gr. 15, 2022
1086 Wyświetleń
1 0

Przymusowe wysiedlenia Niemców z powiatu bolesławieckiego (1945-1947)

Napisany przez

Poniższy artykuł mojego autorstwa pochodzi z „Rocznika Bolesławieckiego 2021” i jest przedrukowany na portalu bobrzanie.pl za zgodą redakcji Rocznika. 

Przymusowe wysiedlenia Niemców z powiatu bolesławieckiego, do których doszło w latach 1945–1947, były częścią znacznie większego, międzynarodowego procesu. Niemców przesiedlano nie tylko z Polski, ale też z Czechosłowacji, Węgier i Jugosławii, co było następstwem klęski Niemiec w II wojnie światowej oraz licznych zbrodni, jakie Niemcy popełnili w jej trakcie. Do Polski wcielono szereg niemieckich wówczas terytoriów (ówczesna polska propaganda określała je przez wiele lat jako tzw. Ziemie Odzyskane), a zamieszkujący je Niemcy zostali wysiedleni w ramach dwóch operacji. Pierwsza z nich, nazywana „wysiedleniami wojskowymi”[1] lub „dzikimi wypędzeniami” (określenie niemieckie), miała miejsce już na początku lata 1945 r. i była rezultatem uchwały Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej (PPR) z 26 maja 1945 r. Dokument głosił konieczność usunięcia z Ziem Odzyskanych wszystkich zamieszkujących je Niemców w przeciągu roku i zastąpienia ich polskimi osadnikami[2]. Na Dolnym Śląsku, którego dalsze losy nie były jeszcze rozstrzygnięte (o przyłączeniu tego regionu do Polski zdecydowała dopiero konferencja Wielkiej Trójki w Poczdamie), polskie władze zaczęły prowadzić politykę faktów dokonanych – w niektórych powiatach wojsko i administracja cywilna zaczęły organizować pospieszne, przymusowe wysiedlenia ludności niemieckiej. Nie miały one trwałych rezultatów, ponieważ wielu wysiedleńców szybko wróciło do swych domów. Zorganizowana akcja wysiedleń Niemców z Polski rozpoczęła się po 14 lutego 1946 r., gdy uzgodniono warunki i procedury ich relokacji do brytyjskiej strefy okupacyjnej w Niemczech[3]. Niektórzy byli kierowani także do strefy sowieckiej, jednak największa ich część miała być przyjęta właśnie przez Brytyjczyków. Operacja nosiła kryptonim Swallow (pol. Jaskółka) i rozpoczęła się już sześć dni po podpisaniu stosownej umowy polsko-brytyjskiej. W ramach operacji wyznaczono kilka tras kolejowych, którymi Niemcy byli wywożeni z Polski; na Dolnym Śląsku najważniejszą rolę odgrywała trasa do Marientalu i Alversdorfu, przechodząca przez węzeł kolejowy w Węglińcu (znanym wówczas jako Kaławsk)[4].

Rozważając historię powojennych wysiedleń, wspomnieć należy o Niemcach uciekających zimą 1945 r. ze Śląska i okupowanej Polski przed nacierającą Armią Czerwoną. Nazistowska propaganda zapewniała, że żaden czerwonoarmista nie przekroczy granic Śląska[5], lecz wielu Niemców nie dawało jej wiary. Przez ówczesny Bunzlau przechodziły wówczas liczne kolumny uchodźców, a gdy 8 lutego 1945 r. pierwsi sowieccy żołnierze dotarli do granic powiatu bolesławieckiego, rozpoczął się masowy exodus jego mieszkańców. Jak wspominała ówczesna mieszkanka Kraśnika Górnego, Erika Rönsch, zdołała ona uciec wraz z rodziną ze swojej wsi dopiero 10 lutego – kilka godzin przed zajęciem miejscowości przez Sowietów – a lokalne władze ogłosiły ewakuację zaledwie dzień wcześniej[6]. Tego samego dnia, około godziny 22.00, w bolesławieckim Zakładzie Szkolnym im. Gottfrieda Zahna (czyli w istniejącym od 1754 r. Królewskim Sierocińcu, którego nazwa uległa zmianie w 1938 r.) wciąż znajdowali się jego ostatni uczniowie, wcieleni do Volkssturmu. Gdy spożywali kolację, do sierocińca wbiegł młody człowiek, alarmując że Sowieci dotarli już do Dworca Wschodniego i znajdują się niecały kilometr od zabudowań zakładu. Uczniowie niezwłocznie ewakuowali się w kierunku Jeleniej Góry, a ostatni dyrektor placówki, dr Oskar Hempel, uciekł z miasta dopiero następnego dnia[7]. Kilka godzin później Armia Czerwona stanęła u bram miasta, zajmując je w przeciągu doby bez poważniejszego oporu ze strony wojsk niemieckich, cofających się w kierunku Zgorzelca.

II wojna światowa zakończyła się w maju 1945 r., a Niemcy, którzy zimą uciekli ze swoich domów, zaczęli do nich powracać, mieszając się z masami Polaków i jeńców wojennych różnej narodowości, również powracającymi w rodzinne strony[8]. Michał Czarnota-Bojarski, który 9 maja 1945 r. przybył do Bolesławca na czele Grupy Operacyjnej Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, obserwował w całym powiecie „b. silny przepływ ludności niemieckiej”[9], co świadczy o masowości tego zjawiska. Jego skala generowała poważne problemy w aprowizacji całego regionu, odczuwalne do tego stopnia, że dotyczyły nawet sowieckiej komendantury wojennej. W drugiej połowie maja Czarnota-Bojarski oceniał, że Niemców powracających na podległy mu teren stale przybywa, zarządził więc rejestrację znajdujących się wśród nich fachowców. Byli oni niezbędni do ponownego uruchomienia lokalnych zakładów przemysłowych, wobec niewielkiej liczby ludności polskiej[10]. Na początku czerwca Czarnota-Bojarski wskazywał, że do Bolesławca powróciło 3008, a do okolicznych miejscowości – ok. 6000 osób[11]. Rozpoczęto spisywanie obecnych wśród nich fachowców, takich jak szewcy, malarze, murarze, kamieniarze, garncarze, elektromonterzy, ślusarze czy wulkanizatorzy[12]. Jednym z ważniejszych specjalistów okazał się inżynier Artur Kühne[13], który w czerwcu 1945 r. (pod nadzorem komendantury wojennej) uruchomił elektrownię wodną w Kraszowicach i miejskie wodociągi. Czerwonoarmiści dążyli do zaopatrzenia w wodę i prąd przede wszystkim swoich obozów i koszar, więc polscy urzędnicy powierzyli Kühnemu także zarząd nad zaopatrywaniem w te media całego Bolesławca, chcąc choć w części mieć kontrolę nad jego działaniami[14].

W powiecie bolesławieckim doszło do co najmniej dwóch tzw. „dzikich wypędzeń”, zainicjowanych pod koniec czerwca 1945 r. przez dowództwo stacjonującej w Lubaniu dywizji piechoty. Poinformowane o nich władze cywilne nie sprzeciwiły się temu, lecz podjęły pilne działania mające na celu zatrzymanie w powiecie niezbędnych fachowców i ich rodzin; ostatecznie na sporządzonych przez Michała Czarnotę-Bojarskiego listach znalazło się ok. 700 nazwisk[15]. 23 czerwca 1945 r. w Bolesławcu rozwieszono afisze nakazujące wszystkim Niemcom zgromadzenie się następnego dnia o godzinie 10.00 na Rynku. Gdyby ktoś odważył się sabotować to zarządzenie, groziło mu rozstrzelanie[16]. Niemcy usłuchali nakazu i po wyłowieniu z ich grona grupy fachowców zostali przeprowadzeni ulicą Prusa w kierunku Zgorzelca. Wielu z nich wiozło swój dobytek – a właściwie to, co zdołali wynieść ze swoich domów i co nie zostało im wcześniej zrabowane – na różnego rodzaju wózkach, nawet dziecięcych[17]. Te dramatyczne wydarzenia zostały krótko opisane w jednym z raportów Czarnoty-Bojarskiego, nadsyłanych do dolnośląskiej centrali Grupy Operacyjnej Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów i Ministerstwa Przemysłu od maja do września 1945 r., tymi słowami: „Nazajutrz w niedzielę cała ludność niemiecka zebrała się punktualnie o 10-tej godzinie na Rynku, gdzie urzędnicy starostwa oraz naszej grupy wydzielali fachowców, wydając im prowizoryczne zaświadczenia. (…) Przebieg wysiedlania był stosunkowo zadawalniający, gdyby nie pośpiech, który nie pozwolił na należycie obmyślane sporządzenie listy [fachowców – D.G.]”[18].

Osobnej akcji podlegali Niemcy zamieszkujący na zachód od głównej drogi z Bolesławca do Szprotawy oraz na północ od szosy Bolesławiec-Złotoryja[19], jednak nie znamy dokładnej daty tego wydarzenia. Obie akcje wysiedleńcze nie doprowadziły do trwałego usunięcia Niemców z regionu – już na początku lipca 1945 r. część z nich zaczęła powracać. Co prawda 6 lipca niektórzy ponownie zostali wypędzeni[20], lecz to również nie przyniosło trwałych rezultatów. Znaczną falę powrotów ludności niemieckiej odnotowano w pierwszej połowie sierpnia 1945 r., a wśród powracających znaleźli się m.in. właściciele lokalnych zakładów przemysłowych. Aby zachować kontrolę nad Niemcami zamieszkującymi Bolesławiec, Zarząd Miejski opracował skorowidz, w którym wymieniono z imienia i nazwiska 943 osoby, podając także ich adresy i wiek[21]. Dokument ten powstał najpewniej w lipcu lub sierpniu 1945 r., ponieważ dane Urzędu Wojewódzkiego Wrocławskiego z dnia 1 października 1945 r. wskazują, że Bolesławiec zamieszkiwało już 3063 Niemców (wobec 996 Polaków)[22], a 15 listopada było ich 3207 (wobec 1310 Polaków)[23]. Co ciekawe, w listopadzie 1945 r. w wielu okolicznych wioskach wciąż mieszkali wyłącznie Niemcy – jako przykłady można wymienić Lubków, Mierzwin, Parową i Szczytnicę[24]. Miejscowości zamieszkałe głównie przez Polaków należały do rzadkości (były to Dąbrowa Bolesławiecka, Golniczki, Kraśnik Dolny, Lubkówek [ob. cz. Lubkowa], Modła i Raciborowice Górne[25]), ponieważ 1 listopada 1945 r. w całym powiecie bolesławieckim wstrzymano wówczas akcję osiedleńczą, „rezerwując” ten teren dla polskich reemigrantów z Jugosławii[26]. Ich delegacja, która dwa tygodnie wcześniej przedstawiła swoje oczekiwania władzom centralnym, zawarła wśród nich postulat o nieusuwanie Niemców aż do momentu przybycia transportów z osadnikami na wyznaczone im tereny. Postulat ten został zrealizowany – pierwsi reemigranci przybyli do Bolesławca 5 kwietnia 1946 r., a wysiedlenia ludności niemieckiej rozpoczęły się dopiero dwa miesiące później.

Powrót Niemców po wojskowych wysiedleniach zmusił polskie władze do uregulowania zasad ich obecności w regionie. Niejednokrotnie dochodziło do przypadków dyskryminacji – np. gdy 20 lipca 1945 r. w powiecie wprowadzono godzinę policyjną, Polaków obowiązywała w godzinach 23.00–5.00, Niemców zaś w godzinach 21.00–6.00[27]. Nadal trwała rejestracja fachowców – w dniach 22–25 sierpnia 1945 r. przeprowadzili ją urzędnicy magistratów Bolesławca i Nowogrodźca oraz sołtysi poszczególnych wsi. Po wpisaniu na listę fachowcy otrzymywali w Starostwie Powiatowym blankiety rejestracyjne dla siebie i swoich rodzin, zwalniające ich od wysiedlenia[28]. Pracujący Niemcy nie mogli opuszczać pracy bez posiadania zwolnienia lekarskiego, a gdyby czynili to bez usprawiedliwienia przez okres powyżej 3 dni, pracodawca miał meldować ten fakt w Biurze Pośrednictwa Pracy, znajdującym się w starostwie. Gdy ktoś chciał zatrudnić niemieckiego pracownika, zalecano mu udanie się do Zarządu Miejskiego, posiadającego adresy bezrobotnych Niemców[29]. Osoby zatrudnione przez Armię Czerwoną otrzymywały specjalne zaświadczenia od sowieckiej komendantury; podobne dokumenty, legitymujące ich posiadaczy wobec polskich władz, wydawali także inni pracodawcy, w tym Wojsko Polskie, prywatni przedsiębiorcy czy Powiatowa Komenda Straży Pożarnej w Bolesławcu[30]. Jeszcze w 1946 r. zdarzało się, że Niemcom powierzano rolę sołtysów; taka sytuacja miała miejsce w Nowej Kuźni, gdzie funkcję tę pełnił Kurt Sprenger[31]. Co ciekawe, w tej samej wsi urzędował także polski sołtys, Wincenty Borowko[32], co oznacza, że przez pewien czas Polaków i Niemców z Nowej Kuźni reprezentowali oddzielni przedstawiciele. Jednocześnie Starostwo Powiatowe dążyło do wyeliminowania problemu tzw. Niemców wędrownych, którzy bez żadnej kontroli przemieszczali się po regionie[33].

Konferencja poczdamska przypieczętowała przyłączenie Dolnego Śląska do Polski oraz wytyczenie nowej granicy polsko-niemieckiej na Nysie Łużyckiej i Odrze. Umożliwiło to planową organizację przymusowych wysiedleń Niemców, które od stycznia 1946 r. koordynowało utworzone w listopadzie 1945 r. Ministerstwo Ziem Odzyskanych. Zwycięskie mocarstwa nałożyły na Polskę zobowiązanie przeprowadzenia ich w sposób humanitarny, co znalazło swoje odzwierciedlenie w umowie polsko-brytyjskiej z 14 lutego 1946 r. i planach operacji „Swallow”. W maju 1946 r. w Bolesławcu został utworzony jeden z punktów zbornych Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, przeznaczony dla wysiedleńców z całego powiatu; kierowano tam także ludzi pochodzących z innych regionów, którzy w różnych okolicznościach trafili w okolice Bolesławca. Punkt zborny, utworzony w dawnych zakładach ceramicznych Hoffmanna[34], był miejscem, w którym Niemcy oczekiwali na transporty kolejowe do brytyjskiej lub sowieckiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Liczba przebywających tam osób często się zmieniała, bowiem w miejsce wyjeżdżających pojawiali się nowi wysiedleńcy. O ich zmiennej liczebności świadczy fakt, że 28 czerwca 1946 r. w punkcie przebywało 2536 osób, lecz po porannym transporcie, który wyjechał następnego dnia, pozostało ich już tylko 737[35]. Na podstawie zachowanych akt punktu zbornego, przechowywanych w Archiwum Państwowym we Wrocławiu, możliwe jest sporządzenie wykazu wszystkich transportów wysiedleńczych, które wyprawiono z Bolesławca między 1 czerwca a 11 września 1946 r.

 

Tabela nr 1. Transporty wysiedleńców opuszczających punkt etapowy w Bolesławcu.

Lp.Data transportuMężczyźniKobietyDzieciRazem
1.12 czerwca 1946 r.3678905421 799
2.28/29 czerwca 1946 r.4098295611 799
3.4/5 lipca 1946 r.4638464911 800
4.10/11 lipca 1946 r.3508925571 799
5.11 lipca 1946 r.3608386011 799
612 lipca 1946 r.4198575231 799
7.22/23 lipca 1946 r.3678425411 750
8.28 sierpnia 1946 r.4178684891 774
9.3 września 1946 r.3858185471 750
10.11 września 1946 r.4198065251 750
Razem3 9568 4865 37717 819

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych zawartych w: Archiwum Państwowe we Wrocławiu, Urząd Wojewódzki Wrocławski, sygn. VI/427, k. 43-46.

 

Powyższe dane wskazują na określoną liczbę Niemców, którzy mogli podlegać wysiedleniu w jednym transporcie – mogło być ich maksymalnie 1800. Częstotliwość transportów pozostawała w ścisłej korelacji z liczbą osób przebywających w punkcie etapowym – po 23 lipca wysiedleńców przybywało tam niewielu, dlatego aż do 28 sierpnia nie była możliwa organizacja nowego transportu. Uwagę zwraca zdecydowana przewaga liczebna kobiet, których wysiedlono ponad dwukrotnie więcej niż mężczyzn. Tak duża dysproporcja może odzwierciedlać znaczny ubytek mężczyzn w niemieckim społeczeństwie, wywołany stratami wojennymi poniesionymi przez III Rzeszę. W ciągu trzech letnich miesięcy z Bolesławca wysłano 10 transportów, którymi wywieziono 17 819 osób, pochodzących nie tylko z okolic Bolesławca, ale też z różnych regionów Śląska i Polski. Dla przykładu, 27 czerwca 1946 r. w punkcie etapowym można było znaleźć Niemców pochodzących z takich miejscowości jak Gliwice, Gryfów Śląski, Kłodzko, Łódź, Świdnica, Wałbrzych czy Zduńska Wola[36]. Aż 5992 Niemców pochodzących z powiatu bolesławieckiego wysiedlono w czterech transportach w dniach 5–12 lipca 1946 r. Wyjechali mieszkańcy gmin Czarna[37] (5.07), Książkowce[38] (10.07), Krasiewice[39] (11.07), Grzmiąca[40] (11.07), Kotlicki Trebin (Trebów)[41] (12.07) i Niebylczyce[42] (12.07). Tylko w przypadku gminy Książkowce liczba wysiedleńców była wystarczająca (wyniosła dokładnie 1799), aby przeznaczyć cały skład wyłącznie dla nich[43]. Niemców dowożono do Bolesławca podwodami, w czym często pomagali polscy osadnicy, niejednokrotnie zamieszkujący swoje nowe domy wraz z ich dotychczasowymi właścicielami. Zdarzały się także przypadki eksmisji Niemców z użyciem siły; taki incydent opisuje w swych wspomnieniach Bronisława Rupa, która w 1946 r. w Kraśniku Dolnym była świadkiem brutalnego wyrzucenia z domu niemieckiej staruszki[44]. Chorzy mogli być wysiedlani tylko wtedy, gdy pozwalał na to ich stan zdrowia, w dodatku miało to się odbywać przy użyciu pociągów sanitarnych[45].

Wysiedleńcy podczas pobytu w punkcie zbornym mieli zapewnione wyżywienie, a niektórzy podejmowali pracę, jednak zachowana dokumentacja nie zawiera informacji o formach ich zatrudnienia. Wyjątkiem są Niemcy należący do personelu punktu, wśród których było dwoje maszynistów, dwie osoby pracujące jako pomoc biurowa, doktor nauk medycznych i dwie siostry diakoniski, prawdopodobnie pełniące rolę pielęgniarek[46]. Bagaż wysiedlonych Niemców poddawano rewizji, podczas której rekwirowano kosztowności i pieniądze w ilościach przekraczających dopuszczalne limity (zezwalano na wywóz waluty o maksymalnej wartości 500 marek niemieckich[47]). Rekwizycje często skutkowały odebraniem Niemcom znacznych ilości kosztowności, np. 10 sierpnia 1946 r. przejęto 1326,50 złotych polskich, 12 218 marek niemieckich, 1320 marek niemieckich srebrnych, 791 marek niemieckich alianckich, 92 książeczki oszczędnościowe, srebrny medalion, złoty damski zegarek, franka francuskiego w złocie oraz 2 srebrne łyżki wazowe[48]. Co warte podkreślenia, wysiedleńcy byli niejednokrotnie opisywani przez polskich urzędników jako „repatrianci”[49], choć określenie to nie miało nic wspólnego ze stanem faktycznym. Niemcy opuszczający Bolesławiec wyjeżdżali ze swojej małej ojczyzny (którą często zamieszkiwały liczne generacje ich przodków), włączonej w skład innego państwa wbrew ich woli. Słowo „repatriant” było jednak zgodne z ówczesną propagandą, głoszącą powrót Ziem Odzyskanych, utraconych przez Polskę w XIV wieku, do „Macierzy”. Niemniej zdarzało się także używanie bliższego prawdzie sformułowania „wysiedleńcy niemieccy”[50].

Podczas wysiedleń zdarzały się liczne próby wstrzymania wywózki niektórych Niemców. Dotyczyły one przede wszystkim fachowców, wciąż niezbędnych z punktu widzenia lokalnej gospodarki. Dla przykładu 5 listopada 1946 r. do burmistrza Bolesławca wpłynęło pismo tutejszego oddziału jeleniogórskiej dyrekcji Zjednoczenia Energetycznego Okręgu Dolnośląskiego z prośbą o zatrzymanie piątki fachowców zatrudnionych w miejskiej rozdzielni, którzy „na razie nie mogą być zastąpieni”[51]. W grudniu 1946 r. o zatrzymanie w mieście 10 Niemców wnioskował zatrudniający ich Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego[52]. Jeśli w regionie pojawiał się jednak fachowiec polskiego pochodzenia, Niemiec automatycznie przestawał podlegać ochronie przed wysiedleniem. W dniu 3 października 1946 r. do Zarządu Miejskiego w Bolesławcu wpłynęło pismo Eugeniusza Osipiaka, kierownika Drukarni Państwowej w Bolesławcu, znajdującej się przy ul. 3 Maja 5[53], który oświadczał, że zatrudniony przez niego zecer Alfred Born „zwolniony jest z tut. drukarni z chwilą transportu do Niemiec” oraz prosił o zapisanie go „na jeden z pierwszych transportów”. Drukarz zatrudnił na jego miejsce polskiego zecera, a Bornowi wydał stosowne zaświadczenie „celem udogodnienia (…) wyjazdu do Niemiec”[54]. Zastępowanie Niemców Polakami było procesem dosyć powolnym; jeszcze w marcu 1947 r. proboszcz rzymskokatolickiej parafii w Bolesławcu ks. Andrzej Gromadzki wnioskował do Zarządu Miejskiego o zatrzymanie „przynajmniej do świąt wielkanocnych” kościelnego Eryka Schimmera i piątki jego bliskich[55], a także o „pozostawienie aż do ostatniego transportu” dwóch pracowników cmentarza – Karola Heina i grabarza Georga Koberta[56].

Ostatni poświadczony źródłowo duży transport wysiedleńczy z Bolesławca wyruszył 5 maja 1947 r. Miasto opuszczali przede wszystkim specjaliści i członkowie ich rodzin. Dobiegała już końca polska akcja osadnicza, a więc niemieccy pracownicy przestawali być niezbędni. W zachowanych w aktach Zarządu Miejskiego w Bolesławcu wykazach widać wyraźną prawidłowość – do jednego wagonu trafiały osoby pochodzące z tej samej miejscowości, np. w wagonie nr 39 znajdowali się wyłącznie mieszkańcy Bolesławca, zaś wagon nr 30 był przeznaczony tylko dla osób pochodzących z Ławszowej. Wysiedleńcy pochodzili z kilkunastu różnych miejscowości, przy czym najwięcej osób opuszczało Bolesławiec i Wierzbową. Szczegółowy skład transportu z 5 maja przedstawiono w tabeli nr 2.

Tabela nr 2. Miejscowości, z których pochodzili Niemcy deportowani z Bolesławca w dniu 5 maja 1947 r.

Lp.Nazwa miejscowościLiczba osób
1.Bolesławiec525
2.Wierzbowa179
3.Gromadka (Greulich, Gremsdorf)151
4.Raciborowice Górne89
5.Nowogrodziec60
6.Ołdrzychów (ob. część Nowogrodźca)60
7.Godzieszów59
8.Kliczków30
9.Ławszowa30
10.Modła30
11.Osiecznica30
12.Przejęsław30
13.Rakowice30
14.Wielki Kruszyn (Gross Krauschen)30
15.Wykroty30
16.Poświętne29
17.Świeborowice (ob. część Kruszyna)29
18.Gierałtów28

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych zawartych w: Archiwum Państwowe we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu, Miejska Rada Narodowa i Zarząd Miejski w Bolesławcu, sygn. 137.

Przymusowe wysiedlenia były dramatycznym wydarzeniem, pozbawionym precedensu w historii powiatu bolesławieckiego. Przebiegające jednocześnie z polskim osadnictwem na tych ziemiach, stanowiły kluczową część wielkiej przemiany społecznej i kulturowej, która dotknęła ten region i której konsekwencje są odczuwalne do dziś. Wysiedlenia Niemców nie upamiętnia w powiecie bolesławieckim żadna tablica pamiątkowa, temat ten relatywnie rzadko jest podejmowany przez badaczy historii, a zabudowania dawnych zakładów Hoffmanna, w których znajdował się punkt etapowy PUR-u, wyburzono w latach 2017–2018. Jednym z najbardziej znanych wysiedleńców był niemiecki muzyk, urodzony w Głogowie Heino Schubert (1928–2018), zamieszkały w Bolesławcu w latach 1945–1946.

[1] B. Nitschke, Wysiedlenie ludności niemieckiej z Polski w latach 1945-1949, Zielona Góra 1999, s. 135.

[2] Ibidem.

[3] R.M. Douglas, Powojenne losy Niemców. Wypędzeni, Warszawa 2013, s. 222-224.

[4] A. Baniecki, Powiat bolesławiecki 1945-1950, Bolesławiec 2020, s. 261.

[5] B. Nitschke, op. cit., s. 60.

[6] D. Gołębiewski, Kraśnik Dolny i okolice dawniej i dziś, Bolesławiec 2020, s. 150.

[7] A. Bolz, Aus der Geschichte der Waisen- und Schulanstalten zu Bunzlau. Teil III 1933–1945. Schülertreffen nach 1945, Minden/Westfalen 1998; maszynopis przechowywany w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu, s. 50.

[8] Archiwum Akt Nowych (dalej: AAN), Grupy operacyjne Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów i Ministerstwa Przemysłu – grupa zespołów (dalej: GO KERM), sygn. 308, k. 3.

[9] Ibidem, k. 5.

[10] Ibidem, k. 9.

[11] Ibidem, k. 12.

[12] Ibidem, k. 13.

[13] W 1946 roku został aresztowany pod zarzutem kierowania nielegalną organizacją zbrojną o nazwie Freies Deutschland.

[14] Ibidem, k. 15.

[15] Ibidem, k. 23.

[16] M. Gürtler, Schicksalswende [w:] Der Bunzlauer Kreis am Bober und Queis. Ein Heimatbuch, red. K.  Springer, Siegburg 1964.

[17] Ibidem.

[18] Cyt. za: AAN, GO KERM, sygn. 308, k. 28.

[19] Ibidem.

[20] Ibidem, k. 32.

[21] Podane dane za: Archiwum Państwowe we Wrocławiu Oddział w Bolesławcu (dalej: APWrOB), Miejska Rada Narodowa Zarząd Miejski w Bolesławcu (dalej: MRNZMB), sygn. 134.

[22] Archiwum Państwowe we Wrocławiu (dalej: APWr), Urząd Wojewódzki Wrocławski (dalej: UWW), sygn. IX/7, bp.

[23] Ibidem, k. 34.

[24] Ibidem, k. 34-35.

[25] Ibidem, bp.

[26] A. Baniecki, op. cit., s. 200.

[27] AAN, GO KERM, sygn. 312, k. 139.

[28] AAN, GO KERM, sygn. 308, k. 55.

[29] APWrOB, MRNZMB, sygn. 7, k. 31.

[30] Szereg takowych zaświadczeń można znaleźć w aktach Zarządu Miejskiego w Bolesławcu: APWrOB, MRNZMB, sygn. 93.

[31] APWrOB, Starostwo Powiatowe w Bolesławcu (dalej: SPB), sygn. 1, k. 186.

[32] Ibidem.

[33] APWrOB, MRNZMB, sygn. 7, k. 10.

[34] Dolny Śląsk 1945 – Dolny Śląsk 2005, red. B. Cybulski, Wrocław 2006, s. 92.

[35] APWr, UWW, sygn. VI/427, k. 16.

[36] Ibidem, k. 41.

[37] Czerna; obecnie teren gminy Czarna wchodzi w skład gminy Nowogrodziec.

[38] Milików; obecnie teren gminy Książkowce wchodzi w skład gminy Nowogrodziec, a wieś Mściszów przynależy do powiatu lubańskiego.

[39] Kraszowice; obecnie teren gminy Krasiewice wchodzi w skład gminy Bolesławiec.

[40] Gromadka.

[41] Trzebień; obecnie teren gminy Kotlicki Trebin (Trebów) wchodzi w skład gminy Bolesławiec.

[42] Niebylczyce stanowią zachodnią część Warty Bolesławieckiej; obecnie teren gminy Niebylczyce jest podzielony pomiędzy gminy Warta Bolesławiecka i Bolesławiec.

[43] Ibidem, k. 4.

[44] D. Gołębiewski, op. cit., s. 395.

[45] APWrOB, MRNZMB, sygn. 136, k. 23.

[46] APWr, UWW, sygn. VI/427, k. 38-40.

[47] P. Kacprzak, Prawnomiędzynarodowe i administracyjnoprawne podstawy wysiedleń Niemców z Polski do brytyjskiej i radzieckiej strefy okupacyjnej Niemiec w 1946 roku [w:] „Studia Lubuskie”, tom VII, Sulechów 2011, s. 78.

[48] APWr, UWW, sygn. VI/427, k. 70.

[49] Ibidem, k. 18, 22

[50] Ibidem, k. 68.

[51] APWrOB, MRNZMB, sygn. 136, k. 9.

[52] Ibidem, k. 40.

[53] Obecnie jest to ul. Kościelna.

[54] Ibidem, k. 16.

[55] Ibidem, k. 55.

[56] Ibidem, k. 63.

Kategorie:
Gołębiewski
Facebook Profile photo

Cześć ! Nazywam się Dariusz Gołębiewski, jestem regionalistą z tytułami magistra historii i historii w przestrzeni publicznej. Od 2014 roku prowadzę na Facebooku stronę regionalną o nazwie ''Bolesławiec i okolice dawniej i dziś''. Poza historią, zwłaszcza tą międzywojenną i lokalną, interesuję się literaturą i polityką, trochę też architekturą, teatrem, religią i filozofią. Jestem autorem książki pt. "Kraśnik Dolny i okolice dawniej i dziś". W wolnym czasie lubię podróże, wycieczki rowerowe, długie spacery i interesujące dyskusje.

Komentarze do Przymusowe wysiedlenia Niemców z powiatu bolesławieckiego (1945-1947)

  • Termin tzw. ziemie odzyskane był i jest bardzo dobrym terminem, ponieważ jak spojrzymy ponad 1000 lat wstecz to ziemie te należały do Państwa Polskiego i początków jego państwowości, a to że z czasem były w granicach Państwa Czeskiego, a później Habsburgów a później po 1740 przeszły pod panowie Prus nie stanowi że to były ziemie niemieckie. Niemcy sami uciekali z tych terenów przed armią czerwoną, zresztą sprawiedliwości dziejowej stała się zadość. Na tych terenach a także na północnych oraz na górnym śląsku i w Prusach w wyborach w 1933 pan z wąsikiem niejaki A. Hitler uzyskał największe poparcie. Polacy wkraczając na nasze piastowskie ziemie po takim długim okresie poza macierzą i tak się zachowali bardzo humanitarnie a tak naprawdę to powinniśmy postąpić tak jak Niemcy to CO robili z nami Polakami w czasie okupacji. Termin tzw. wypędzeni to sami sobie stworzyli, z tym że nikt nie wypędzał tylko sami uciekali a dwa to konferencja pokojowa w Poczdamie jasno to określiła. To samo uczyniono z Państwem Pruskim – Prusami uchwałą międzynarodową Państwo Pruskie zostało ostatecznie i raz na zawsze zlikwidowanego w roku 1947. Gdyby Niemcy zostali mielibyśmy pokaźną grupę mniejszości narodowej niemieckiej a mniejszości nie są nam potrzebne. W Czechosłowacji Prezydent Benesz tak samo postąpił z Niemcami sudeckimi, także sprawiedliwość dziejowa się dokonała. I tak łagodnie się z nimi obeszliśmy, niech się cieszą że jako naród Niemiecki za swoje zbrodnie na innych narodach Europy nie wylądowali w obozach koncentracyjnych.

    Arek 03/01/2023 16:53 Odpowiedz
  • Z tego co wiem, w niemal każdej wsi pozostawały jednak pojedyncze osoby. Znam nawet ich potomków. Z jakiej przyczyny pozwalano co niektórym pozostać?

    Zbigniew 16/12/2022 19:01 Odpowiedz
    • W większości przypadków zostawali Niemcy pożenieni z Polakami. Byli też autochtoni, czyli osoby, które uzyskały polskie obywatelstwo po udowodnieniu swoich polskich korzeni, co nie było zresztą takie proste.

      Dariusz Gołębiewski 16/12/2022 22:51 Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

The maximum upload file size: 32 MB. You can upload: image, video, other. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded. Drop file here

Bobrzanie.pl
pl_PLPolish