie ręce. Potem gruzowisko zajęły drzewa. Wiadomo, że na gruzie nic dorodnego nie urośnie. Ale i te drzewa są skazane na wycięcie. Poznaczone zielonym i pomarańczowym sprayem. Chciałbym, żeby mnie kiedyś jakiś prawdziwy leśnik (nie uprawiacz lasów), bo poznałem też takich,  uświadomił z ich znaczeń: zielone poziome, skośne, pomarańczowe i litery E, które są na starych lipach przy drodze. Według mej karmionej ekologizmem głowy (polecam komiks  wydawnictwa Dwie siostry: Którędy do Yellowstone) aż się prosi, żeby zostawiać takie kawałki dla ptaków, owadów, grzybów i porostów. Ale znowu liczy się tylko kasa.
Taki bardzo dobry przykład życia biologicznego jest nieopodal Smolarni.

Stary dąb, który pozostawiono samemu sobie. Jak ładnie próchnieje i szaleją w nim małe stwory. Obok zaś geologia. Odkryta przypadkowo. Gdy ma się w ręce mapę z poziomicami, porównuje się okolicę z odwzorowaniem. I niewielkie wzniesienie zaznaczone przez kartografów, natychmiast pozwoliło ustalić pozycję. Jakież było zdziwienie, gdy okazało się, że droga przechodząca przez nie została nieco wgłębiona i poszerzona. Teraz widać ładnie warstwy jakie nanosiła woda płynąca po lodowcu.

Podziwiam tych, którzy na ich podstawie odczytują, co działo się przed tysiącami lat. Za jakiś czas tych warstw nie będzie, bo gospodarują nimi LP, które w tym miejscu urządziły sobie miejsce do podbierania piasku do uzupełniania dróg w całej okolicy.

Po przeciwnej stronie Smolarni był kolejny pomnik. Nie ma po nim śladu, chyba, że był nim polodowcowy głaz, który  przewrócono napisem do ziemi? Zbliżając się do Tomisławia znowu ukazał się przerażający obraz niedbałości i polskiego śmieciarstwa. Niewielkie zagłębienie z wodą, wypełnione śmieciami.

Zastanawiające, ilu gospodarzy lasu widziało to i nie zareagowało? Sam tego śmiecia nie wywiozę, ale moja fura na koniec wyglądała tak jak na kończącym tekst zdjęciu. Tak więc pamiętaj turysto! Jeśli skorzystasz z tego teksu, wyczyść trochę swoją domowiznę (takie moje spolszczenie Heimat-u).

Tadeusz Łasica

 

 

Kategorie:
Łasica

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

The maximum upload file size: 10 MB. You can upload: image, video, other. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

pl_PLPolish
Przeczytaj poprzedni wpis:
Festiwal Youtube Dni Kultury w BOK-MCC

Odkryj magię teatru w BOK-u-MCC w Bolesławcu Już w najbliższy weekend, z okazji Międzynarodowego Dnia […]

Zamknij