Gru 10, 2020
2136 Wyświetleń
2 0

Dzień 9: Posłuchaj świątecznych piosenek

Napisany przez

Jak wszyscy wiemy, czujemy i uczestniczymy: mamy pandemię. Nie jest to może najbardziej odkrywcze zdanie, jakiego można by oczekiwać przed świętami.

To są jednak moje pierwsze święta, kiedy nie będę otoczona kiczowymi dekoracjami instytucji i placówek oświatowych. W szkole mnie już nie ma, studiuję przez teams’a. Zero mandarynek w plecakach, zero apeli jasełkopodobnych, zero dekoracji schodów, pastorałek z radiowęzła, losowania prezentów międzyklasowych.

Doskonale rozumiem, że ktoś to może lubić i za tym tęsknić, naprawdę. Być może wielu ludzi chciałoby w tym ciągle i nieustannie uczestniczyć. Niemniej cieszę się jak sto diabłów, że ja już nie muszę.

Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy spojrzałam na brokatową karteczkę na dzień dziewiąty. “Posłuchaj świątecznych piosenek.” Gdybym biegała między sklepami w galerii, gdybym krążyła między biblioteką uniwersytecką, a salą wykładową, gdybym weszła do Domu Kultury czy Ośrodka Ceramiki, to mogłabym ten punkt odhaczyć już w listopadzie. A tak jeszcze nawet nie zaczęłam o tym myśleć. I jest mi bardzo dobrze z tą wolnością od sztucznie narzuconej szczęśliwości świątecznej atmosfery, której wcale nie ma.

Niech żyje brak świątecznej atmosfery, zanim naprawdę chce się go poczuć!

(Powinnam jednak dodać, zanim na własne życzenie zostanę hipokrytką, że czegoś mi w tym sezonie przedświątecznym jednak brakuje. Tym czymś są pieczone kasztany z jarmarków świątecznych. Papierowy rożek z gorącymi kasztanami w pękniętych, przyrumienionych brązowych skorupkach – element, w którym jesień i zima stykają się ze sobą i dają kombinację godną wszystkich kolęd świata.)

 

Dzień 9 Posłuchaj świątecznych piosenek

Kalendarz mi rozkazał dziś wprowadzić nowe rządy:
chciał, żebym raz świątecznych piosenek posłuchała.
Zdziwiło mnie to nieco, bo takie mam osądy,
że od Last Christmas szybciej bym Rammsteina pokochała

Jednak jak kalendarz mówi, tak ja pokornie czynię
i już z głośników radosne pitolenie się rozchodzi.
Jednak mnie zła irytacja nie wiedzieć czemu gryzie:
co dzwonek czy dźwięk kolęd, nerw czoła mi już chodzi.

Dzieciaki od bałwana, co śnieżką w plecy dają,
koło gospodyń wiejskich i górskie pastorałki,
jazzowe xmas songi też już mnie nie jarają,
ani nawet kolędy z ich rytmem na cymbałki.

Chorały gregoriańskie i remix nowoczesny,
ni wersja nowoczesna, ni ta instrumentalna.
Nie chodzi nawet o to, że produkt to powszechny,
ale że muza ta jest w ten sposób nachalna,

że mi pod czaszkę wchodzi i robi w mózgu wwierty
i potem wciąż ją nucę: na studiach i przy kuchni,
czytając i sprzątając, ten motyw mam w tle wierny,
więc szału wciąż dostaję, bo motyw ten mnie nudzi.

Do świąt są jeszcze przecież dwa dni i dwa tygodnie.
A jeśli się za szybko motywem tym napełnię,
to będzie mi w te święta z rutyną niewygodnie,
a tak, z piosenką w garści, mam szansę wejść w nie chętnie.

Zatem wyłączam szybko playlistę o stu twarzach.
Pink Floyd’ów za to puszczam i daję jak najgłośniej,
a “Idą święta” włączę, gdy ktoś mi będzie kazał
w wigilii czas dopiero, bo wtedy zabrzmi znośniej.

Kategorie:
humor

    Plecie bzdury, a czasem makramy. Czasem też pisze, ale nigdy na Berdyczów. Na razie jeszcze się uczy - liczy pochodne i dziewiętnaście lat.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    The maximum upload file size: 10 MB. You can upload: image, video, other. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.

    pl_PLPolish
    Przeczytaj poprzedni wpis:
    Dzień 8 Utnij sobie drzemkę

    Spojrzałam na kolejną cukierkową karteczkę z kalendarza adwentowego dla kobiet. Rozkazał mi dzisiaj uciąć sobie […]

    Zamknij